W sztafecie wspomnień. Lata pierwsze
Dodano: 2010-11-09 00:06:26
Nie żyją już, niestety, świadkowie pierwszych dni „Kuriera”. Nawet na początku lat 70., gdy znalazłam się w gronie reporterów, nikt już z osób pracujących w redakcji nie mógł powiedzieć: - Tak to właśnie było w tym roku 1945, dobrze pamiętam …Nawet redaktor Józef Kruszona, szacowny naonczas nestor dziennikarzy, pamiętał wprawdzie pierwszego redaktora naczelnego, sam jednak do zespołu gazety wstąpił w kilka lat po wojnie. Tak więc i on sam miał już tylko relacje z drugiej ręki. No ale przez kilka lat pracował w gronie tych, którzy naprawdę byli pierwsi.
A legenda tych powojennych dni i miesięcy była naprawdę żywa, znana wszystkim, którzy w kilka, kilkanaście lat po wojnie zaczynali tu pracę i życie. Wtedy jeszcze wspomnienia były świeże i wydawałoby się, że w ogóle nie warto ich zapisywać, bo przecież i tak wszyscy wiedzą co i jak. No a potem już czas robił swoje i wszystko zaczęło się zacierać. Dobrze jednak, że każda nasza „Kurierowa” okrągła rocznica była okazją do snucia wspomnień. Tylko dzięki temu dziś możemy przytoczyć relację redaktora Józefa Kruszony o początkach gazety. Oto co pisał w roku 1975:
„Ocalałą z wojennej zawieruchy poniemiecką drukarnię z Rosengartenstrasse, gdzie na linotypie z niemieckimi czcionkami składał niemiecki zecer nieznający języka polskiego (!), przeniesiono na zbombardowane zaplecze reprezentacyjnego gmachu koncernu wydawniczego hitlerowskiej NSDAP przy dzisiejszym placu Hołdu Pruskiego. Na wyremontowanej z niemałym trudem maszynie „płaskiej” wydrukowany został historyczny, pierwszy numer „Kuriera”, jedynej wówczas gazety regionalnej krzewiącej polskie słowa wśród polskich osadników…”.
Ale żeby prawdzie stało się zadość, trzeba powiedzieć, że jeszcze przed „Kurierem” wyszło kilka numerów „Głosu Nadodrzańskiego” i „Wiadomości Szczecińskich”, których tytuł zmieniono na „Pioniera Szczecińskiego”. Wszystko to jednak były gazety redagowane w Poznaniu i przywożone do Szczecina. Dopiero „Kurier Szczeciński”…
Właśnie „Kurier” był pierwszą w całości redagowaną i drukowaną w Szczecinie gazetą. A jakie nazwiska przewinęły się przez redakcję! Po Mieczysławie Halskim redaktorami naczelnymi byli m.in. Wincenty Kraśko (tak, tak, dziadek Piotra Kraśki z I Programu TV), Rafał Praga, późniejszy długoletni redaktor naczelny warszawskiego „Expressu Wieczornego”, a pierwsze kroki w zawodzie stawiali tacy znani i lubiani później dziennikarze sportowi, jak Bohdan Tomaszewski i Lesław Skinder. Pracował też w „Kurierze” Edward Kmiecik, dyplomata, długoletni korespondent zagraniczny radia i telewizji, ale przede wszystkim już przed wojną zasłużony działacz „Rodła”, czyli Związku Polaków w Niemczech.
Potem przez kilka lat redaktorem naczelnym był Bolesław Rajkowski, postać barwna i do dziś wspominana. Bo też znał się on na wszystkim. Pisał, rysował, pilnował w drukarni składania gazety i w potrzebie mógł zastąpić zecera czy linotypistę. Za jego czasów powstał dwuwiersz, który przez lata był nośnym hasłem naszej gazety:
Ani kroku bez „Kuriera”,
„Kurier” oczy Ci otwiera.
Starsi szczecinianie wciąż je pamiętają i na hasło „Kurier” często przytaczają, dodając z sentymentem „nasz „Kurierek”… To zaś, że Czytelnicy uważają gazetę za swoją – jest dla nas wyrazem najwyższego uznania.
Maria GROCHOWSKA