- Kogo skrzywdziłeś?! Jak, na Boga! - dociekała małżonka. - Radnego PiS Kazimierza Drzazgę. Przyszedł do mnie, chciał porozmawiać pół godziny. A ja poświęciłem mu osiem minut. Tylko osiem! - wykrzyknął z rozpaczą w głosie Geblewicz, drąc koszulę na piersiach. Potem złożył głowę w dłoniach i gorzko zaszlochał. - Przyszedł do mnie człowiek, może chciał opowiedzieć mi o swoich marzeniach, planach, radościach i smutkach. Może o tym, jak pięknie jest biegać wiosną po łące spowitej poranną rosą albo ile szczęścia daje letni słowiczy trel. A może nawet z jakimś projektem uchwały? A ja brutalnie zniszczyłem to wszystko! Słusznie się więc skarży Kazimierz Drzazga w szczecińskich mediach i na konferencjach prasowych. Jestem potworem i nie ma dla mnie usprawiedliwienia - zakończył smutno, głęboko wzdychając, marszałek województwa. Żona mocno przytuliła go do piersi. - Przeprosisz pana radnego i wszystko będzie dobrze. Choć może nie być łatwo. Bo jeżeli radny ma taki charakter, jak nazwisko, to długo go będziesz musiał przepraszać.
Geblewicz już następnego dnia rano podjął intensywne działania naprawcze. Po przyjeździe do pracy udał się natychmiast do położonej nieopodal katedry. Uklęknął w konfesjonale pełen pokory i skruchy, gotowy do żarliwych zapewnień naprawy uczynionego zła. - Mów synu, co obciąża Twe sumienie - usłyszał głos księdza spowiednika. - Grzech mam ciężki, przygniata mnie i spędza sen z powiek - wyjąkał marszałek. - Co uczyniłeś? Mów, ja Cię wysłucham - zapewnił głos z drugiej strony kratki konfesjonału. - Obraziłem radnego Drzazgę - wyszeptał
Geblewicz przerażony swym wyznaniem. Kotara w konfesjonale aż zafalowała. Ksiądz gwałtownie wychylił się, aby ujrzeć oblicze bezczelnego grzesznika - Jak śmiałeś, Szatanie?! - spowiednik aż poczerwieniał na twarzy, a z oburzenia zabrakło mu tchu w piersiach. Po chwili jednak nieco ochłonął, ale odpuścić tak łatwo nie zamierzał. - Pokuta czeka Cię straszna. Cała noc będziesz leżał krzyżem, ale nie na plecach... I biada Ci, jeśli nie wymyślisz odpowiedniego zadośćuczynienia!
Geblewicz zaraz po powrocie do pracy wezwał do siebie rzecznika prasowego Urzędu Marszałkowskiego Gabrielę Wiatr. - Sprawdź, czy w którejś ze stacji telewizyjnych jest program w stylu "Wybacz mi" albo jakiś koncert życzeń
- Nie ma - szybko odpowiedziała rzeczniczka. - No to wykupimy nośniki reklamowe w mieście i ogłoszenia w mediach. A na najbliższą sesji sejmiku udam się w stroju pokutnym. Całą drogę będę szedł w worze po ziemniakach, posypując głowę popiołem i biczując się siarczyście.
- A co ma być w tych ogłoszeniach? - dopytywała rzeczniczka. Geblewicz otarł pot z czoła i odrzekł: - "Duszą mnie po nocach jakieś dziwne zmory. Miej litość nade mną! DRZAZGA, I'M SORRY!!!"
Bestia Towarzyska
Pobierz najnowszy Kurier Towarzyski (pdf)