Wiele emocji i kontrowersji wywołało odwołanie meczu przez Energie Cottbus, który w minioną niedzielę miał mierzyć się z liderem polskiej I ligi - Pogonią Szczecin. Działacze na wniosek niemieckiej policji postanowili na trzy dni przed spotkaniem odwołać zawody. Podobnie postąpiła Hertha Berlin. Jej drużyna młodzieżowa miała grać z Pogonią wczoraj. Spotkanie z tych samych powodów też nie odbyło się.
Oburzonych było wielu. Najbardziej trener Marcin Sasal, który przygotowywał plan przygotowań ze szczególną starannością i musiał go modyfikować na kilkadziesiąt godzin przed planowanymi grami kontrolnymi. O ile wzburzenie trenera można jeszcze zrozumieć, to trudno przejść obojętnie wobec oświadczenia, jakie wystosowali kibice ze stowarzyszenia Portowcy.
„Niemiecka policja, klub i media powołują się na informacje o aktywności chuliganów w internecie, którzy mieliby przyjechać do Cottbus, by niszczyć miasto i zachowywać się agresywnie. Te doniesienia są kuriozalne i nie mają nic wspólnego z prawdą." - czytamy w oświadczeniu.
Najazd na Berlin
Czy rzeczywiście? Kibice piszący oświadczenie powinni pamiętać o tym, co wydarzyło się pół roku temu w Berlinie. Wtedy Pogoń rozgrywała towarzyski mecz z miejscowym Unionem i z pewnością tamte wydarzenia spowodowały, że niemiecka policja nie zamierzała zabezpieczać imprezy o słabej, jak na Niemcy wartości sportowej, ale wysokiej co do ryzyka poniesionych strat.
W czerwcu poprzedniego roku Pogoń również chciała rozpocząć przygotowania do rundy meczem towarzyskim z drużyną II Bundesligi. Wtedy się to udało, ale po wielu perypetiach, związanych z burdami wywołanymi przez gości ze Szczecina
Problemy zaczęły się przed pierwszym gwizdkiem. Rozpoczęcie meczu zostało opóźnione, bo kibice Pogoni utknęli w korku na autostradzie. Gdy wreszcie dotarli na kameralny Stadion An der Alten Forsterei, część nie chciała zapłacić za bilety w obniżonej cenie 8 euro. Niemieckie media pisały nawet o setce zbuntowanych fanów z „kraju gospodarza Euro 2012".
Ucierpiały dzieci
Do akcji wkroczyła policja. Kilku funkcjonariuszy zostało rannych, 20 Polaków trafiło do aresztu. Do opanowania tłumu policja użyła gazu łzawiącego. Ucierpieli niewinni kibice Pogoni, w tym małe dzieci, które też były na sektorze gości.
Porządek udało się zaprowadzić dopiero po wydaniu zgody na to, by Polacy zapłacili za wejściówki w złotówkach. Kibice Pogoni dali też o sobie znać w czasie meczu, gdy odpalili racowisko. Część rac poleciała na boisko. W obawie o zdrowie piłkarzy sędzia na chwilę przerwał mecz.
„Dokonana ocena bezpieczeństwa pokazuje brak profesjonalizmu po zachodniej stronie granicy. Zmusza nas do oceny, że niemiecka policja oraz klub nie dojrzeli do przygotowania międzynarodowego spotkania, a jedynie do amatorskich meczów." - czytamy w dalszej części oświadczenia stowarzyszenia Portowcy.
Wyrażanie opinii, że niemieckie służby bezpieczeństwa oraz klub piłkarski, mający swoją historię gier w najwyższej klasie rozgrywkowej, to amatorzy nie pozwala na wystawienie wysokiej oceny osobom formułującym oświadczenie. Nie od dziś wiadomo, że od niemieckich klubów piłkarskich profesjonalizmu mogliby uczyć się nie tylko Polacy, ale znaczna część Europy.
„Stowarzyszenie wyraża głębokie oburzenie wobec oskarżeń, które formułowane są w Niemczech pod adresem kibiców Pogoni Szczecin. Fani nigdy nie planowali dewastowania miasta oraz innych rzeczy."
Zła opinia pozostaje
Zamiast się oburzać, zarząd stowarzyszenia powinien umieć lepiej zarządzać grupą kibiców wyjeżdżających do zagranicznych miast. Nie wszyscy są chuliganami, ale ci, którzy wywołują burdy pozostawiają złą opinię na całe lata.
Pamiętają o tym mieszkańcy Schwedt, którzy trzy lata temu przeżyli prawdziwy najazd fanów IV ligowej wtedy Pogoni Szczecin. Ci doprowadzili do przerwania halowego turnieju. Miejscowa policja użyła gazu łzawiącego. Zadymiarze ze Szczecina ruszyli na Niemców kibicujących Hansie Rostock, a w ruch poszły pięści.
O najazdach na małe miejscowości, takie jak: Barlinek, Ustronie Morskie, czy Kołobrzeg też było głośno w ostatnich trzech, czterech latach. Szczecinianie plądrowali sklepy, zastraszali miejscowych i zachowywali się wulgarnie.
Gdyby Pogoń miała grać w Cottbus oficjalny mecz, to policja zawody zabezpieczyłaby. Towarzyskiej imprezy już nie musiała - tym bardziej, że korzyść sportowa dla miejscowego Energie była wątpliwa.
Lipsk też odwołany
W poprzednim roku szczecinianie mieli grać sparring z Red Bulls Lipsk, ale mecz też w ostatniej chwili odwołano (jeszcze przed burdami w Berlinie). Brak profesjonalizmu nie znaczy tolerowanie chamstwa i zdziczenia obyczajów. Warto o tym pamiętać, gdy po raz kolejny ktoś zechce pisać oświadczenia pełne oburzenia.
Wojciech PARADA