Trup na placu
Dodano: 2010-06-29 14:58:29
Trup leżał w krzakach za pomnikiem kondotiera Colleoniego. Spod okazałej magnolii – symbolu Szczecina – wystawały nogi w mokasynach wartych więcej niż wynosił miesięczny czynsz za pobliską ciuchbudę. Była czwarta nad ranem w niedzielę 13 czerwca. Zaczynało świtać.
Kilka godzin wcześniej tłumy zgromadzone na Wałach Chrobrego wygwizdały koncert chopinowski, gdyż uznały, że na Dni Morza należy im się raczej „Doda bez majtek niż Chopin bez sensu”, jak to zgrabnie ujął pan Mirek. Ten sam, który wespół z panem Romkiem kilka minut po czwartej znalazł się na placu Lotników, gdzie zaintonowali staropolskie „Sto lat”. Obaj, po wypiciu tuzina piw w cenie promocyjnej 1, 49 za puszkę, czuli ogromną potrzebę wyrażenia śpiewem rozpierającej ich radości życia. Pieśń niosła się nad miastem, budząc kilku emerytów i panią Żanettę Kapik, właścicielkę imponującego biustu, nadpobudliwego ratlerka oraz dwupokojowego mieszkania z balkonem, wychodzącym na plac Lotników, a dokładnie na okazały zad pomnikowego konia.
- Wyły te pijaki tak, że już myślałam czy policję na nich wzywać - relacjonowała później dziennikarzom pani Żanetta - Aż tu nagle jeden przez drugiego zaczęli strasznie wrzeszczeć: Ratunku! Ludzie! Ratunku! Trup! To ja na balkon, i co widzę? Klęczy dwóch pijaków obok krzaka i wyją jak opętani. Nie żebym była ciekawska jakaś, ale pomyślałam, że ktoś rozsądny sie przyda, to wskoczyłam w szlafrok, Dyzia na smycz wzięłam i dalej na plac. Podchodzę i co widzę? Trup, ale czyj! Aż myślałam, że się przewrócę albo co gorszego! Toż to sam Teodor, jak żyw..., eee, to znaczy, no Teodor, ale zabity. Tu, o tu - pani Żanetta wskazała na swą bujną pierś - nóż mu wystawał. Ja tak o nieboszczyku po imieniu, bo to chłopak z naszej dzielnicy, za rogiem mieszkał, na Kaszubskiej. Znaczy się - mieszkał, zanim się zrobił taki sławny na całe miasto, i bogaty, i ważny...
***
Od dwóch tygodni całe miasto żyło sprawą zabójstwa Teodora Jasnego. Właściciela sieci luksusowych solariów, modnych SPA, biura podróży, kilku uroczych hotelików w polskich (a od niedawna także niemieckich) kurortach nadmorskich, sponsora lokalnych wydarzeń kulturalnych, laureata wielu wyróżnień, z Orderem Uśmiechu włącznie. Imperium Teodora Jasnego znali wszyscy, podobnie jak jego samego. Czy raczej - wszystkim wydawało się, że go znają, a tak naprawdę, jak się miało niebawem okazać, nie znał go zupełnie nikt....