wtorek, 24 kwietnia 2018.
Strona główna > Biuro reklamy > Reklama - komunikat > Jak tworzyła się szkoła lekarzy

Jak tworzyła się szkoła lekarzy

Data publikacji: 2018-03-30

W tym roku Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie, najlepsza uczelnia regionu wedle rankingu „Perspektyw”, świętuje 70-lecie swojego istnienia. Naukowcy związani z uczelnią nieomal od początku jej istnienia opowiadają, że pierwsze lata były barwne, ale jednocześnie trudne.

– Do Szczecina razem z rodzicami przyjechaliśmy z Wilna w 1946 roku, podróż była trudna, trwała dwa tygodnie – opowiada prof. Irena Fiedorowicz-Fabrycy. – Miasto było wtedy zrujnowane I niebezpieczne. Nie brakowało szabrowników. Codziennie ogłaszano komunikat, ile osób zginęło ubiegłej nocy. Dostaliśmy mieszkanie przy ul. Naruszewicza, które było ładne, ale w którym nie było ogrzewania.

Prof. Zygmunt Machoy magisterium uzyskał na Wydziale Matematyki-Fizyki-Chemii Uniwersytetu Poznańskiego w 1951 roku. Do Szczecina skierował go nakaz pracy. Po ukończeniu studiów, odpowiednia komisja kierowała absolwentów wyższych uczelni do pracy (np. do laboratorium w przemyśle chemicznym). W tym przypadku uwzględniła „zapotrzebowanie” powstałej w Szczecinie uczelni medycznej na asystenta polecanego przez profesora Antoniego Gałeckiego, kierującego Katedrą Chemii Fizycznej na Uniwersytecie Poznańskim (od 1919 roku – z przerwą w czasie II wojny światowej). I tak Zygmunt Machoy rozpoczął pracę w Szczecinie jako starszy asystent w pracowni chemicznej Zakładu Patologii Ogólnej i Doświadczalnej PAM, uzyskując w 1960 r. I stopień, a w 1963 II stopień specjalizacji w zakresie analityki chemicznej.

– Początki życia w Szczecinie były dość barwne – wspomina uczony. – W 1951 roku część miasta była jeszcze zrujnowana, ale część zakładów wchodzących w skład ówczesnej Akademii Lekarskiej już funkcjonowała, inne dopiero powstawały. Przez pierwsze dwa tygodnie pracy  mieszkałem w tzw. pokoju gościnnym naszej uczelni. Były to dwie duże sale z łóżkami (pokój żeński i pokój męski) mieszczące się na drugim piętrze w budynku rektoratu. Po tym okresie udało mi się wynająć prywatną kwaterę na Niebuszewie. Ponieważ większość zakładów teoretycznych mieściła się na terenie obecnego szpitala klinicznego na Pomorzanach, codzienna droga do pracy zajmowała sporo czasu – tramwaje nie dojeżdżały do szpitala, od strony śródmieścia można było dojechać do obecnego ronda Szyrockiego. Tam był ostatni przystanek (dalej tory były zniszczone), zatem gdy tramwaj tam dojechał, motorniczy przesiadał się na drugi koniec pojazdu i wracał do śródmieścia. Nie było pętli tramwajowej ani możliwości nawrócenia pojazdem szynowym. Od strony dworca kolejowego – do szpitala na Pomorzanach – można było dojechać tramwajem ulicą Kolumba do okolicy gazowni, dalej już tramwaj nie kursował. Ulica Kolumba długo była w ruinach – posłużyła nawet w latach sześćdziesiątych jako plan filmowy do wojennego filmu „Jarzębina czerwona” w reżyserii Ewy i Czesława Petelskich. Oczywiście w nocy komunikacja miejska nie funkcjonowała, a w mieście nie zawsze było bezpiecznie. Były też trudności z aprowizacją – obowiązywały kartki żywnościowe. Plusem było to, że pracownicy uczelni mieli nieco większy przydział.

– Jednym z powodów, dla których zdecydowałam się na studia medyczne, była choroba serca mojej matki – wyjaśnia prof. Fiedorowicz-Fabrycy. – Pamiętajmy, że dzięki rozwojowi medycyny udało się przedłużyć życie średnio o 10 lat. Początki z jednej strony były pełne radości, z drugiej ciężkie – jako studenci pomagaliśmy w budowie budynku anatomii prawidłowej na Pomorzanach. Wykłady w tamtych czasach odbywały się w rektoracie. Po skończeniu studiów w 1954 roku nie byłam pewna, na czym się skupić, a wtedy prof. Marek Eisner, wspaniała postać, powiedział mi: „Choroby wewnętrzne – interna to królowa medycyny!”. Przekonał mnie. Najpierw dostałam etat w przychodni, potem etat akademicki. Do Szczecina z Krakowa przyjechał prof. Ignacy Urasiński – wówczas klinika chorób wewnętrznych, sto łóżek, została podzielona na gastroenterologię i hematologię. Prof. Urasiński zaproponował mi prowadzenie oddziału chorób wewnętrznych w klinice hematologii.

W latach 1981-1984 Zygmunt Machoy pełnił funkcję prodziekana (dziekanem był wówczas prof. Wenancjusz Domagała, który sam wybrał osoby do współpracy). W latach 1984-1987 sprawował funkcję dziekana Wydziału Lekarskiego Pomorskiej Akademii Medycznej – po raz pierwszy odbyły się wówczas wybory na to stanowisko i od tej pory dziekan jest już osobą wybieralną.

– Jeżeli chodzi o wyzwania i osiągnięcia z tego okresu, to trzeba przyznać, iż nie był to łatwy czas dla uczelni – przyznaje prof. Machoy. – Przemiany zachodzące w kraju starano się wprowadzać również w środowisku akademickim, czego wyrazem były np. uwieńczone sukcesem starania o usunięcie z nazwy uczelni patrona, gen. Karola Świerczewskiego.

– Największym moim osiągnięciem było utworzenie kliniki reumatologii w 1991 roku – na co wyraził zgodę prof. Urasiński, ówczesny dyrektor kliniki chorób wewnętrznych. Otrzymałam dwóch asystentów – dodaje prof. Fiedorowicz-Fabrycy. – Związałam się mocno z Instytutem Reumatologii w Warszawie, byłam przewodniczącą szczecińskiego i koszalińskiego okręgu Polskiego Towarzystwa Reumatologii. Klinika rozpoczęła działalność naukową, rozwijała się intensywnie, powstała pracownia epidemiologiczna i laboratorium reumatologiczne. Stworzyliśmy wówczas ośrodek wczesnego rozpoznawania i leczenia ziarniaka Wegenera. Jest to choroba ciężka,  średni okres przeżycia wynosił wówczas 5 lat. Stworzyliśmy nasz ośrodek w oparciu o nowe metody, które zostały przyjęte w innych ośrodkach akademickich. PUM jest obecnie tą szczecińską uczelnią, w której powstaje najwięcej prac naukowych, jest najlepszym ośrodkiem naukowym, ma największe osiągnięcia. Zasłynął z badań nad nowotworami, które rozpoczął prof. Stanisław Woyke i które przekazał potem prof. Wenancjuszowi Domagale… I uwaga na koniec: medycyna to moja pasja!

Z kolei prof. Machoy jako pierwszy w PAM wprowadził egzamin testowy będący formą sprawdzenia wiadomości. Za swoje osiągnięcie uważa zaangażowanie w utworzenie w PAM studiów doktoranckich. W latach 1996-2005 pełnił funkcję  pierwszego kierownika Studiów Doktoranckich PAM, a następnie przewodniczącego Rady Naukowej Studiów Doktoranckich PAM/PUM. Do tej pory na rzecz uczelni przepracował 67 lat i na razie nie planuje zaprzestania aktywności zawodowej. ©℗

(as)

Pogoda
14
na godz. 12:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Fontanna przy deptaku trysnęła kolorami
Zakwitły szczecińskie magnolie
Potańcówka w filharmonii z paprykarzem i oranżadą
Poprzedni Następny

Nekrologi

kondolencje

W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do sklepu
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie
Cyfrowy