Nikoletta Pyska-Jasny stała przed zajmująca cała ścianę garderoby szafą i spoglądała na jej zawartość raczej z irytacją niż zachwytem, w jaki bez wątpienia wpadłaby każda normalna kobieta na widok tylu zgromadzonych w jednym miejscu luksusowych, markowych a w niektórych przypadkach po prostu ślicznych ciuchów.
Szczecińska wyrocznia mody, ceniona w pewnych kręgach stylistka i właścicielka dwóch butików, które jak na lokalne warunki działały już niezwykle długo (ten na Jagiellońskiej ponad rok!) nie była zadowolona. Całe to zamieszanie wokół śmierci Teodora... Nie myślała, że potrwa tyle czasu. Miała nadzieję, że wszystko uspokoi się szybciej. A tak... Śledztwo, choć kulejące, trwało, a ona nie mogła się ruszyć na krok ze Szczecina. Przez całe wakacje! Jako zrozpaczona wdowa od kilku tygodni nie pokazywała się też na prowincjonalnych salonach i wszystko wskazywało na to, że kolejne wydanie kroniki towarzyskiej Prestiżu nie przyniesie żadnych zdjęć Nikoletty.
Bądźmy szczerzy. Wdowa po Teodorze Jasnym nie sprawiała wrażenia złamanej przez los. Wyglądała zachwycająco, kiedy tak stała naburmuszona na środku garderoby, mając na sobie jedynie seksowną bieliznę kupioną w londyńskim butiku Coco de Mer. Junior wyjechał dziś rano z jej rodzicami do Włoch. W końcu miała trochę luzu. Gdyby tak jeszcze udało jej się pozbyć Stefana. Ochroniarz coraz bardziej ja irytował... Miała niepokojące wrażenie, że Gryka wcale nie jest takim głupkiem za jakiego go miała, kiedy zdecydowała się go zatrudnić.. Czyżby zaczynał coś podejrzewać?
***
„O co chodziło tym dwóm idiotkom z parku? Bo w to, że zakochały się we mnie od pierwszego wejrzenia jakoś dziwnie nie wierzę... Chociaż, trochę szkoda... Ta z blond loczkami całkiem fajna, no ale jej koleżanka - szkieletor, którą ten ich wielki włochaty pies wywijał na wszystkie strony, to prawdziwa porażka.”
Stefan znowu przemierzał alejki parku Kasprowicza z Lady Gagą i Shakirką (rozpuszczone, histeryczne psy Nikoletty!), wspominając dziwaczne spotkanie sprzed kilku dni. Dwie nieźle zakonserwowane, ale niestety nadpobudliwe czterdziestki wypadły na niego z krzaków poprzedzone przez wielkiego włochatego psa, który sprawiał dość niezwykłe wrażenie... przyjaźnie uśmiechniętego.
Niech pan go łapie, niech pan mu nie pozwoli uciec! - wrzeszczały – To pożyczony pies! Bardzo drogi... To znaczy drogi sercu właścicielki – wysapała ta chuda brzydula w dziwacznej kurtce. Zdaje się, że Marta.
-Bardzo panu dziękujemy, był pan naprawdę dzielny – usmiechnęła się ta fajna z loczkami, chyba Agata – Tak właśnie spacerowałyśmy z koleżanka i zastanawiałyśmy się
Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy – zanuciła i roześmiała się dźwięcznie – I proszę, okazuje się, że w parku Kasprowicza! To po prostu cudowne! Prawda Martusiu?
Uparły się mu towarzyszyć i to było naprawdę okropne. Cały czas coś trajkotały, nie mógł tego znieść, starał się nie słuchać. Jego czujność obudziły dopiero następujące słowa: - A wie pan, ze tu niedaleko mieszka żona naszego kolegi z czasów szkolnych? Nie uwierzy pan, ale to ten sławny biznesmen Teodor Jasny, ten którego zamordowali na Dni Morza. Słyszał pan o nim?
***
Czemu nie jestem zdziwiona? - Iza spojrzała na swoje przyjaciółki z politowaniem – Nie dość, że niczego się nie dowiedziałyście, to jeszcze naraziłyście moją ukochaną Sambę na nieprzyjemności!
- Nieprzyjemności? Dawno nie jadła tylu frykasów, cały czas ją przekupywałyśmy przysmakami... - Marta starała się udobruchać wzburzoną koleżankę
- Przysmakami dla kotów!
- Tylko takie miałam pod ręką, w ko,cu ja jestem kociara! Ale smakowały jej, to najważniejsze! Lepiej opowiadaj co wyczaiłaś w sieci. Ten twój sms okropnie nas przeraził – wysapała Marta cały czas jak zaczarowana wpatrzona w niezwykłą lampę Izy - „Wracajcie to może być morderca!” Co ci odbiło?
- Wiecie co znalazłam w poczcie na adresie, o którym już dawno zapomniałam, że go mam? List od Kaśki!
- Przecież ona nie żyje?
- No właśnie! Niby nie żyje, ale to wiemy tylko z opowieści Agusi... Z tego listu wynika mi jedno - jeśli Kaśka nie żyje, to dlatego, że zamordował ją Stefan Gryka!
***
Stefan stał na Wałach Chrobrego w tłumie ludzi wpatrzonych w efektowny pokaz fajerwerków. Lał deszcz. Gryka trzymał parasol nad Nikolettą i był chyba jedyną osobą, której nie interesowały sztuczne ognie. Czujnym wzrokiem spoglądał w bok...
Kogo zobaczył Gryka w tłumie na Wałach?
a) Izę, Agatę i Martę
b) Kaśkę