Goleniów. Najpierw go uwiązał na krótkim łańcuchu, potem zamknął w komórce i jak dwa inne psy miesiącami głodził. Aż pewnego dnia z kolegą się upił. Wzięli powróz i wychudzonego wilczura powiesili. Za ten czyn sąd właśnie skazał Mieczysława Kaczmarka i Lucjana Segieta na pół roku więzienia.
To pierwszy od lat w Zachodniopomorskiem wyrok skazujący na karę bezwzględnego pozbawienia wolności osoby, które dopuściły się przestępstwa przeciwko zwierzętom.
- To dla nas historyczny moment - komentuje dr Beata Więcaszek ze szczecińskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. - Daje nadzieję, że nasz wymiar sprawiedliwości wreszcie inaczej spojrzy na tę kategorię przestępstw. Bo do tej pory sprawy o znęcanie się nad zwierzętami są zwykle umarzane już w prokuraturze. Jak choćby w grudniu ub. roku, gdzie na 7 spraw zgłoszonych w Szczecinie, dosłownie wszystkie zostały umorzone. A nawet jeżeli trafią do sądu i wina sprawcy zostanie dowiedziona, to jest karany łagodnie: do więzienia nie trafia.
Tym razem jest inaczej. Sąd Rejonowy w Goleniowie skazał Mieczysława Kaczmarka oraz Lucjana Segieta na kary po 6 miesięcy pozbawienia wolności. Za to, że „26 lipca 2011 r. około godz. 17 w Łoźnicy, działając wspólnie i w porozumieniu dokonali nieuzasadnionego zabicia psa poprzez powieszenie".
Kaczmarek za znęcanie się nad zwierzętami został skazany po raz pierwszy. Choć sprawiedliwość za krzywdzenie psów - jak twierdzą jego sąsiedzi - wcześniej powinna go dopaść.
- W komórce trzymał trzy psy. Uwiązał na krótko. Nie wyprowadzał. Głodził je. Co było widać: kości i żebra im wystawały drastycznie - wspomina Halina Kołodziej, sołtys Łoźnicy (gm. Przybiernów). - Trzy razy w tej sprawie dzwoniłam do gminy. Przyjechał urzędnik, policja i...
- Stwierdzili, że jeszcze nie jest tak źle i pojechali - anonimowo dopowiada sąsiadka Kaczmarka. - A psy miały do jedzenia tyle, co im przenieśliśmy. Najmniejszą sunię skatował kolega jego synów: oczy wybił i do szamba wrzucił. Z jego czarnym kundlem nie wiadomo, co się stało. A jak popił, to wilczura z kolegą powiesili. Nie szłam patrzeć, bo bym dziada za gardło chwyciła.
Teraz Kaczmarka synowie z tym, co psa skatował, też siedzą za kratami.
- Pojechali po złom, a zabili człowieka. Zeszłego roku to była słynna sprawa. W pięciu chcieli wywieźć transformator. Przyjechał monter z Enei. Bili go metalowym prętem, kopali. Zakatowali - przypomina mieszkanka Łoźnicy.
Taki zbieg zdarzeń nie dziwi Teresę Piątkiewicz ze Stowarzyszenia „Zwierzęcy Telefon Zaufania". Od lat przestrzega przed ludźmi znęcającymi się nad zwierzętami. I przed eskalacją ich działań. Kilka lat temu złożyła w prokuraturze doniesienie na dwóch młodych ludzi z gm. Kołbaskowo. Nad granicą handlowali psami. Gdy szczenięta rosły i nie znajdywały kupców, okrutnie je zabijali: raniąc nożami, tłukąc pięściami i kopiąc, dusząc sznurem, a na koniec kaźni topili ofiary.
- W prokuraturze sprawę umorzono. Gdyby wtedy zabrano tych chłopców z domów, odseparowano od złego wpływu środowiska, rozdzielono, wysłano do placówek wychowawczych... - komentuje p. Teresa. - Może nie doszłoby do tragedii. Przecież oni niedługo potem zamordowali szczecińskiego taksówkarza. W taki sam sposób, w jaki wcześniej pozbawiali życia psy.
Arleta NALEWAJKO