24Kurier.pl serwis Kuriera Szczecińskiego

Get Adobe Flash player

Poniedziałek, 21 maja 2012 roku. Dziś imieniny: Wiktora i Tymoteusza HoroskopPorady gwiazd

Sabat czarownic

Dodano: 2010-08-30 11:03:51
- Tak, to ja zabiłam Teodora - wycedziła Nikoletta Pyska-Jasny. - Zrobiłam to i nie żałuję. Bóg mi świadkiem, że nie żałuję.

- Wiedziałam - szepnęła Iza do swoich koleżanek.

Leżały na ziemi, ukryte za chaszczami, obserwując Nikolettę i Kasię. Przejechały za nimi pół miasta, a gdy te zatrzymały się nad Jeziorem Głębokim, poszły za nimi przez las. Ich skradanie się wyglądało strasznie nieporadnie i w innych okolicznościach raz-dwa by się zdekonspirowały - ale Nikoletta i Kasia były jak w transie, kompletnie nie zwracały uwagi na to, co dzieje się wokół nich.

Zwłaszcza Nikoletta. Wyglądała, jakby puściły w niej szwy, jakby coś w niej tąpnęło. Jej twarz wydłużyła się, piękne ciało zgarbiło, obudziło się w niej coś wiedźmowatego. I już nie mówiła, ale wypluwała słowa, tak jakby wypluwała fragmenty siebie.

Get Adobe Flash player

- W Teodorze cały czas tkwił ten dawny narkoman, frajer, pan nikt. Nie potrafił o tym zapomnieć - tak jak nie zapomniał o tym nikt w Szczecinie. Teodor całe swoje życie podporządkował temu, aby pokazać innym, że teraz to on jest lepszy od nich. Nic innego się nie liczyło. Zdobył mnie dlatego, że jestem taka ładna. Miałam potwierdzać jego status społeczny. I nic więcej. Byłam trofeum, ozdobą. „Popatrzcie tylko, mam najpiękniejszą kobietę w mieście!". Jednocześnie cały czas mnie zdradzał. „Mam najpiękniejszą kobietę w mieście, którą chciałby mieć każdy z was, a i tak ją zdradzam! Podziwiajcie! Podziwiajcie mnie!". Poniżał mnie. Bił. Na przyjęciach. Żeby wszyscy wiedzieli. Żeby wszyscy mu zazdrościli. Żeby wypłukać z siebie tamtego narkomana, który był gotowy oddawać się ciotom za działkę... Nie umiałam odejść, nie umiałam z nim być. Nie wytrzymałam. Zabiłam go.

Przez chwilę stały w milczeniu.

- I dobrze zrobiłaś - powiedziała w końcu Kasia. - Wiesz, dlaczego tak cię dręczyłam przez ostatnie tygodnie? Kiedy dowiedziałam się, że nie żyje, wróciły wspomnienia. Przypomniałam sobie, co mi zrobił. Chciałam się odegrać. Skoro nie mogłam już na nim, to chociaż na jego żonie. Na kobiecie, która dostała to, co ja powinnam dostać. Myślałam, że zabili go gangsterzy. Ale wczoraj przechodziłam przez plac Lotników. Całymi dniami przesiaduje tam kobieta, która odnalazła ciało Teodora i chwali się tym każdemu, kto chce słuchać. Pokazała mi papierośnicę, na której są inicjały N.P.J. Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że to ty mogłaś to zrobić... Zasłużył na to.

Marta popatrzyła na Izę i Agatę. Ich twarze wyrażały dokładnie to, czego się spodziewała. Zaczęły zbierać się do odwrotu, kiedy nagle obok Nikoletty i Kasi zmaterializował się Stefan Gryka.

- Świetna historia, wspaniała - powiedział. - Ale to już koniec. Czas na nas, pani Nikoletto. Jak się pani domyśla, Stefan Gryka to nie jest moje prawdziwe nazwisko. Nazywam się Mariusz Sosnowski, jestem oficerem policji. Jest pani aresztowana.

Wyciągnął kajdanki, fachowo skuł zrezygnowaną Nikolettę.

Marta, Iza i Agata wyskoczyły zza drzewa.

- Tak nie można! - krzyknęła Marta. - Czy nic pan nie zrozumiał z tej historii?! On ją zniszczył, rozumie pan!? Niszczył! Przez lata konsekwentnie pracował na los, jaki go spotkał. Nie można karać za to jego żony.

- O, szkieletor i jej postrzelone koleżanki! - policjant pokręcił ironicznie głową. - Przyczaiły się w krzaczkach, a teraz będą kłapać dziobami! Wspaniały sabat czarownic!

- Ona nie zasługuje na więzienie! - ryknęła Iza. - Nieważne, że to zgodne z prawem. To jest niesprawiedliwe!

- Opowiecie o tym moim przełożonym - Sosnowski sięgnął po telefon komórkowy.

Trach!

To Kasia. Uderzyła go w głowę kamieniem. Sosnowski zachwiał się lekko, ale cios bardziej go zirytował, niż zranił. Marta, Iza i Agata rzuciły się na policjanta. Stracił równowagę, wpadł do jeziora, na płyciznę. Przygniotły go. Dołączyła do nich Kasia. Sosnowski miotał się, charczał, próbował je z siebie strząsnąć, ale kobiety, napędzane dziwną furią, nie dawały za wygraną. Wepchnęły jego głowę pod powierzchnię wody, w muł. Wierzgał przez kilka minut, zanim jego ciałem wstrząsnął ostatni konwulsyjny dygot.

Zziajane, mokre i wyczerpane wróciły na brzeg. Ostatnia Kasia, która wcześniej wyciągnęła z kieszeni trupa kluczyki do kajdanek. Uwolniła wdowę.

- Widziałam cię pod domem Nikoletty - powiedziała Agata do Kasi z wyrzutem, który w tych okolicznościach brzmiał przekomicznie. - Myślałam, że nie żyjesz.

- Uciekałam przed Nikolettą, upadłam, rozbiłam łeb, straciłam przytomność...

- A ja zauważyłam ciebie - powiedziała żona Teodora, patrząc na Agatę. - Myślałam, że jesteś jej wspólniczką, że jest was więcej. Przestraszyłam się i wróciłam do domu.

Przez chwilę rozmasowywała nadgarstki. W końcu wydusiła z siebie ciche płaczliwe „dziękuję".

- Nie ma za co - Iza uśmiechnęła się zimnym uśmieszkiem, wyglądało to tak, jakby miała w ustach okruch lodu. - Nie ma za co dziękować, bo widzisz... My nie zrobiłyśmy tego dla ciebie.

W milczeniu, ze spokojem patrzyły na ciało mężczyzny leżące na brzegu Jeziora Głębokiego...

Drukuj Poleć artykuł Zgłoś błąd
rysunek-scan595
Komentarze:
Brak komentarzy
Dodaj komentarz


 
 Security code
  Akceptuję regulamin
 
Pogoda
19
na godz. 23:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Nowa książka Futbol po szczecińsku

Burzliwa i czasami dramatyczna historia szczecińskiego futbolu.

Sklepy, w których ją kupisz

Kup książkę za 19,99

(Koszt przesyłki 5 zł)

Czy ufasz prognozom pogody?
 
16%
 
61%
 
21%
Jesteś świadkiem ważnego wydarzenia?

Wiesz coś, czego nie wiedzą jeszcze inni?

Chcesz podzielić się z innymi ciekawymi zdjęciami?

Powiadom nas
Get Adobe Flash player