Śmiesznoty
Wszystko, co tu poniżej, działo się kiedyś naprawdę. Mała sentymentalna kronika sprzed 15 lat, bez koloryzowania i naciągania faktów. I bez walenia obuchem, jak to dzisiaj się wymaga od autorów.
* * *
* W Bielsku Podlaskim doszło do bójki pomiędzy miejscową ludnością. Walczono na siekiery i... paliki do pomidorów. Poszło o to, że ktoś kogoś nie chciał poczęstować papierosem. Interweniowały dwa policyjne radiowozy, a raczej ich załogi. Faktycznie, palenie szkodzi.
* W Białej Podlaskiej natomiast, na bazarze przy ul. Kąpielowej, kampanię wyborczą prowadził pewien kandydat na posła. Interweniowała policja i odwiozła kandydata do izby wytrzeźwień (miał 3 promille). Tam dalej zabiegał o elektorat i wykrzykiwał hasła wyborcze. Po paru dniach, w stanie podobnego upojenia, podjął kampanię w hali targowej i strudził się tak bardzo, że zasnął we własnej kałuży. No tak, zaczął przy ul. Kąpielowej. Polityka to wyczerpujące zajęcie.
* Opracowano rewelacyjną metodę walki z przemytem. Anonimowy informator przekazał policji wiadomość, że w pociągu Mińsk - Białystok podłożona jest bomba. Specjalne ekipy przeszukały sześć wagonów. Bomby nie znalazły, ale z różnych skrytek wydobyto 400 litrów alkoholu i 3 600 opakowań papierosów.
* Przeprowadzono doniosły eksperyment: wysłano w kosmos obcęgi. Eksperyment się powiódł, a narzędzie odnaleziono w wyłowionym z oceanu zużytym członie rakiety nośnej. Ukryte były w zbiorniku paliwa. Mechanik zostawił je tam przez pomyłkę - i nic się nie stało. Wahadłowiec odbył lot bez przeszkód, obcęgi się nie zgubiły, trochę może grzechotały, ale kto by się drobiazgami przejmował. W tej sytuacji mity o nadzwyczaj rozwiniętej technice w USA wydają się nieco przesadzone - skoro do konstrukcji rakiet kosmicznych używają tam obcęgów...
* Pod Niepołomicami wywróciła się na nierównej szosie cysterna z benzyną. Do skażenia gleby nie doszło, gdyż okoliczni mieszkańcy biegusiem wyłapali paliwo do wiader i innych pojemników. Ekipy ratownicze nie miały już co robić, tylko podnieść samochód i ustawić na kołach. Rośnie świadomość ekologiczna społeczeństwa.
* Na targu w Aleksandrowie Kujawskim pobity został handlarz sprzedający zabawki do puszczania baniek mydlanych. Napadli go dwaj inni handlowcy z sąsiednich stoisk z odzieżą, bo im bańki na towar leciały i deprymowały klientów. Dobro klienta jest teraz najważniejsze.
* We wsi Gaboń pod Starym Sączem spłonęła remiza strażacka. Pożar gaszono przez całą noc. Jego przyczyną okazała się awaria systemu elektrycznego zasilania syreny alarmowej. Pechowo wyszło i wypada zachować powagę.
* Mieszkaniec podwarszawskich Pyr w swym własnym kurniku założył drukarnię, w której produkował pirackie wydania obowiązujących podręczników szkolnych, bo brakowało ich na rynku i zwietrzył koniunkturę. Prawdopodobnie dostanie medal i wyrok. Wiecie, rozumiecie, dialektyka.
* Największą popularnością wśród kandydatów na studia na Uniwersytecie Warszawskim cieszyła się iberystyka (8,1 kandydatów na jedno miejsce), a najmniejszą - slawistyka (0,7 kandydata). To se ne wrati, amigos.
* Podczas IX Targów Zdrowej Żywności zaprezentowano jaja z dyni. Pomysłowość ludzka nadal czyni postępy, a w tej sprawie chodzi o to, że jaja z dyni są zdrowsze od prawdziwych, bo nie ma w tym substytucie cholesterolu. Sproszkowana substancja nadaje się do wypieków i świetnie zastępuje. Jaja jak dynie. Czekamy na kurze udka z kapusty.
* Mieszkaniec Koniecpola postanowił skrzywdzić swą teściową - odkręcił zawory w dwóch butlach gazowych i użył zapalniczki. Nastąpił wybuch. Dom - do rozbiórki. Sprawca - z poparzeniami w szpitalu. Teściowa - bez szwanku. Oto jest przestroga, dbajmy więc, by nic nie zakłóciło świątecznej atmosfery, a z teściową najlepiej wypalić fajkę pokoju (mimo że fajka też szkodzi).
* Rybacy z Ognicy złowili w Zalewie Szczecińskim metrową rybę. Do Morskiego Instytutu Rybackiego wysłali informację, że był to mały rekin. Z Instytutu przybyła ekipa ichtiologów, ale okazało się, że rybacy rybę już zjedli i nie ma co badać. Mimo to zdołano ustalić, iż “mały rekin” był jesiotrem. Nie wiadomo wprawdzie w jaki sposób jesiotry dotarły (powróciły po latach) do Zalewu, ale to już kolejny w tym roku sygnał o ich obecności. Rybakom smakowało, a następnym razem złowią “małego krokodyla”.
* W podolsztyńskiej wsi Bałąg odbyły się Otwarte Zawody w Rzucaniu Młotkiem w Telewizor. Startowało 50 zawodników. Wygrywa ten, który narobi najwięcej huku, ale młotek, rozbiwszy ekran, musi ugrzęznąć w środku telewizora-potwora. Przynajmniej można się było odreagować. Zresztą, to nic nowego. Posłaniec, który przynosił złą wiadomość też szedł dawniej na ścięcie.
* W legnickiej katedrze odprawiono mszę w intencji odwołanego właśnie wojewody i jego współpracowników (jeszcze nie odwołanych). Niezależnie od oryginalności takiego pożegnania, lokalna prasa interesuje się faktem, że uroczystość odbyła się w dzień powszedni o godz. 12 i zapytuje czy ówczesna nieobecność szerokiego gremium szefostwa legnickiego UW w jego siedzibie nie spowodowała aby istotnych zakłóceń w pracy Urzędu. Rzecznik prasowy UW odpowiada całkiem serio, że nie spowodowała. A przy okazji powstał ciekawy dylemat: czy chodzić na wagary do kościoła to jest grzech?
* STOCZNIA w Ustce, w której przez wiele lat dla potrzeb marynarki wojennej budowano mniejsze jednostki pływające (kutry, ślizgacze, łodzie patrolowe) cierpi od dłuższego czasu na brak nowych zamówień. Postanowiła zatem przystosować się do sytuacji i zmienić profil produkcji, również dla potrzeb wojska. Oferuje teraz mianowicie „przenośne latryny polowe”, świetnie sprawdzające się w warunkach poligonowych. Ta propozycja wzbudziła zainteresowanie nabywcy, powiada się nawet, że są szanse eksportowe. Zanosi się na to, że znajdziemy wreszcie swoją specjalność w militariach, nie wadzącą wielkim konsorcjom zbrojeniowym. Szwejk by pozazdrościł.
* W NOWYM TARGU odbył się XIX Przegląd Muzyki Podhalańskiej. Jeden z uczestników, Ludwik Młynarczyk z Lipnicy Wielkiej, odegrał góralską melodię na... liściu filodendrona. Oto prawdziwie góralski instrument, później niech wielbłądy i kangury wypasają się na halach.
* W URZĘDZIE PATENTOWYM zarejestrowano wynalazek pt. „Automatyczny sygnalizator zmoczenia pieluchy”. Osesek zrobi co trzeba, a tu, patrzcie, lampka się zapala i syrena wyje. Życie stało się prostsze.
* W księgarniach bez trudu można kupić książeczkę z horoskopami poukładanymi wedle dnia urodzenia. Okazuje się, że przy każdej dacie prognozy są korzystne, a charaktery zacne i szlachetne. Wszyscy - OK, sami dobrzy. Źli rodzą się kiedy indziej, czyli nigdy.
* PORT WOJENNY w Świnoujściu ogłosił przetarg na dostawę różnych ważnych dóbr. Chodzi tu konkretnie o 5 ton pietruszki, 23 tony buraków, 50 ton kapusty białej, 5 ton kapusty czerwonej i tak dalej. Z takim uzbrojeniem nie oddamy ani guzika. A czasy zmieniły się do tego stopnia, że kapusty białej trzeba 10 razy tyle, co czerwonej. Ten, kto wymyślił taką proporcję - za komuny poszedłby pod sąd polowy, a teraz, proszę, daje ogłoszenie do gazety.
* BIAŁA PRZEMSZA, jeden z dopływów Wisły - zniknęła. To znaczy - na mapach jest, ale w naturze już nie występuje. Ustalono, że jej źródła wchłonięte zostały przez „lej depresyjny wskutek eksploatacji górniczej”. To nieważne, że nawet rzeki mogą popaść w depresję, i to z kretesem. Ważne, że dzięki tej metodzie mamy w kraju o jedną zanieczyszczoną rzekę mniej, a cenimy przecież ekologiczny styl.
* SPOŚRÓD LICZNYCH uroczystości dożynkowych do historii przejdzie z pewnością ich wystrój wrocławski. W tradycyjnym pochodzie niesiono tradycyjny wieniec - świadectwo płodności polskich pól i wytężonego trudu rolników. Wieniec ów przyozdobiony został m. in. bananami. Banany latoś obrodziły na grządkach między burakami.
* TRZY I PÓŁ TYSIĄCA sumów wpuścili do Zalewu Szczecińskiego naukowcy z Akademii Rolniczej. Będą odnawiać tam populację suma. Większość tych ryb ma, według „Gazety na Pomorzu", „obciętą płetwę grzbietową”. W ten prosty sposób sumy zostały oznakowane. Widocznie płetwa grzbietowa jest im do życia niepotrzebna i stanowi organ dekoracyjny. Niech cieszą się, że chociaż wąsy im zostawiono.
* W GRUDZIĄDZU nieznani sprawcy włamali się do szkoły podstawowej i skradli szkolny sztandar. Innych, możliwych do wyniesienia dóbr, nie ruszyli. Wracają rycerskie tradycje, pal diabli mikroskop.
* PRZED RATUSZEM we Lwówku Śląskim stał do niedawna posąg wyprostowanego lwa, obrazującego herb miasteczka. Posąg ten wkomponowany był w fontannę. Fontanna została, lwa już nie ma. Miejscowy obywatel w stanie nietrzeźwym i w porywie charakterystycznej fantazji wdrapał się był na szczyt kolumny, po czym runął wraz lwem do fontanny. Pijaczek wyszedł z tego bez szwanku, natomiast piaskowcowy lew roztrzaskał się na trudną do policzenia ilość małych kawałków. Ponieważ rzeźba była zabytkowa (XVI wiek) - prokuratura wszczęła czynności. Ochrona zabytków - to bardzo poważna sprawa i naprawdę nie wolno z niej żartować.
* POBITY został rekord wpadki prasowej. Oto „Gazeta Wyborcza” pomyliła nazwisko pierwszego prezydenta II Rzeczpospolitej Narutowicza z nazwiskiem jego zabójcy - Niewiadomskim. Zbliżamy się coraz bardziej do wzorów prasy zachodniej: zabił, czy jego zabili - tak czy owak: zamieszany w morderstwo.
* TORUŃSCY archeolodzy prowadzący wykopaliska w centrum miasta odkryli XIV-wieczne szambo, a w nim m. in. deskę klozetową z klapą oraz pochodzące z tego samego okresu skórzane buty. Nietrudno o interpretację, że nasi przodkowie byli przed 600 laty na miarę europejską w pełni cywilizowani, skoro używali desek klozetowych z klapą oraz skórzanych butów. Pytanie: kto i dlaczego wrzucił buty do klozetu? - nie mieści się już w naukowych peregrynacjach i wyniośle możemy abstrahować.
* NAUKOWCY z Akademii Techniczno-Rolniczej w Bydgoszczy ratują przed zamarciem Jezioro Czarne, położone na peryferiach Włocławka. Oryginalna metoda polega na dolewaniu wody do jeziora. Wodę tę czerpie się z pobliskich studni głębinowych i dolewa w tempie 30 metrów sześc. na godzinę. Czystość dolewanego płynu ma wyzwolić proces biologicznego oczyszczania się jeziora. Rozwinięcie wynalazku wydaje się proste i pozwoli na radykalną poprawę czystości polskich wód. Wystarczy tylko wpaść na pomysł, żeby wodę nie dolewać, a wymienić. Czystą wlewamy ze studni głębinowej do jeziora, a brudną - odwrotnie. I już - jezioro jak nowe. A kiedy wyczerpiemy podziemne złoża, wtedy martwić się będą następne pokolenia.
* NA WYCIECZKĘ do Warszawy wybrali się mieszkańcy Rychnowa spod Grudziądza. Wycieczka się udała i kiedy już wracali - zatrzymali się przy wesołym miasteczku w Toruniu. Kwadrans później wywiązała się zbiorowa bójka pod karuzelą, gdzie jedną stroną byli obywatele Rychnowa, a drugą czeska obsługa lunaparku. Poszło o to, że Czesi chcieli wyłączyć karuzelę, bo była już godz. 21 i zamykano wesołe miasteczko. Po bójce reprezentanci obu stron udali się na pogotowie w celu opatrzenia odniesionych obrażeń oraz na policję w celu złożenia doniesienia o pobiciu. Jedni drugich oskarżają o napaść, próbę finansowego oszustwa, występowanie w stanie nietrzeźwym oraz nieuzasadnioną brutalność. Nikt nic nie wie, czeski film i czeska karuzela, a bracia Słowianie nawet w wesołym miasteczku skaczą sobie do oczu. Siła tradycji.