Dwunasty etap na Czarnym Lądzie
Dodano: 2010-11-07 23:20:30
W ubiegły czwartek minął rok od startu wielkiej sztafety „Afryka Nowaka". Czarny Ląd przemierzają obecnie uczestnicy już jej 12. etapu.
Dokładnie rok od startu sztafety z Boruszyna i 79 lat od wyjazdu Kazimierza Nowaka z poznańskiego Dworca Głównego PKP odbyło się (4 listopada) w Warszawie rocznicowe spotkanie z uczestnikami i organizatorami wielkiej wyprawy. Za nimi 11 etapów z zaplanowanej na 24 miesiące wyprawy. Z trasą, którą przemierzał Nowak zmagało się już ponad 50 osób, w tym pięciu szczecinian. Były one na pustyni i w puszczy, w buszu i w górach, jechały z wiatrem i pod wiatr. Jeździły rowerami, pchały je, pływały pchaczami i sunęły koleją, wspinały na szczyty i tygodniami usuwały piach z ubrań, spotkały setki życzliwych ludzi, którym przekazywały „nowakową nowinę”. A wszystko po to, by historię samotnego podróżnika poznało jak najwięcej ludzi - w Polsce, w Afryce i na świecie.
Teraz przez Afrykę jadą uczestnicy 12. etapu sztafety –„Namibia I, czyli w poszukiwaniu meteorytów i polskich Namibijczyków": Konrad Pędziwiatr, Julia Marchlewicz, Joanna Rutkowska i Łukasz Pałka.
- W rzece Oranje przekazaliśmy sobie rowery i sztafetową pałeczkę z etapem, który skończył podróż przez RPA – relacjonuje Łukasz Pałka. - Przez pierwszy tydzień czeka nas podróż trasą, przy której najmniejsze choćby osady rozsiane są w odległości około 100 kilometrów. Za cysternę będzie nam służyć dodatkowa przyczepka i kilka baniaków z wodą. A temperatury nie rozpieszczają. Około godziny 11 jest ok. 40 stopni Celsjusza. I tak do późnego popołudnia.
Po przekroczeniu granicy w Vioolsdrif, Namibia przywitała ich widokiem ciągnącej się po horyzont szosy.
- Po drodze czekały na nas tylko dwie małe wiaty. Poza tym ani jednego zabudowania. Nikt nie narzeka więc na to, że woda w sakwach dużo waży. Każde z nas ma na rowerze 30-50 kilogramów bagażu- opowiada Łukasz.- Kilkanaście kilometrów przed Karasburgiem przydarza się nam wypadek. Mocny poduch wiatru spycha Julię na pobocze, gdzie upada. Zraniona ręka szybko puchnie. W szpitalu obrażenia okazują się na szczęście niegroźne.
„Kurier Szczeciński" patronuje wyprawie. Relacje z niej są na www.afrykanowaka.pl.
(mag)