Policzki Kliczki i śliski kocyk
Derek Chisora spoliczkował Witalija Kilczkę podczas ceremonii ważenia przed pojedynkiem o tytuł bokserskiego mistrza świata wagi ciężkiej. Przed samą walką opluł Władimira, brata Witalija, który mu w ringu sekundował. Walkę - skądinąd świetną - przegrał. Ale zaraz po niej - w ringu - wszczął tumult, a nazajutrz na konferencji prasowej rzucił się z pięściami na innego boksera Davida Haye’a, czym doprowadził do ogólnej bijatyki. I został aresztowany.
Dawne wyczyny Andrzeja Gołoty - jako boksera, a nie bandziorka ze stolicy - to przy ekscesach Chisory małe miki.
Nic więc dziwnego, że w komentarzach - sportowych i nie tylko, bo policzkowanie Kliczki i ciągi dalsze tej sceny pokazywały wszystkie telewizje - słychać ton oburzenia, potępienia i obrzydzenia. Oj, paskudny ten Chisora! Niegodny imienia sportowca! Marszczyli czoło sportowi dziennikarze, brzydzili się publicyści od spraw wyższych, wyrażali sprzeciw inni pięściarze.
A potem, dla pogłębienia dezaprobaty, znów pokazywano jak Chisora policzkuje, pluje i leje się na konferencji. I raz jeszcze, i od początku. Bo to się w głowie nie mieści. Bo doprawdy, co za brak klasy, szacunku do rywala, hańba dla sportu! No to pokażmy tym z Państwa, którzy dotąd nie widzieli, jak on pluje, bije i policzkuje.
*
O walce Chisory mówi się w świecie sportu sporo. Ale na pewno mniej niż we wszystkich mediach o tym, co Chisora robił poza ringiem.
Hipokryzja i obłuda to dla mediów norma. Nie tylko dla mediów. Spektakularna łobuzerka Chisory zaowocuje pewnie - gdy już sprawa nieco przyschnie - świetnym kontraktem na nową walkę. Najlepiej z którymś z Kliczków, może z Hayem. Oliwa dolewana do ognia daje duży płomień... I nie ma co się gorszyć tymi, co ją dolewają. Robią to dla nas. Bo wiedzą, co lubimy. My, publiczność - mierzona telewizyjną „oglądalnością" - uwielbiamy, jak się coś dzieje. I najlepiej, jeśli się dzieje źle.
Nie trzeba znać dziejów starożytnego Rzymu, żeby wiedzieć, że największą popularnością cieszyli się w Colosseum najbardziej brutalni, nie uznający żadnych zasad gladiatorzy.
Różnica jednak jest. Wtedy nikt nie udawał, że go to nie kręci. Dziś kręci nas nie tylko mroczna strona mocy, ale i udawanie, że jest wprost przeciwnie.
*
Pół biedy, jeśli tzw. tabloidyzacja świata dotyczy tego świata, któremu zależy na tym, by szokować. Zawodowy boks to zawodowy cyrk. Niezawodny!
Gorzej, gdy obraz rodem z tabloidu ukazuje życie codzienne i jego dramaty. Po kliknięciu w internetową wyszukiwarkę pojawia się informacja o dostępności 10, 700, 000 wyświetleń na temat Katarzyny W., matki małej Magdy.
Nie trzeba się wczytywać w te strony, by zauważyć, że dominuje aura linczu. Bez względu na to, co sąd uzna za prawdę, my będziemy mieli swoją prawdę. Suka zabiła dziecko. Zabić sukę. A przynajmniej opluć. Niech się wytrze w śliski kocyk, z którego - jak mówi - wyśliznęła się jej Magda. A że to temat śliski? To się po nim poślizgajmy!
*
Prof. Zbigniew Mikołejko, socjolog kultury, uważa, że agresja wobec matki Magdy to typowy przejaw zjawiska „kozła ofiarnego". Jeśli uda się nam go znaleźć - kozioł nie ma szans. A my mamy zadośćuczynienie za nasze własne grzechy i grzeszki, które przelaliśmy na ofiarę. Dzięki czemu stajemy się lepsi, mądrzejsi i piękniejsi. Niż kozioł-potwór.
W społeczeństwie, w którym katuje się dzieci tak często, że medialne informacje o tym stają się już nudne, a bije się je - tak po prostu - nagminnie, w ramach starej tradycji, w kraju, gdzie domy dziecka nie mogą nastarczyć miejsc dla porzuconych lub odebranych patologicznym rodzinom - Katarzyna W. i jej córeczka to znakomity materiał na udowodnienie sobie, że się dzieci kocha.
*
Gorączka wokół śmierci Magdy - chwilowo - osłabła. W porę pojawił się NN znaleziony w Tatrach. A że można go było pokazywać bez zasłaniania twarzy i do woli - oczywiście: dobrej woli, bo może dzięki temu ktoś NN rozpozna - obrazków z NN wychudzonym i zziębniętym niemal na śmierć mieliśmy wiele.
Kiedy się okazało, że NN został rozpoznany, sprawa zeszła z czołówek. Ale że to były żołnierz mający za sobą zagraniczne misje, będzie jeszcze o czym mówić! Tak nam tęskno do tematów mundurowych, odkąd prokurator Mikołaj P. strzelił sobie w policzek. I tak nam było głupio, że nie celował lepiej.
*
Reżyserka Małgorzata Szumowska też się chce do nas zbliżyć emocjonalnie. Swój najnowszy film „Sponsoring" podpisała jako Małgośka Szumowska.
Wojciech Smarzowski z okazji premiery „Róży" nie może się jeszcze zdecydować, czy jest wciąż Wojciechem, czy może już Wojtkiem.
Pomyśleć, jak bardzo by się zbliżyli do nas inni filmowcy, gdyby zechcieli być z nami w takiej komitywie. Np. Andrzej Wajda mógłby się pod szykowanym „Wałęsą" podpisać jako Andrzejek Wajda, z większą niecierpliwością czekalibyśmy też na filmy Krzyśka Zanussiego, Filipka Bajona, Jurka Hoffmana.
ADL