Jak dobrze mieć sąsiada
Dodano: 2012-02-03 09:36:14
Budowę domu spokojnej starości oprotestowano w Pilchowie pod Szczecinem, a w Kijewie - filii domu dziecka. Na Stołczynie rada osiedla właśnie wydała negatywną opinię w sprawie długoletniej dzierżawy dla funkcjonującego tam od lat schroniska dla bezdomnych. Kilka lat temu na szczecińskim Osowie mieszkańcy nie zaakceptowali w ich sąsiedztwie placówki opiekuńczej dla najmłodszych dzieci „Tęczowy domek”.
Jedni mówią, że boją się uciążliwego hałasu, inni - że większego ruchu w cichej dotąd okolicy, dla jeszcze innych przeszkodą bywa strach przed jej mieszkańcami takich placówek. „Tam gdzie wprowadza się skupisko ludzi, tam jest niezadowolenie” - niepokoją się radni komisji zdrowia i pomocy społecznej RM. Mają kolejny przykład w ciągu kilku dni: rozpatrują wniosek schroniska dla bezdomnych przy ul. Zamkniętej w Szczecinie o długoletnią dzierżawy terenu i właśnie dotarła do nich opinia rady osiedla Stołczyn. Negatywna.
- My uważamy, że schronisko dobrze spełnia swoje zadania - mówił Jerzy Sieńko, przewodniczący komisji. - Opinia rady osiedla nie jest wiążąca. Niepokojący jest jednak kolejny przykład braku tolerancji, niezadowolenia, że w sąsiedztwie funkcjonuje, bądź powstaje placówka. To pokazuje, że społeczeństwo trzeba edukować.
Radny przypomniał, że mieszkańcom osiedla na Gumieńcach nie przeszkadzało, gdy w okolicy funkcjonował dom publiczny, ale byli przeciwni punktowi przedszkolnemu. Na ul. Łosiowej oprotestowano decyzję o usytuowaniu w sąsiedztwie filii domu dziecka.
Kilka lat temu miasto kupiło mieszkanie w szeregowcu na Osowie i przeniosło tam placówkę opiekuńczą dla dzieci najmłodszych „Tęczowy domek”. Sąsiedzi zza ściany nie chcieli tam pozostać. Sprzedali mieszkanie. Dziś jest w nim rodzinny dom dziecka.
Miastu zależy, żeby placówki opiekuńczo-wychowawcze były małe, kameralne i wtopione w pejzaż osiedli. By dzieci wychowywały się w przyjaznym otoczeniu, a dom w którym dorastają, nie różnił się od tego, do którego po szkole wracają ich rówieśnicy.
- Najczęściej sąsiedzi na nowym miejscu witają nasze dzieci ciastem - przyznaje Barbara Bartoszewicz, dyrektor Wielofunkcyjnej Placówki Opiekuńczo - Wychowawczej w Szczecinie. - Owszem, zdarzają się miejsca, gdzie ludzie są źle nastawieni, ale to w dużej mierze wynika z ich nieświadomości. Myślą, że obok wprowadzi się patologia. Ale szybko się do nas przekonują i zaprzyjaźniają z naszymi domami.
Dyrektor Bartoszewicz przekonuje, że dzieci z placówek nie mogą i nie powinny żyć w odosobnieniu.
- Jak mamy ich przekonać, że po wejściu w dorosłość nie mają się czego bać? - pyta.
Anna GNIAZDOWSKA