24Kurier.pl serwis Kuriera Szczecińskiego

Get Adobe Flash player

Wtorek, 22 maja 2012 roku. Dziś imieniny: Julii i Heleny HoroskopPorady gwiazd

Nie ma ciała, nie ma wypadku?

Dodano: 2012-02-21 18:29:53

Pod koniec stycznia w wodach Odry utonął wieloletni pracownik stoczni remontowej Gryfia. Do dzisiaj ciało mężczyzny nie zostało jednak znalezione. Rodzina tymczasem zarzuca tak stoczni, jak i policji poważne zaniedbania.

Późnym wieczorem, w czwartek 26 stycznia około godziny 22.30 pracujący przy nabrzeżu pan Eugeniusz, doświadczony stoczniowiec, poprawiał coś przy hydrantach i wpadł do wody.

- Jego kolega jeszcze próbował mu pomóc, jednak koło ratunkowe nie miało niezbędnej linki. Dlatego, gdy ojciec go nie złapał, trzeba było pobiec po inne koło, upłynęło sporo czasu, nim je znaleziono - opowiada pan Paweł, syn ofiary.

Reklama

Podobno drugi syn, pan Krzysztof również zatrudniony w stoczni Gryfia o wypadku dowiedział się dzień później, gdy przyszedł na swoją zmianę do zakładu, od kolegów. Pojawia się też wątek zbyt krótkich poszukiwań ofiary wypadku. 

- Płetwonurkowie szukali ciała w nocy. Następnego dnia działania miały być wznowione, jednak na przeszkodzie stanęły warunki: niska temperatura wody, szybki nurt, niewielka przejrzystość - mówi mł. asp. Mirosława Rudzińska z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Szczecinie. - Zagrażały one życiu płetwonurków. Mogło się tak wydarzyć, że w międzyczasie, kiedy policja ustalała tożsamość i okoliczności wydarzenia, ktoś z pracowników napomknął, że ofiarą może być pan Eugeniusz. Jego syn, został powiadomiony przez policję o tym, co się stało, był zresztą przesłuchiwany na terenie stoczni, czego dowodem jest sporządzony protokół.   

 Podobno stocznia remontowa Gryfia do tej pory nie skontaktowała się z rodziną, chociażby po to, by zaoferować pomoc psychologa. Jest tak, jakby nic się nie stało. Jednak - tak twierdzi rodzina - już po wypadku postanowiono zainstalować barierki, a pracownicy otrzymali kamizelki ratunkowe. Co ciekawe, w stoczni niedawno przeprowadzono audyt, w związku z ubieganiem się o certyfikaty potwierdzające wysoką jakość usług oraz dbałość o środowisko i czynnik ludzki. 

Niestety, nie udało nam się porozmawiać z nikim z zarządu zakładu. W sekretariacie poinformowano nas tylko o tym, iż żadne informacje w tej sprawie nie są udzielane, a wyjaśnianiem tego, co zdarzyło się 26 stycznia zajmują się odpowiednie służby.  

Okoliczności śmierci sprawdza prokuratura Szczecin- Zachód. Swoje postępowanie prowadzi też Okręgowa Inspekcja Pracy w Szczecinie. 

- Brak ciała uniemożliwia uznanie wypadku, w związku z czym kontrola nie jest zakończona - tłumaczy Grażyna Pawlata- Ich. 

Pan Eugeniusz w stoczni pracował od początku lat 80. Pochodził z niewielkiego Starogardu, wsi położonej między Łobzem a Reskiem. Mieszkał w Szczecinie.

Ewelina KOLANOWSKA

 

Drukuj Poleć artykuł Zgłoś błąd
Komentarze:
Bożena (2012-02-22 10:27:42)
Nie ma ciała, nie ma wypadku?A cóż to dla zarządu stoczni życie jednego człowieka?pewnie uważają że ciałem jednego pracownika nie ma co sobie zawracać głowy,dziwię się tylko że jeszcze nie wysłali do domu rozwiązania umowy z panem Eugeniuszem z powodu porzucenia przez niego pracy,pobory pewnie tez zatrzymano do dyspozycji zarządu.Nie do pomyślenia że życie człowieka przestało być najwyższą wartością....współczuję rodzinie.
jony (2012-02-22 18:44:12)
Przecież tak jest w każdym zakładzie tylko produkcja a człowiek??? przyjdzie drugi taka jest prawda.
Dodaj komentarz


 
 Security code
  Akceptuję regulamin
 
Pogoda
20
na godz. 20:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Nowa książka Futbol po szczecińsku

Burzliwa i czasami dramatyczna historia szczecińskiego futbolu.

Sklepy, w których ją kupisz

Kup książkę za 19,99

(Koszt przesyłki 5 zł)

Czy ufasz prognozom pogody?
 
18%
 
60%
 
20%
Jesteś świadkiem ważnego wydarzenia?

Wiesz coś, czego nie wiedzą jeszcze inni?

Chcesz podzielić się z innymi ciekawymi zdjęciami?

Powiadom nas
Get Adobe Flash player