Deszczem po kieszeni
Dodano: 2012-01-28 21:06:47
Kołobrzeg. Kołobrzeżanie, którzy nie mają w obrębie swoich nieruchomości systemu kanalizacji deszczowej, mogą spać spokojnie. Pomysł wprowadzenia „podatku deszczowego” ich nie dotyczy.
Od 2007 r. w Koszalinie pobierana jest opłata za korzystanie z kanalizacji deszczowej. Uiszczają ją właściciele i zarządcy nieruchomości, którzy odprowadzają wody opadowe do miejskiej sieci. Nie jest to wyjątkiem. „Podatek deszczowy” pobiera także kilka innych miast w Polsce, w tym Poznań. Do jego wprowadzenia przymierza się przy tym większość samorządów. Władze Kołobrzegu również, choć jak oficjalnie mówią, do podjęcia ostatecznej decyzji droga jeszcze daleka. W mieście trwa co prawda inwentaryzacja podziemnej sieci, ale niewykluczone, że wprowadzanie opłaty wcale nie będzie się kalkulowało.
- Wydział komunalny inwentaryzuje system miejskiej kanalizacji deszczowej. Gdy prace zostaną zakończone, trzeba się będzie zastanowić, czy wprowadzanie opłaty będzie dla miasta opłacalne. Konserwacja kołobrzeskiej infrastruktury deszczowej kosztuje miasto co prawda 370 tys. zł rocznie, ale koszalińska praktyka wskazuje, że ponad 2/3 wpływów z opłaty deszczowej pochodzi od instytucji miejskich – mówi rzecznik prasowy prezydenta Kołobrzegu Michał Kujaczyński.
Aby Kołobrzeg wprowadził opłatę za odprowadzenie wody deszczowej do miejskiej sieci, decyzję w tej sprawię będą musieli podjąć radni. Wcześniej jednak trzeba będzie przekazać całą infrastrukturę Miejskim Wodociągom i Kanalizacji, które przyjmą na siebie zadania związane z konserwacją urządzeń. Zastanowić się trzeba będzie także nad systemem naliczania opłat. W większości miast, które się na nie zdecydowały, uzależniona jest ona od powierzchni dachu, z którego woda w czasie deszczu trafia do sieci. W niektórych nalicza się ją jednak w oparciu o powierzchnię utwardzonego gruntu w obrębie nieruchomości. Tak jest między innymi w Koszalinie, gdzie stawka wynosi 2,28 zł za każdy metr kwadratowy takiego terenu. Opodatkowane są miedzy innymi chodniki, utwardzone parkingi, place zabaw dla dzieci, ale także dojazdy do nieruchomości.
Perspektywa wprowadzenia opłaty deszczowej w największym polskim uzdrowisku, choć na razie bardzo odległa, przyjmowana jest przez mieszkańców z oburzeniem.
- Przecież ta kanalizacja i tak jest w tej chwili utrzymywana z naszych podatków – zauważają oponenci. – Zresztą jak by wyglądało nasze uzdrowisko, gdyby w świat poszła wiadomość o pobieraniu opłat za deszcz. Szczycimy się tym, że mamy 300 dni słonecznych w roku, to może w takiej sytuacji wprowadzić jeszcze opłatę za słońce. Można by ją przeznaczyć na utrzymanie asfaltowych dróg, które w czasie upałów topią się – proponują z przekąsem przeciwnicy deszczowych opłat.
Przemysław WEPRZĘDZ