- Ja bym się zgodziła z Jackiem - trzeba szukać kobiety. Ktoś zapakował naszemu koledze nóż w samą pierś, prawda? Czyli atakował z przodu, prawda? Czyli chciał patrzeć, jak nasz kolega umiera ze zdumieniem (przerażeniem?) w oczach, prawda? Chciał patrzeć w te umierające oczy... - Iza perorowała w natchnieniu. - A tak szczera i bezpośrednia w uczuciach może być tylko kobieta!!! Faceci są wredni, tchórzliwi i mdleją na widok strzykawki. Gdyby zatem mordercą był mężczyzna, to wsadziłby Teodorowi nóż w plecy, a nie w serce.
Nikt z samozwańczej grupy detektywów, pragnących znaleźć mordercę dawnego licealnego kolegi Teodora Jasnego, nie odważył się podważyć argumentacji Izy. Agata, Marta i Jacek wiedzieli, że świeżo rozwiedziona koleżanka ma na temat mężczyzn poglądy tyleż bezlitosne, co bezkompromisowe i każda próba dyskusji kończy się dla ewentualnego obrońcy rodu męskiego porażką pewną jak mandat od straży miejskiej dla staruszki wyprowadzającej na Jasnych Błoniach ratlerka bez kagańca.
- Cóż, muszę przyznać, że jest w tym sporo racji, faceci to świnie – westchnęła Marta, a Jacek poruszył się nieśmiało, ale emanując sporą dawką urażonej godności.
- Oj, Jacuś, daj spokój, ile razy mamy ci powtarzać, że jesteś wyjątkiem od tej smutnej reguły!
Trzy damy posłały koledze olśniewające uśmiechy. Podziałało.
- No dobra, nie obrażam się, tylko błagam, przestańcie się szczerzyć, bo zaczynam się bać. Skoro zgadzamy się, że to kobieta, to zastanówmy się – jaka? I gdzie jej szukać?
Czwórka siedząca przy zastawionym filiżankami, szklankami i talerzami z frytkami w sosie curry, stoliku w ogródku Bramy, zamilkła. Skręcająca w plac Hołdu Pruskiego „jedynka” przeraźliwie zazgrzytała na zakręcie. Odruchowo spojrzeli na tramwaj, na którym wymalowano reklamę Nikoletta SPA&Beauty.
Popatrzyli po sobie. Myśl wszystkich wypowiedziała Agata:
- Żona?
* * *
- I wtedy zadzwonił telefon. Sięgnęłam do torebki, żeby zobaczyć, kto dzwoni. Numer nieznany. Znowu spojrzałam w stronę krzaków i zobaczyłam tylko, że ktoś ucieka alejką między drzewami. Nie wiem, czy to był mężczyzna, czy kobieta. Jestem krótkowidzem, nie mogę się przekonać do soczewek, okularów też nie noszę, no chyba że słoneczne. Ale mój synek mówi, że to była dziewczyna w brązowej czapce. Dla mnie równie dobrze mógł to być facet drobnej budowy. Ogarnęła mnie panika, nie wiedziałam co robić, do kogo zadzwonić po pomoc. W dodatku nagle wśród kwiatów na grobie zobaczyłam tego misia... Miał do koszulki przypiętą karteczkę z narysowanym serduszkiem. Czarnym serduszkiem. I cóż... Zaczęłam krzyczeć. Zbiegli się ludzie, okazało się, że wcale nie byliśmy sami na tym cmentarzu... Jestem przerażona. Opowiedziałam o wszystkim policji i zasugerowałam, że powinni mi przydzielić ochronę. Ale póki co, sama o to zadbałam... Wynajęłam ochroniarza.
Nikoletta Pyska-Jasny, wdowa po zamordowanym lokalnym VIP-ie i bogaczu Teodorze Jasnym, lekkim ruchem ślicznej główki wskazała znajomej działaczce samorządowej rosłego łysola w garniturze, który wyglądał na nim jak wielkie szare nieporozumienie. Łysol stał w foyer Teatru Współczesnego z miną wyrażającą jednocześnie zdumienie i odrazę. Nie dość, że szefowa zaciągnęła go do teatru, to w dodatku na zwariowaną sztukę dla dzieciaków... Gdzie jak gdzie, ale tu, naprawdę nie może się wydarzyć nic złego.
Stefan Gryka, emerytowany policjant, czyli chłop w kwiecie sił, ledwie po czterdziestce, dwa miesiące wcześniej rozpoczął pracę w firmie ochroniarskiej Cerberus.pl. O zamordowaniu Teodora Jasnego czytał w lokalnej prasie, lecz bez szczególnego zainteresowania. Dopiero tydzień spędzony z piękną Nikolettą skłonił go do głębszego zastanowienia się nad tą dziwną zbrodnią. Miał już nawet swoją teorię, ale... Sam nie mógł w nią uwierzyć!
* * *
- Stefan, możesz wracać z Juniorem na salę, ja dokończę moje piwko i zaraz do was dołączę, OK? Wiesz, jakoś nie chwytam tych klimatów. No ale Juniorowi się podoba.
Po trzecim dzwonku wzywającym widzów do powrotu na salę Nikoletta Pyska-Jasny została w foyer sama. Odetchnęła z ulgą i pociągnęła spory łyk piwa. W sali teatralnej pogasły światła, ucichły ostatnie rozmowy i w ciszy, która zapadła, z niezwykłą siłą zabrzmiał przeraźliwy kobiecy krzyk...