poniedziałek, 11 grudnia 2017.
Strona główna > Kultura > „Dunkierka" - nadciąga katastrofa

„Dunkierka" - nadciąga katastrofa

„Dunkierka" - nadciąga katastrofa
Data publikacji: 2017-08-05 17:15
Ostatnia aktualizacja: 2017-08-06 20:03
Wywietleń: 1992 287066

Christopherowi Nolanowi, reżyserowi „Dunkierki”, udała się sztuka niebywała: nakręcił film zimny jak sopel lodu, na którym widz może się rozbeczeć z emocji. Potwierdził tym samym to, czego domyślaliśmy się od czasów znakomitego „Mrocznego Rycerza” – we współczesnym kinie rozrywkowym nie ma sobie równych.

Nolan wraca do jednego z najbardziej znanych epizodów drugiej wojny światowej. Rozbici przez Niemców alianci – głównie Anglicy – w maju 1940 roku znaleźli się w pułapce na plaży we francuskiej Dunkierce. Ich położenie było tragiczne. Niemieckie lotnictwo nie tylko siało spustoszenie w ich szeregach, ale praktycznie uniemożliwiało przeprowadzenie ewakuacji za pomocą statków wojennych. Churchill liczył na to, że spośród 400 tysięcy żołnierzy uratuje 30 tysięcy. Ostatecznie – dzięki temu, że w operacji wzięły udział cywilne statki – udało się uratować ponad 300 tysięcy, co uznano za cud.

Film został z chirurgiczną precyzją podzielony na trzy plany. Tommy (Fionn Whitehead) to osaczony na plaży żołnierz, który wraz z kolegami rozpaczliwie pragnie przetrwać. Farrier (Tom Hardy) jest lotnikiem, osłania ewakuowanych. Cywil Dawson (Mark Rylance) na swoim statku spieszy żołnierzom z pomocą. Ich perspektywy dynamicznie się przeplatają, wracamy do pewnych wydarzeń, aby zobaczyć je z innych punktów widzenia, ta ruchoma układanka jest tak precyzyjna, że ma się wrażenie obcowania z matematycznym równaniem. Dodajmy do tego ujęcia tak wysmakowane, że większość z nich można by oprawić w ramkę i powiesić na ścianie. Maestria Nolana zniewala.

Ale jednocześnie nie separuje widza od zdarzeń – tak jak to było choćby w „Incepcji”. Jak na film o wojnie „Dunkierka” to kino wyjątkowo intymne. Nie ma żadnych efekciarskich strzelanin, orgii wybuchów, popisywania się każdym milionem dolarów włożonym w efekty specjalne. Mamy za to wyodrębnione z masy jednostki ze swoją zwierzęcą wolą przetrwania, okrucieństwem, świństwami, porażkami, błędami, ale i gotowością do aktów heroizmu, i niekoniecznie chodzi tu o heroizm w ogniu walki, bo na najszczodrzejszy gest dobroci zdobywa się młodziutki chłopak, któremu straumatyzowany żołnierz zadaje pewne pytanie będące w istocie prośbą…

Co intrygujące – w filmie w ogóle nie widzimy Niemców, tylko w jednej ze scen na sekundę pojawiają się kontury ich sylwetek. Brakuje konkretnych przeciwników, jest „wróg”. To potęguje atmosferę nadciągającej katastrofy – najstraszniejsze jest nie to, co widzisz, ale to, co możesz sobie wyobrazić – a jednocześnie metaforyzuje tę historię. Nie chodzi tylko o wojenne niebezpieczeństwa, ale o uniwersalną sytuację osaczenia, beznadziei, wielkiej trwogi. Podstawowa sprawa: to, o czym piszę, wynika z akcji, nie z deklaracji, bo w „Dunkierce” dialogi są ograniczone do minimum, a Nolan, zwracając się ku podstawom kina, celebruje ruch, dzianie się. Ostatnio tak doskonałe zrozumienie tego, co jest esencją filmu, mogliśmy zaobserwować w nowym „Mad Maxie”.

Aktorsko najjaśniejszym punktem filmu jest Mark Rylance, prawdziwy wybraniec Boga, który wygląda niepozornie, a ma w sobie to coś, co sprawia, że gęstość filmu wzrasta kilkakrotnie, gdy oko kamery choć na chwilę zatrzyma się na jego twarzy. Tom Hardy po raz kolejny – po roli Bane’a w filmie „Mroczny rycerz powstaje” – udowadnia, że potrafi grać samymi spojrzeniami. Jest świetny!

Nolan daje tylko króciutkie chwile wytchnienia – i wtedy serwuje nam sceny poetyckie, jak ta z żołnierzem, który ma wszystkiego dość i sam wkracza w fale – a poza tym galopuje, galopuje aż do finału. Seans spędza się w nieustającym napięciu i po opuszczeniu sali kinowej widz jest tak wytarmoszony, że może mieć poczucie, że osobiście brał udział w ewakuacji Dunkierki. Tak zadziałać potrafi tylko wielkie kino. ©℗

Alan SASINOWSKI

Komentarze

adam
Byłem widziałem i mogę powiedzieć że film spodoba się tym co lubią sztukę ale Ci co idą na "kino" będą zawiedzeni. Żeby się o tym przekonać to trzeba film obejrzeć.
2017-08-06 19:41:21

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Jarmark Bożonarodzeniowy 2017
Mikołajowa atrakcja od Coca Coli
Międzynarodowa flota przy Wałach
Poprzedni Następny

Nekrologi

Teresa Syrek

kondolencje