Szczecin. Kierowca dostawczego peugeota - Józef K. - tuż po wypadku drogowym, do którego doszło w kwietniu 2011 r. na drodze między Policami a Trzebieżą, powiedział policjantowi, że to motocyklista doprowadził do zderzenia. Chwilę później przyznał się funkcjonariuszowi, że wypił dwa piwa i słabego drinka.
Dziesięć miesięcy po tragedii w Sądzie Rejonowym w Szczecinie rozpoczął się proces Józefa K. Mężczyzna odpowiada za spowodowanie wypadku, w którym zginął kierowca motocykla, Krzysztof Jasik „Yossarian". Grozi mu 12 lat więzienia.
Na piątkowej rozprawie zeznawali najważniejsi świadkowie - osoby, które widziały jak doszło do wypadku. Z relacji Daniela T. można w miarę dokładnie odtworzyć przebieg zdarzeń. W okolicach Niekłończycy bus jadący z prędkością około 60 km/h nie zwolnił na przejeździe kolejowym. Zjechał przez to na prawe pobocze i wtedy nim zarzuciło. Kierowca opanował samochód dopiero na przeciwległym pasie ruchu. W tym momencie jednak wpadł na niego nadjeżdżający motocykl.
- Widziałem moment zderzenia - zapewnia Daniel T. - Motor jechał po prawej stronie swojego pasa.
Podobnie opisuje wypadek Michał W., który chwilę przed tragedią mijał rowerem jadący motocykl.
- Motor jechał raczej wolno. Po swoim pasie - twierdzi. - Nie widziałem momentu zderzenia. Usłyszałem tylko huk. Odwróciłem się, kiedy motocyklista i jego pasażer wylecieli w powietrze. Podbiegłem do rannych. Natychmiast wezwałem pogotowie.
- Co robił kierowca busa? Siedział w szoferce. Wyszedł tylko na chwilę obejrzeć samochód i znów wsiadł do środka.
Badanie wykazało, że 47-letni Józef K. był pod wpływem alkoholu. Jak dziś twierdzi jego obrońca, nie poddał się dobrowolnemu ukaraniu, bo na procesie chce wyjaśnić okoliczności dojścia do wypadku. Jego zdaniem bowiem, to motocyklista zjechał na jego pas ruchu i czołowo uderzył w przód samochodu.
W wypadku zginął kierowca motoru. Jego żona (pasażerka) trzy miesiące walczyła o życie. Doznała licznych urazów organów wewnętrznych. Złamała miednicę, uszkodziła sobie biodro. Przeszła już kilka operacji. Czekają ją następne. Do dzisiaj trwa jej rehabilitacja. Do sądu przyszła o kulach. Zeznawała siedząc. Nie pamięta jak doszło do wypadku.
- Przypominam sobie jedynie, że wcześniej byliśmy w sklepie, kupowaliśmy film. Nie wiem, co się potem działo - przyznała pokrzywdzona. - Obudziłam się leżąc na asfalcie.
Kiedy w lipcu sąd okręgowy zdecydował, że kierowcę busa należy tymczasowo aresztować, okazało się, że go nie ma w kraju. Uciekł. Wrócił dopiero po trzech miesiącach. Zgłosił się do swojego adwokata. Ten powiadomił policję.
„Yossarian" był miłośnikiem historii Szczecina z portalu Sedina.pl. Znano go również w środowisku motocyklistów. Jego śmierć wzburzyła oba środowiska. Pogrzeb stał się manifestacją przeciwko pijanym kierowcom.
Leszek WÓJCIK