poniedziałek, 23 września 2019.
Strona główna > Akcje Kuriera > Cały Szczecin w kwiatach 2019 > Zielony azyl na gruzowisku

Zielony azyl na gruzowisku [GALERIA]

Zielony azyl na gruzowisku
Data publikacji: 2019-08-19 10:33
Ostatnia aktualizacja: 2019-08-20 14:04
Wywietleń: 428 408661

Takich miejsc jest wiele w północnych, nadodrzańskich osiedlach miasta. To jednak jest zarazem ich zaprzeczeniem. Kipi zielenią, jest zawsze zadbane. A znajduje się ono konkretnie – jak mawia Grażyna Talarek, niezmiennie od lat jego gospodyni – „w jej wsi Golęcino”. Przy ruchliwej ul. Strzałowskiej, w bezpośrednim sąsiedztwie przystanku tramwajów.

Działka-ogród wciśnięta jest między dwie kamienice z szarymi, odrapanymi murami, pozostałości przedwojennej zabudowy. Po kolejnych wyburzeniach było tam gruzowisko. W tym kawałku przestrzeni między ulicą i ścianami szczytowymi budynków pani Grażyna potrafi spędzać całe dnie. Nastraja pozytywnie nie tylko ją, ale przy okazji cieszy oczy znajomych i sąsiadów, przypadkowych przechodniów, którzy zaglądają często przez płot, czasem zrewanżują się dobrym słowem.

- Ta działka daje mi żyć - mówi pani Grażyna. – Gdybym nie pielęgnowała, to byłoby jak wokół innych kamienic w okolicy. Mieszkam tu niemal od zawsze. Przez dwadzieścia lat, aż do renty, pracowałam w pobliskiej drogerii. Wszyscy mnie tu znają. Cieszy mnie ich życzliwość. Dlatego zawsze powtarzam, że mój dom i ogród są otwarte dla dobrych ludzi. A szczęście do nich miałam. Wygląda na to, że mam też szczęście do roślin. Większość tych, które tu teraz rosną, pochodzą z mojej własnej uprawy, jak choćby te bluszcze pnące się wokół pni części drzew i płożące się przy ścianie szczytowej kamienicy wokół wodnego oczka.

Pani Grażyna wspomina o tym, jaką dumą napawały ją piękne wysokie malwy. Te jednak w ubiegłym roku niemal wszystkie wymarzły. Posadziła nowe, ale już niemal wszystkie przekwitły. Opowiada też o niewypale, jaki okazały się tym razem nasturcje.

- Wysiałam ich chyba z dziesięć paczek. Tak pięknie kwitły zawsze do jesieni pod drzewami. W tym roku jest ich niewiele. Za to w miejscu po złamanym świerku, gdzie więcej teraz dochodzi promieni słońca, a gdzie nawiozłam z 200 l nowej ziemi, zakwitły mi słoneczniki. A za nagrodę w ubiegłorocznej edycji konkursu kupiłam m.in. magnolię. Posadziłam też pięć cyprysików, ale ocalał tylko jeden. Mimo podlewania - jednym tchem pani Grażyna wylicza ogrodowe sukcesy i porażki.

Pogoda ducha pani Grażyny nie opuszcza jak na osobę, którą los mocno doświadczył. I to już od dzieciństwa, wychowywaną nie przez matkę, ale macochę. Potem śmierć męża, samotne wychowywanie córek, a następnie poważne problemy ze zdrowiem: najpierw wylew, potem choroba nowotworowa. Jeszcze później wypadek i… amputacja nogi. Mimo protezy i tego, że przyszło jej poruszać się o kulach, czerpie codziennie radość z przebywania w otoczeniu pielęgnowanych przez siebie kwiatów, drzew i krzewów.

– Grabarzowi spod łopaty uciekłam – żartuje pani Grażyna. – Cieszę się, że udało mi się tych kilkaset metrów kwadratowych zieleni przy kamienicy zagospodarować tak jak mi się podoba, a nie pod sznurek, wedle ścisłych reguł sztuki ogrodniczej. Dla mnie ten ogród jest teraz całym światem. Miejscem wypoczynku i rehabilitacji. Zimą czytam książki i rozwiązuję krzyżówki, a od wiosny do jesieni całe dnie spędzam na dworze. Z tych zajęć w ogrodzie czerpię siłę, by żyć.

Na kilkuset metrach kwadratowych między szarymi murami kamienic rosną strzeliste, sięgające już dachów, brzozy i świerki. Są jabłonie, jarzębina, bez, a kącik wypoczynkowy otaczają rozłożysta forsycja i orzech włoski. Pod tym ostatnim w cieniu, dla relaksu między pieleniem i podlewaniem, stoi wiklinowy bujany fotel. Teraz pani Grażyna ma dodatkowo pod baldachimem kanapę. Do tego winorośl. A całość uzupełniają przycięte w kule bukszpany, kilka hortensji, tuje,  kwiatowe rabaty z dziurawcami, złocieńcami, rudbekią, miechunką, żurawkami, bezwonną maruną nadmorską, aksamitkami. Te ostatnie także w doniczkowych kompozycjach ustawione na ogrodowych meblach obok pelargonii i begonii. ©℗

Tekst i fot. Mirosław WINCONEK

Na zdjęciu: Działka przydomowa Grażyny Talarek między kamienicami przy ul. Strzałowskiej.

Zielony azyl na gruzowisku Zielony azyl na gruzowisku Zielony azyl na gruzowisku Zielony azyl na gruzowisku Zielony azyl na gruzowisku Zielony azyl na gruzowisku Zielony azyl na gruzowisku Zielony azyl na gruzowisku Zielony azyl na gruzowisku Zielony azyl na gruzowisku Zielony azyl na gruzowisku Zielony azyl na gruzowisku Zielony azyl na gruzowisku Zielony azyl na gruzowisku Zielony azyl na gruzowisku Zielony azyl na gruzowisku Zielony azyl na gruzowisku Zielony azyl na gruzowisku Zielony azyl na gruzowisku Zielony azyl na gruzowisku Zielony azyl na gruzowisku Zielony azyl na gruzowisku

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
14
na godz. 09:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
LESEN SIE MEHR

Filmy

Wokalne popisy na pl. Grunwaldzkim

Nekrologi

Sonda

Czy popierasz Marsz Równości?

W Kurierze Szczecińskim
Pierwsza strona
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do eKuriera
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie