Gdyby dać młodym pieniądze, zrobiliby ze Szczecina efektowne miasto. Tak przynajmniej wynika z projektów przedstawionych niedawno podczas pewnego spotkania. Zaproponowano np. wstęp do prawdziwego nadodrzańskiego salonu. Niczym grzyby po deszczu pojawiły by się też białe kopuły i lądowisko UFO.
Okazało się, że w powodzi narzekania na nijakość grodu Gryfa i jego powolne obumieranie, w mieście są młodzi ludzie kipiący pomysłami na nowy Szczecin. Stary - dodajmy - zabito po wojnie. Najpierw port i okolice zbombardował aliancki nalot, po wojnie zaś odcięto miasto od rzeki drogą szybkiego ruchu. Na koniec zaś rozcięto potencjalnie kulturotwórczy rejon trasą wlotową. Tej zbrodni nie da się już odwrócić. Ale młodzi szczecinianie chcieliby przynajmniej zapoczątkować zmianę na lepsze.
Podczas konferencji w siedzibie firmy Calbud zorganizowanej przez Studenckie Forum Business Centre Club, zaprezentowano dwie zwycięskie wizje, które zdobyły uznanie jurorów konkursu Twoja Wizja Rozwoju Szczecina, którego koordynatorem był Ludwik Kołodziński.
Na pierwszy ogień poszedł Bartosz Wolski, absolwent Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego, architekt krajobrazu. Zaproponował coś, co być może rozpoczęłoby proces przywracania Szczecinowi Odry. To oparta na jego pracy magisterskiej koncepcja zagospodarowania bulwaru od Dworca Głównego do Mostu Długiego. Wolski przypomniał, że obecny dworzec ma się stać częścią dużego kompleksu handlowo-hotelowego. On zaś - w ramach rewitalizacji obszaru po kolei - chce temu miejscu dać oddech i uczynić elementem miejskiego salonu. Wolski w swojej koncepcji przeniósł ruch samochodowy z ul. Kolumba - pod ziemię. Na górze zaprojektował trakty spacerowe i tarasy widokowe z zielenią, którym nie przeszkadza odsunięta linia tramwajowa. Jak stwierdzi ten pomysł wkomponowuje się w koncepcję Floating Garden wymyśloną przez marketingowców prezydenta Szczecina.
Tak więc ulica Kolumba w obecnej formie przeszłaby na tym odcinku do historii. Pojawią się poziomy połączone schodami, a pod nimi ciągi galeryjno-handlowe. To dobry początek do dyskusji o wszystkich bulwarach Szczecina. Przypomnijmy bowiem, że od lat toczy się dyskusja, co zrobić barierą, którą dla życia społecznego nad Odrą stanowi ul. Jana z Kolna. Co jakiś czas pojawiają się postulaty, aby na powierzchni zlikwidować tam ruch kołowy, kierując go np. do tunelu. Wtedy rejon stałby się kulturotwórczą promenadą na której bez ograniczeń można by organizować przedsięwzięcia kulturalne i masowe, jak np. Dni Morza.
Z innej bajki pomysł zaprezentował natomiast Maksymilian Kuśmierek, absolwent WNEiZ Uniwersytetu Szczecińskiego, przedsiębiorca. Dostrzegł on potencjał tkwiący w niewykorzystanych szczecińskich placach. Na początku jednak nazwał po imieniu problemy Szczecina, np. brak centrum kulturalnego miasta, miejsca spotkań i integracji. Jego zdaniem w mieście "niby coś się dzieje, ale te wydarzenia są rozmyte" z powodu chociażby złej reklamy. Swój pomysł lokuje w pięcioletniej perspektywie, bo tyle wytrzymają namioty. To na nich opiera się koncepcja. Wymyślona przez niego Droga Mleczna to szlak kulturalno-rozrywkowo-turystyczny z białymi kopułami różnej wielkości.
- Dlaczego namioty? - sam siebie pyta Kuśmierek. Bo miasto ma zbyt duże zapóźnienia, a "namioty są stosunkowo tanie (od kilku do kilkudziesięciu tys. euro), można zmieniać ich lokalizację i dostosowywać wnętrze do różnych potrzeb". Małe namioty to dobre miejsce na gastronomie, czy kameralne koncerty, dyskusje, wystawy. Średnie byłyby dobre na restauracje, przedstawienia, mityngi, wystawy rzeźb. Wreszcie duże - dyskotekowe - to duże imprezy, pokazy filmowe, warsztaty taneczne. W którymś można by stworzyć tor wrotkarski.
Namioty można by np wylizingować. Takie kopuły już widywaliśmy w Szczecinie - na Łasztowni czy na pl. Solidarności. Kopuły w ramach drogi mlecznej mogłyby powstać np. koło Izby Celnej czy w miejscu w którym kiedyś stał grzybek. Gdyby miejsca się sprawdziły, można by potem wybudować coś trwalszego.
Ale autor proponuje jeszcze lądowisko dla UFO, jedyne w Europie. To futurystyczna trybuna ze sceną dla zespołu, kogoś ważnego lub po prostu miejsce spotkań. Coś takiego jest w kanadyjskim St. Paul. "Zostało wybudowane w 1967 roku za 11 tys. dolarów i do dziś stanowi niecodzienną, miejscową atrakcję" - mówił Kuśmierek. Dzięki lądowisku o Szczecinie mówiłoby się w całej Europie - twierdzi.
Konferencja Studenckiego Forum Business Centre Club odbyła się w gościnnych progach klubu należącego do firmy budowlanej Calbud. Kieruje nią Edward Osina, Kanclerz Loży Szczecińskiej Business Centre Club. W piwnicy stworzył galerię sztuki.
Niestety nie wszyscy goście przybyli. Jak zauważył prowadzący dyskusję, red. Dariusz Baranik, na sali czekało 7 pustych miejsc. - Kolega dzwonił kilkanaście razy do Urzędu Miasta, ale nikt nie miał czasu przyjść - żaliła się jedna z młodych osób. - To ignorowanie studentów.
Marek Klasa