Oto co pisze pani Maria Towiańska-Michalska:
„Do Szczecina przyjechałam w 1949 roku, żeby rozpocząć studia na pierwszej w tym mieście wyższej uczelni. Wtedy poznałam mego przyszłego męża. Wybrałam mały fragment jego bogatego i dramatycznego życiorysu.
Mój mąż, Zdzisław Michalski, był jednym z pierwszych mieszkańców Szczecina, ponieważ jego ojciec, Kazimierz Michalski, przyjechał tu z pierwszym transportem jako zmilitaryzowany kolejarz. Zamieszkał sam, w kamienicy naprzeciwko Dworca Niebuszewo. Kiedy już wiadomo było, że Szczecin będzie należał do Polski, sprowadził tu żonę Anielę i synów, Ryszarda i Zdzisława.
Zdzisiek, początkowo uczeń słynnego Pobożniaka, potem student Wyższej Szkoły Inżynierskiej, potem więzień polityczny lat 50., wyszedł z więzienia w ramach "odwilży". W 1966 roku, po okresie bezrobocia i rozmaitych przypadkowych zajęć, objął dowództwo jachtu "Zew Morza", na którym w latach 1973-1974 zrealizował marzenie swego życia, rejs dookoła świata.
Złota era żaglowca i jego kapitana trwała 11 lat i została opisana w Diariuszu. Dumna jestem z tego, że to ja wymyśliłem Diariusz, wielką księgę oprawioną w koźlą skórę, z różą wiatrów wkomponowaną w oprawę. Księgę otwiera zdjęcie i dedykacja legendarnego kapitana Konstantego Maciejewicza, który dowodził tą jednostką w 1953 roku. Na drugiej karcie jest wpis kapitana Leonida Teligi. Stronę tytułową, graficzny obraz sylwetki szkunera „Zew Morza" pod żaglami, wykonała moja przyjaciółka, architekt Danuta Konopka.
- "Zew" jest moim przeznaczeniem, mam nadzieję, że będę nim pływał do śmierci - mówił mój mąż. - A może nawet umrzemy razem? W pewien sposób to się sprawdziło. Kiedy zatonął "Zew Morza", już pod innym dowództwem, w parę lat potem umarł nagle kpt. Michalski. Nigdy nie pogodził się z tym, że odebrano mu bez powodu dowództwo "Zewu Morza". Nie był ulubieńcem władzy jako były więzień lat 50.
Pod jego dowództwem, przez 11 lat, szkuner przepłynął ponad 100 tys. mil morskich, wyszkolił wielu żeglarzy.
Właścicielem Diariusza "Zewu Morza" jest teraz nasz wnuk Jan Barański. Podobnie jak Lidia, jego mama, odziedziczył po dziadku żeglarską pasję. Kilka lat temu powiedział do mnie: Mam marzenie, aby powtórzyć dziadkową trasę...
Zdarza się, że tracę świadomość upływającego czasu. Wydaje mi się, że Zdzisiek, rozmawiając ze mną przez Gdynia Radio, pyta: Czy kupiłaś „Kurier"? Czy już zamieścili moją korespondencję?[...]".
(ł)