Trup na placu II
Dodano: 2010-07-06 11:42:05
Od ponad dwóch tygodni cały Szczecin żył sprawą zabójstwa znanego lokalnego biznesmena - właściciela sieci luksusowych solariów, modnych SPA, biura podróży, kilku uroczych hotelików w polskich (a od niedawna także niemieckich) kurortach nadmorskich, sponsora lokalnych wydarzeń kulturalnych oraz laureata wielu wyróżnień. Teodora Jasnego znaleziono martwego na palcu Lotników w noc, kiedy niebo nad miastem rozświetliły fajerwerki z okazji Dni Morza. W sercu ofiary tkwił nóż sprężynowy produkcji szwajcarskiej. Mały, zgrabny, skuteczny. Intensywne policyjne śledztwo nie przyniosło dotąd żadnych rezultatów.
Imperium Teodora Jasnego znali wszyscy, podobnie jak jego samego. Czy raczej - wszystkim wydawało się, że go znają, a tak naprawdę, jak się miało niebawem okazać, nie znał go zupełnie nikt. No, prawie nikt...
* * *
Przedostatni dzień czerwca był upalny i bezwietrzny. O piątej po południu w alejkach szczecińskiego cmentarza centralnego było puściutko. Wiewiórki bezczelnie baraszkowały, z rzadka tylko płoszone przez ludzi. Właśnie czmychnęły na drzewa, bo od strony trzeciej bramy, wzdłuż muru oddzielającego nekropolię od budynków szkoły salezjańskiej, nadchodziły dwie postacie. Szczupła wysoka kobieta w ekscentrycznej czarnej sukience i gigantycznym czarnym kapeluszu. Nieprawdopodobnie długie i zgrabne nogi ozdobione były piętnastocentymetrowymi szpilkami. Obok kobiety podskakiwał siedmioletni chłopczyk. Złote loki tworzyły aureolę wokół jego twarzyczki cherubinka. Niezwykła para zatrzymała się przed grobem przykrytym górą świeżych jeszcze wieńców i kwiatów. Stali dłuższą chwilę w ciszy.
- Mamo - chłopczyk rozejrzał się wokół ze strachem. - Dlaczego na całym cmentarzu jesteśmy tylko my sami?
Kobieta westchnęła. I zadrżała.
* * *
- Wspomnicie moje słowa, policja nigdy nie znajdzie mordercy Teodora! - oznajmiła stanowczo urocza dama o delikatnej buzi porcelanowej laleczki i spojrzała po obecnych wzrokiem odrobinę wyzywającym. - Oni go nie znajdą, ale my - tak! Jesteśmy mu to winni. W końcu klasowy kolega był...
Cztery osoby siedziały wokół ocienionego czerwoną parasolką stolika jednej z kawiarenek w alei fontann. Tej z widokiem na sklep mięsny i zoologiczny. Trzy kobiety i jeden mężczyzna, wszyscy dobrze po czterdziestce, ale lubiący o sobie myśleć, że wyglądają góra na 39 lat.
- Tak po prawdzie Izu, to Teo tylko dwa lata chodził z nami do klasy... - wymamrotała naburmuszona blondynka w koszulce z wielką podobizną kota i napisem Rudolf Forever na piersi.
- No wiesz! Po kim jak po kim, ale po tobie Kika to ja się protestów nie spodziewałam! - Iza aż zakrztusiła się piwem. - Przecież to był chłopak twojej siostry! Prawie jak rodzina!
- Eee tam... Zaraz rodzina. Zresztą ja wcale nie protestowałam, tylko uściślałam. Czy ktoś może mi postawić mineralkę z bąbelkami? Kasa mi wyszła, wiecie...
- Wiemy, wiemy - odpowiedzieli chórem pozostali członkowie zgromadzenia. A Agata - szczecińskie połączenie fizyczności Marilyn Monroe z sercem Matki Teresy - zaczęła perliście chichotać.
- Słuchajcie, nie przyszliśmy tu dyskutować o problemach finansowych naszej koleżanki, tylko o śmierci Teodora - Iza walnęła pięścią w stół, aż zabrzęczały niezliczone bransoletki zdobiące jej rękę.
- A może to się łączy? - wykrzyknęła Agusia w przypływie natchnienia.
- Oszalałaś? Jak to, że w wieku czterdziestu pięciu lat Kika nie ma na mineralkę ma się łączyć z zamordowaniem szczecińskiego milionera??? Że niby go zamordowała z proletariackiej zemsty na burżuju??? Czy po starej znajomości? Nawet moi studenci nie miewają tak odległych skojarzeń!
- Oj, dajcie mi dokończyć. Może Teosia zamordował jakiś konkurent biznesowy, No, nie osobiście, ale zbirów nasłał. Na przykład ci dwaj co go znaleźli, trochę podejrzani, prawda? Poszło o problemy finansowe, kasę, jakieś grunty pod budowę hotelu czy centrum handlowego. Nawet mam kilku kandydatów na zleceniodawców zabójstwa... - Agata rozkręcała się coraz bardziej.
- Cherchez la femme.
Jacek odezwał się po raz pierwszy i od razu po francusku.
- Moim zdaniem musimy szukać kobiety...
* * *
Stojąca przy grobie męża znana stylistka Nikoletta Pyska-Jasny (nie pozwalała odmieniać nazwiska po mężu) czuła się coraz bardziej nieswojo. Miała wrażenie, że cały czas czuje na plecach czyjeś ciężkie spojrzenie.
- Nie jesteśmy tu sami, synku...
Chciała dodać: "są z nami dobre dusze zmarłych, nie musisz się ich bać", ale nie dokończyła. Ogarnięta paniką obejrzała się za siebie i z przerażeniem ujrzała, że w oddalonych o kilkanaście metrów krzakach coś się rusza...