24Kurier.pl serwis Kuriera Szczecińskiego

Reklama

Czwartek, 17 maja 2012 roku. Dziś imieniny: Weroniki i Sławomira HoroskopPorady gwiazd

Pieszo i czym się da...

Dodano: 2011-03-16 10:42:46
Wrócili cało (choć lżejsi w sumie o prawie 20 kilogramów!) i mają nadzieję, że zdrowo. W Demokratycznej Republice Konga wzbudzali sensację, bo białych ludzi mało kto tam widział, a na dodatek z plecakami i usiłujących pokonać 850 kilometrów na piechotę. Ich za to na Czarnym Lądzie zaskoczyła wieść, że... prezydent Szczecina objął patronat nad zbliżającą się do końca wielką sztafetą „Afryka Nowaka".

- Gorąco, wilgotno, ciężko, ale ciekawie i przyjemnie było - oceniają zgodnie szczecinianie, Rafał Wierzbicki i Sławomir Ciołczyk, swój pobyt w Demokratycznej Republice Konga. - Dzięki temu, że Spółdzielnia „Medicus" zafundowała całej naszej czwórce uczestników 16. etapu sztafety „Afryka Nowaka" wszelkie szczepienia, a Zofia i Zdzisław Wolfowie, którzy mają w Świdwinie aptekę, część leków antymalarycznych, udało się nam obu ustrzec - mamy nadzieję, że wyniki badań to potwierdzą - groźnych chorób.

Na dodatek obaj szczecinianie są ratownikami medycznymi w Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego. Choć tym razem - jak Sławek Ciołczyk podczas wcześniejszej sztafetowej trasy przez Republikę Południowej Afryki - nie musieli ani kolegom, ani tubylcom udzielać pomocy. A zapowiadało się groźnie, bo już sama nazwa etapu „Królestwo czarnej febry, malarii, trądu, much tse-tse" brzmiała strasznie...

Reklama
- Poza otarciami, stanami zapalnymi i infekcjami stóp nic mi nie było - twierdzi Rafał Wierzbicki, ale przyznaje, że klimat i wysiłek dał im kość.

Szczecinianie w sumie schudli prawie 20 kilo. Noce były chłodne, za to w dzień z nieba lał się żar. Wilgotność zaś taka, że odzież gniła. A na plecach, bagatela, 60-litrowe plecaki. Zazdrościli Kazimierzowi Nowakowi, bo jemu pomagali tragarze... Kremy z filtrami UV wystarczały na chwilę, ale o tym się przekonali, gdy słońce ich spaliło. Szlaki trudne.

- Droga krajowa miała szerokość 40 centymetrów, za to zarastały ją 3-metrowe trzciny - wspominają. - Wyruszaliśmy wcześnie rano i przez dwie godziny udawało się nam przebyć z 6 kilometrów. Potem słońce sprawiało, że pokonywaliśmy 12, góra 30 kilometrów, bo trzeba było robić dłuższe przerwy na odpoczynek. Przez tydzień przeszliśmy 150 zamiast 200 zaplanowanych kilometrów. Napotkaliśmy w tym czasie trzy ciężarówki. Wszystkie na dodatek jechały w przeciwnym kierunku!

Przez pierwsze 150 km żywili się tym, co mieli z Polski. Pili uzdatnioną wodę ze strumieni. Banany udało się im kupić w trzecim tygodniu wyprawy!

- Za czasów Nowaka we wsiach rosły drzewa mango i palmy, domy tonęły w powodzi drzew owocowych i kwiecia, do teraz niewiele z tego przetrwało. Podstawą wyżywienia jest maniok. Poza Kinszasą nie było żadnego sklepu. Dopiero w połowie trasy napotkaliśmy miejsca wymiany produktów. Na północy kraju było lepiej, bo tam już uprawia się ziemię i można kupić owoce, na przykład 15 rodzajów ananasów, awokado, papaje. W smaku zupełnie inne od tych, co jemy w kraju. Misjonarze poczęstowali nas kurczakiem, ale „po urazie wewnątrznarządowym" - nie dało się go przełknąć - dzielą się gastronomicznymi wrażeniami szczecinianie.

Doskwierał też brak prądu - tylko w dwóch miastach był przez całą dobę. Mieli więc problem z naładowaniem baterii w aparatach, a ludzie, którzy po raz pierwszy je widzieli na oczy, domagali się zdjęć i ich pokazu na wyświetlaczach.

- Ludzie byli bardzo przyjaźni - zapewniają podróżnicy. - Tylko raz musieliśmy się ewakuować z wioski przed zmierzchem, bo pijani policjanci i esbecy uznali, że biali to na pewno terroryści. Mieli długą broń, więc woleliśmy się zwinąć do oddalonej o 3 kilometry innej wsi.

Uczestnicy etapu chcieli pokonać 850 km na piechotę. Niestety, fatalne drogi i klimat sprawiły, że zaczęło im brakować czasu. Musieli kombinować transport. Na motorach pokonali 220 km w... 10 godzin, choć były odcinki, że kierowcom udało się rozpędzić do 70 km/h ! W sumie przeszli 350 km i tyle samo przejechali.

- Kazimierzowi Nowakowi ta trasa zajęła 5 miesięcy - przypominają. - Musieliśmy wracać, a w Kongu niczego nie da się przewidzieć i z góry zaplanować na dłużej niż trzy godziny...

Za to udało się im upamiętnić Kazimierza Nowaka tabliczkami w misjach - w Dilolo Poste i w Sandoa oraz na siedzibie królewskiej w Musumba. Spotkali się tam z królową ludu Lunda - potomkinią króla Mwata Yawu, którego odwiedził patron wyprawy, i tak jak i on - z ministrem wojny. Byli w Tulume - wiosce ludożerców. Znaleźli też wpis o Kaziku w księdze pamiątkowej seminarium w Kabwe.

***
W najbliższy piątek (18 marca), w Klubie Delta przy ul. Racławickiej 10 w Szczecinie-Dąbiu, Piotr Sudoł - współpomysłodawca wyprawy „Afryka Nowaka" i lider jej 15. etapu - o godz. 18 opowie o Angoli. Ubarwi je pokaz blisko 200 zdjęć „Światła i cienie. Afryka", który przygotowała grupa Muzungu-art oraz muzyka z Czarnego Lądu.

(mag)
Drukuj Poleć artykuł Zgłoś błąd
Fot--1-szczecin-JPG-na-3 Fot--2-chłopczyk Fot--3-idziemy-JPG-na-2 Fot--4-wioska-JPG-na-3-
Komentarze:
Brak komentarzy
Dodaj komentarz


 
 Security code
  Akceptuję regulamin
 
Pogoda
11
na godz. 14:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Nowa książka Futbol po szczecińsku

Burzliwa i czasami dramatyczna historia szczecińskiego futbolu.

Sklepy, w których ją kupisz

Kup książkę za 19,99

(Koszt przesyłki 5 zł)

W jaki sposób dotknął Cię kryzys?
 
23%
 
13%
 
10%
 
36%
 
10%
 
4%
Jesteś świadkiem ważnego wydarzenia?

Wiesz coś, czego nie wiedzą jeszcze inni?

Chcesz podzielić się z innymi ciekawymi zdjęciami?

Powiadom nas
Reklama