Na Wałach Chrobrego dziś czeka nie lada gratka - darmowe sadzonki ciętego właśnie winobluszczu, spektakularnej ozdoby frontowej elewacji gmachu Urzędu Wojewódzkiego. W trosce o jego wygląd i historyczne mury siedziby delegata rządu na kresach zachodniopomorskich zarządzono radykalne zielone „postrzyżyny" przy okazji renowacji budowli. Kosztownej zresztą, zakrojonej na dwa lata, obliczonej - bagatela - na ponad 18 mln zł.
Dbałość o zabytki rzecz chwalebna. Tyle że ten akurat rządowy wydatek w obecnych okolicznościach sam w sobie jest mocno problematyczny. Jakby nie było teraz pilniejszych potrzeb, jakby na naszych oczach nie rozsypywały się w regionie inne zabytki.
Ekipa Donalda Tuska jak mantrę powtarza, że zaciskać musimy pasa. Zaciskamy go my, obywatele, w galopie kolejnych podwyżek. Minister-uzdrowiciel finansów publicznych Jacek Rostowski ukręcił też bat deficytowy, tyle że na samorządy.
Inwestycja rządowej administracji w kopuły wież ze złoconej blachy jakoś nie współgra z deklaracjami słyszanymi u szczytów władzy. Ale co tam. Sadzonkę urzędowego winobluszczu „ciemny lud” - jak mawiał klasyk - po prostu „kupi". O przepraszam, dostanie w prezencie. Ot, jeszcze jeden fajerwerk. Na pociechę. Na pamiątkę zapobiegliwości i hojności władzy. Ten winobluszcz jest jak listek figowy.
Mirosław Winconek