piątek, 28 lipca 2017.
Strona główna > Akcje Kuriera > Szkolny Pulitzer > Świat po drugiej stronie…

Świat po drugiej stronie…

Świat po drugiej stronie…
Data publikacji: 2017-02-16 14:07
Ostatnia aktualizacja: 2017-04-24 18:48
Wywietleń: 17000

Codziennie rano mijam wysoki mur, sąsiadujący z moją szkołą. Widzę żony, dziewczyny, dzieci, całe rodziny. Stoją pod murem, krzycząc. W czasie lekcji docierają do mnie odgłosy syren, gwizdków, klaksonów. Widzę samochody, które wjeżdżają lub wyjeżdżają. Nic niezwykłego, przeciętne miasto, przeciętne widoki. Na pozór.

Codziennie rano mijam Areszt Śledczy. Każdego dnia zadaję sobie pytanie: jak wygląda życie za kratami?

Dziś się tego dowiem. Zobaczę, co jest za tym mijanym codziennie wysokim murem, co jest po drugiej stronie. Spotkam się z kierownikiem działu penitencjarnego Jackiem Szumskim, wychowawcą Grzegorzem Terlikowskim i więźniami: Markiem, Jarkiem, Łukaszem.

Pierwsze uczucie – strach

Tuż po przekroczeniu progu dowiaduję się, że na teren aresztu nie wolno mi nic wnieść. Torebka i telefon lądują w szafce. Teraz przejście przez bramkę (jak na lotnisku) i osobista kontrola. Jestem „czysta”.

Po drugiej stronie muru, zaledwie jakieś 40 cm dalej, świat wygląda nieco inaczej. Dziedziniec. Mam wrażenie, że rzędy drutów kolczastych, upiętych na wysokim murze, sięgają nieba. W budynku cele z małymi wizjerami, przez które mogą patrzeć zarówno pracownicy, jak i więźniowie, ale perspektywa każdej ze stron jest zupełnie inna. Mam wrażenie, że wszędzie są kraty – to mnie najbardziej przytłacza, to otwieranie i zamykanie krat przy każdorazowym przejściu z pomieszczenia do pomieszczenia. Głośny dźwięk przekręcania klucza w zamku nie pozwala zapomnieć, gdzie jestem. Kraty, drzwi zamknięte, oddziałowi, pobudki, przeszukania, apel, konwoje – to wszystko stanowi element życia codziennego w tym miejscu. Brrr…

Ze zdziwieniem notuję, że pierwszym uczuciem, jakie się u mnie pojawiło, jest strach. Czy można do niego przywyknąć?

Na trzech metrach

– Sześć miesięcy to jest modelowy wymiar czasu, żeby się przystosować – mówi wychowawca Grzegorz Terlikowski. – To jest efekt prisonizacji: człowiek się uczy, jak to wszystko tutaj funkcjonuje. Osadzony poznaje harmonogram dnia, a czy się tutaj odnajdzie, to zależy już tylko od niego. Więzienie to nie sanatorium ani internat. Warunki są dobre, ale prymitywne. Każdy osadzony musi mieć zapewnione łóżko, szafkę, kącik sanitarny z toaletą i dostępem do bieżącej wody, nie zawsze ciepłej. Każdy może mieć w celi swój telewizor, radio w celu dostępu do bieżących informacji. Zapewniamy dostęp do prasy. Niektórzy mają swoje PlayStation.

W jaki sposób można stworzyć dla siebie azyl na 3 mkw., bo taka właśnie powierzchnia przypada na jednego osadzonego? Jak przeżyć czas w zamknięciu z dwoma lub trzema obcymi osobami w celi o tak małej powierzchni? Jak się odnaleźć wśród 500 skazanych?

– Ludzie potrafią sobie zorganizować życie na swoich 3 mkw., chociaż to wydaje się trudne – mówi kierownik działu penitencjarnego, mjr Jacek Szumski. – Właśnie na tym polega odstraszająca funkcja więzienia, że trafiasz w miejsce, gdzie jesteś pozbawiony tego, co jest najpiękniejsze, wolności. Tu prawie wszystko jest ograniczone, ale jest możliwość, żeby, odbywając karę, osadzony się uczył. Ma zajęcia terapeutyczne, może odzwyczaić się od używek. Każdy z więźniów ma możliwość pracy na terenie aresztu, czytania książek, wykonywania ćwiczeń, modlitwy. Jest biblioteka, siłownia, kaplica – dodaje mjr Jacek Szumski.

Ale to od więźnia zależy, czy zdobędzie nowe umiejętności.

– Niektórzy z osadzonych eksternistycznie kończą szkoły – wyjaśnia mjr Szumski. – W pełni wykorzystują to, co oferuje im areszt. Wychowawcy, psychologowie i terapeuci pracują bezpośrednio z więźniami, którzy mają prosty system rozumowania. Dla nich jest to układ prawie zero-jedynkowy: albo coś jest dobre, albo złe.

Tutaj toczy się moje życie

Zadaję sobie pytanie: czy tu także ważne są takie wartości jak po drugiej stronie muru?

– W więzieniu nie ma przyjaciół – mówi Jarek.

– Każdy liczy tylko na siebie. Kierujemy się zasadą ograniczonego zaufania. Jeszcze cztery lata temu nie rozmawialibyśmy – mówi Marek, 37 lat, recydywista, były narkoman. Pierwszy raz trafił za kraty za rozbój z bronią, po raz drugi został skazany na 25 lat za morderstwo ze szczególnym okrucieństwem.

– Moje przystosowanie trwało blisko 2 lata – mówi. – Musiałem zrozumieć, że złość, wrogość i walka z sobą oraz ze wszystkimi dookoła nic nie daje. Z czasem można się przyzwyczaić. Rozmowy z wychowawcą, zajęcia terapeutyczne i praca pomagają przetrwać. Powtarzalność tych samych czynności każdego dnia daje poczucie bezpieczeństwa. Teraz tutaj toczy się moje życie. Tu jest mój dom. Zerwałem kontakt z domem rodzinnym. Planuję przyszłość. Mam dużo czasu, bo będę wolny w 2037 roku, będę mieć wtedy 56 lat.

Na terenie aresztu Marek współprowadzi zajęcia terapeutyczne dla dziewięcioosobowej grupy osadzonych, uzależnionych od narkotyków. Pracuje jako salowy i pielęgniarz, opiekując się skazanymi niepełnosprawnymi, także będącymi na wózkach inwalidzkich. Swoją przyszłość wiąże z pracą pielęgniarza. Zamierza eksternistycznie zdobyć wykształcenie w tym kierunku. Korytarze aresztu zdobią jego prace plastyczne.

Kibicować z synem

Każdy z wychowawców stara się różnymi metodami zresocjalizować skazanych. Wychowawca Grzegorz Terlikowski, czynny sportowiec, lekkoatleta i koszykarz, postawił na ruch. Za jego sprawą powstały w areszcie siłownie. Osobistym przykładem stara się zachęcić osadzonych, by zadbali o swoją kondycję. Podopiecznych zabiera na mecze piłki nożnej czy koszykówki. Właśnie wtedy często dochodzi do spotkań z rodzinami. Ojciec z synem mogą wspólnie kibicować lokalnej drużynie. Takim sportowym wypadom towarzyszą niezwykłe emocje.

– Skazani uświadamiają sobie, jak wiele ich omija podczas nieobecności w domu – mówi Grzegorz Terlikowski. – Uczymy ich, jak rozmawiać i bawić się z dziećmi. Choć na zewnątrz starają się nie pokazywać emocji, to każdy z nich płacze w poduszkę. Prowadzimy również działania przez nauczanie, w tym dla młodocianych. Każdy, kto nie ukończył 21 lat, a do więzienia można trafić już w 17-18 roku życia, ma obowiązek nauki. Szkoła podstawowa, gimnazjum, szkoła ponadgimnazjalna, kursy zawodowe – pełen zakres. Zdarza się, że osadzeni uczęszczają do normalniej szkoły, ale wtedy w klasie towarzyszy im cały czas ochroniarz. Nasza praca to również diagnoza i opinia, w którym kierunku należy z nimi pracować.

Sam musi chcieć

– Gdy człowiek wchodzi do więzienia, to już wie, że będzie się bał. Będzie się bał innych ludzi, funkcjonariuszy, tego całego układu, bo tu świat jest zamknięty. Nie wszyscy odnajdują się w tym miejscu, niektórzy nigdy – mówi Łukasz, 22 lata, skazany za morderstwo na tle kradzieży. Do końca kary zostały mu jeszcze 4 lata.

– Są więźniowie – dodaje – którzy nie uczestniczą w zajęciach z wychowawcą i psychologiem. Zamykają się w sobie. Niektórzy popadają w stan „otępienia”. Tracą umiejętność porozumiewania się z otoczeniem, przestają mówić.

– Jest wiele osób, które w ogóle nic ze sobą nie robią – podkreśla Grzegorz Terlikowski – nawet nie wychodzą na spacery. Nie wychodzą do łaźni, mimo że obowiązkiem osadzonego jest przynamniej dwa razy w tygodniu kąpać się, golić. Są tacy osadzeni, którzy w ogóle nie wychodzą z celi, nawet jeśli mają wyroki na 25 lat. Miałem osadzonego, który nie obcinał sobie paznokci. Wyhodował kilkunastocentymetrowe szpony. Niektórzy doprowadzają się do takiego stanu, że chodzą po nich robaki. Naszą rolą jest wtedy, żeby zachęcić tego człowieka do dbania o siebie, ale nie możemy go do niczego zmusić. On sam musi chcieć.

Szukanie: „lepiej” nie ma sensu

40 cm, mur, może trochę więcej… Tyle dzieli mnie każdego dnia od tych, którzy chcieli żyć łatwo, zbyt łatwo, a przecież codzienność wymaga trudu. Wstać rano, iść do szkoły, pracy, odrobić lekcje, ugotować obiad…

A przecież codzienność daje tyle przyjemnych doznań. Zobaczyć, kiedy zechcę, tych, których kocham, zadzwonić do nich i usłyszeć ich głos, gdy tylko zapragnę, uśmiechać się, smucić, marzyć, być razem. Zwyczajne? Tak, ale przecież nie dla wszystkich.

Jarek: – Miałem dobrą pracę i dobrze zarabiałem, a wystarczyła chwila zapomnienia, połaszenia się na duże cudze pieniądze… Gdybym znał te następstwa, to na pewno bym się tak nie bawił. Miałem dobrze, szukanie tego „lepiej” nie ma sensu. Nie miałem problemów z narkotykami, używkami – trenowałem wyczynowo sport, miałem swoje 5 minut. Młodzież, która teraz tu trafia …, no takie życie: imprezy, alkohol, narkotyki i największe świństwo, dopalacze. Każdy chce żyć szybko, łatwo i przyjemnie. Takiemu się wydaje, że ma dziesięciu kolegów i dwadzieścia koleżanek. A trzeba mieć świadomość, że jak się trafia tutaj, to się wszystko zeruje. Dziewczyna zostawia, koleżanki się odwracają, koledzy, to już w ogóle zapomnij. Żeby nie rodzice, to nawet pies z kulawą nogą by na widzenie nie przyszedł. Stałem na bramce w popularnych klubach, szybkie życie, narkotyki, alkohol, łatwe dziewczyny. Zaczęły się przestępstwa, bo chce się mieć pieniądze, bo żeby się tak bawić, to trzeba mieć za co. Wtedy jest łatwo i szybko, a potem się łatwo i szybko tutaj trafia. Pieniądze się kończą tak szybko jak przyjaciele i człowiek zostaje sam.

* * *

Codziennie rano mijam wysokie mury sąsiadujące z moją szkołą. Widzę…

Karolina NESTOROWICZ, Justyna SKRZYPA, Dagmara UŚCIŁOWSKA, Joanna WAC

(autorki są przedstawicielkami Samorządu Uczniowskiego Zespołu Szkół nr 8, uczennicami trzeciej klasy)

Wykorzystano zdjęcia z fotoreportażu „Po drugiej stronie…”, prezentowanego na szkolnej wystawie. Autorki zdjęć: Kamila Dywan i Sandra Wasyliszyn (uczennice Zespołu Szkół nr 8). Koordynator projektu: Elżbieta Krawczyk.

Autorki reportażu zostały zakwalifikowane do prezentacji swego projektu w Warszawie, w czerwcu, podczas Ogólnopolskiej Prezentacji Projektów Młodzieżowych. Gala odbędzie się na Zamku Królewskim. Przyjadą najlepsi z całej Polski.

Imiona osadzonych zmieniono.

Świat po drugiej stronie… Świat po drugiej stronie… Świat po drugiej stronie… Świat po drugiej stronie…

Komentarze

A-S w szczecinie to zlobek
Sledczak na kaszubskiej nic strasznego. Musicie posiedziec w prawdziwym Z-K tak jak Sztum. Gdzie nie mozna miec pleystation a nawet odtwarzacza na mp3. Bylem konczylem tam szkole wiec wiem co pisze i nie polecam. Wiec nie pieprzcie o kaszubskiej bo tam jest bajka. Pozdrawiam. S.
2017-04-24 18:47:03
julcia35
Wkrotce przeczytacie co dzieje sie za murami innego z.k w woj.zachodnioporskim.
2017-03-05 22:15:14
XFYU
" i osobista kontrola" - nie osobista ,tylko pobieżna,tak dla formalnośći.
2017-03-04 21:11:57
Autorka
Szanowny @obs morderstwo na tle kradzieży oznacza ze oskarżony podczas kradzieży zabił człowieka 😉😉
2017-03-04 17:08:01
obs
Co autorki mialy na mysli piszac -"Łukasz, 22 lata, skazany za morderstwo na tle kradzieży. Do końca kary zostały mu jeszcze 4 lata."??? Co to jest "morderstwo na tle kradzieży"????
2017-02-18 07:26:13
ha ha ha ha pan Jacek Szumski
Pamiętam pana wychowawcę z z-k w Stargardzie Szczecińskim jak obiecywał złote góry za siedzenie spokojnie bez cyrków a okazał się zwykłym mitomanem i tak musiałem siedzieć do końca kary /bez wokandy/przepustki , na zamku przesiedziałem połowę kary resztę na P2 w 2008 roku wyszedłem czysty bez kuratora na plecach. Przebywanie w z-k to nic przyjemnego - tam się toczy inne życie i inne prawa !
2017-02-16 22:06:34

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Filmy

Jarmark przed katedrą
Selma z lodowatych mórz w dąbskiej marinie
Tango na Wałach
Poprzedni Następny

Nekrologi