24Kurier.pl serwis Kuriera Szczecińskiego

Reklama

Czwartek, 17 maja 2012 roku. Dziś imieniny: Weroniki i Sławomira HoroskopPorady gwiazd

Największa przygoda życia

Dodano: 2010-07-20 09:16:02

Właściwie to aż dziwne, że krwawe zbrodnie zdarzają się w tym mieście tak rzadko, pomyślała Marta, idąc ulicą Rayskiego, przecież Szczecin to Dziki Zachód, ludzie powinni mordować się tu co tydzień.

Takie myśli dopadały ją zawsze, gdy spacerowała przez centrum miasta i gdy ten spacer niezmiennie okazywał się dla niej wstrząsem nie tylko estetycznym. Mijała właśnie trójkę recydywistów stojących pod Żabką, rozebranych od pasa w górę, pokrytych szpetnymi tatuażami przypominającymi źle zrośnięte blizny. Rozglądali się leniwie, szukając kogoś, kogo mogliby błyskotliwie zapytać: „No i na co się gapisz, ciulu?". Chwilę później musiała uskoczyć przed zalanym w pestkę wąsatym grubasem, który wkurzony tym, że nie może trafić kluczem w zamek własnej bramy, otworzył ją siarczystym kopniakiem. Dalej - Jagiellońska. Ten jej  odcinek, z którego wysiedlono mieszkańców. Opustoszałe, upiorne, ziejące pustką kamienice. Wielka blizna w samym centrum miasta. A pod nią grupki młodych dresików - drobne cwaniaczki wyglądające na wiecznie niedożywionych. W grupie byli jednak niebezpieczni. Oczywiście cały czas musiała iść slalomem między psimi kupami. I między mocno podniszczonymi alkoholikami, którzy jak zwykle panoszyli się na rogu Śląskiej i Jagiellońskiej.

Nic dziwnego, że na plac Lotników przybyła w kiepskim humorze. Po co tu przyszła? Chciała raz jeszcze zobaczyć miejsce zbrodni. Na razie śledztwo, jakie prowadziła ze znajomymi, nie mogło ruszyć z miejsca. Może gdy zobaczy miejsce tragedii, coś wymyśli...

Get Adobe Flash player

- Pani Marto?

Marta uniosła wzrok.

- O, Żanetta. Żanetta Knapik. Dzień dobry.

Marta przez prawie całe swoje dorosłe życie, zanim codzienne libacje sąsiadów zmusiły ją do przeprowadzki na Pogodno, mieszkała niedaleko - na Wojciecha. Żanettę, która mieszkała przy placu Lotników, poznała w pobliskim sklepie „Społem", gdzie razem robiły zakupy.

- Co u pani słychać? - zapytała Żanetta. - Szuka tu pani czegoś?

- Sama nie wiem - Marta z westchnieniem usiadła na ławce. - Zabito tu mojego kolegę z klasy Teodora Jasnego. Musiała pani o tym słyszeć...

Żanetta poczerwieniała na twarzy - jak gdyby ktoś ją spoliczkował.

- Czy słyszałam? Pani Marto, ja odnalazłam jego ciało! Ja jestem świadkiem zbrodni!

- To... wspaniale, gratuluję - zamamrotała Marta pojednawczym tonem. - Chętnie o tym posłucham. Bardzo chętnie.

Żanetta uśmiechnęła się triumfalnie, a potem pochyliła się nad Martą, ściszyła głos do teatralnego szeptu i obwieściła jej:

- Widziałam, jak kręciła się tu drobna postać.

- Drobna... jak kobieta?

- Dokładnie tak - Żanetta kiwnęła głową. - Jak kobieta. Albo jak drobny mężczyzna.

* * *

W tym samym czasie Stefan Gryka, ochroniarz żony Tedora Jasnego, Nikoletty, z którą był w teatrze i którą na chwilę zostawił bez opieki w foyer, usłyszał straszny kobiecy krzyk. Pognał do niej pełen najgorszych przeczuć. Jego klientka była jednak cała i zdrowa. 

- Ktoś w toalecie krzyczał - powiedziała.

Ochroniarz zastał tam sprzątaczkę.

- Co się stało?

- To.... to krew... - powiedziała kobieta, pokazując mu lustro.

Napisano na nim czerwienią - NICOLETTO, KOCIAKU, NIEDŁUGO DOŁĄCZYSZ DO SWOJEGO MĘŻUSIA.

- Co się dzieje? - zapytała Nikoletta, wchodząc do toalety.

Zobaczyła napis, zbladła.

Stefan starł palcem trochę cieczy, polizał go.

- To tylko keczup - powiedział. - Ktoś głupio zażartował... Sama pani wie, jak jest. Pani mąż był zamożny, więc miał mnóstwo wrogów. W Szczecinie nie wybacza się nawet drobniutkich sukcesików - a pani mąż odniósł sukces z prawdziwego zdarzenia. Dziesiątki osób w tym mieście cieszy się pani nieszczęściem. Wiele z nich na pewno zechce zabawić się pani kosztem. Sama pani wie, jaka jest szczecińska elita...

Nicoletta bez słowa wyszła z toalety.

* * *

- Zdradzę pani pewien sekret - kontynuowała podekscytowana Żanetta  - Oprócz ciała znalazłam coś jeszcze...

I pokazała Marcie elegancką papierośnicę, na której widniały inicjały - N. P. J.

- Leżała obok trupa - pochwaliła się Żanetta.

- Czemu nie pokazała pani tego policji?!

Żanetta przewróciła oczami.

- A co im niby miałaby pomóc taka zwykła papierośnica? Nic! A mi się przyda! Za nic jej nie oddam. Pani, odkrycie tego trupa to była największa przygoda, jaka mi się w życiu przydarzyła! Nic lepszego mnie już w życiu nie spotka! Za parę miesięcy wszyscy o tej sprawie zapomną. A ja... ja będę miała dowód, że to nie był sen! Że to się działo naprawdę! Że byłam w telewizji, w radiu, w gazecie! Czułam się jak Kinga Rusin! Ta papierośnica to mój amulet, moja jedyna pamiątka! Nie oddam jej nikomu!

Marta nie była w stanie z nią polemizować. Zresztą myślami była gdzieś daleko. Inicjały N.P.J. Jak Nicoletta Pyska-Jasny...
 

Drukuj Poleć artykuł Zgłoś błąd
rysunek
Komentarze:
Brak komentarzy
Dodaj komentarz


 
 Security code
  Akceptuję regulamin
 
Pogoda
11
na godz. 14:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Nowa książka Futbol po szczecińsku

Burzliwa i czasami dramatyczna historia szczecińskiego futbolu.

Sklepy, w których ją kupisz

Kup książkę za 19,99

(Koszt przesyłki 5 zł)

W jaki sposób dotknął Cię kryzys?
 
23%
 
13%
 
11%
 
36%
 
10%
 
4%
Jesteś świadkiem ważnego wydarzenia?

Wiesz coś, czego nie wiedzą jeszcze inni?

Chcesz podzielić się z innymi ciekawymi zdjęciami?

Powiadom nas
Reklama