piątek, 22 czerwca 2018.
Strona główna > Akcje Kuriera > Szkolny Pulitzer > Towarzyszą mi latające ryby

Towarzyszą mi latające ryby

Towarzyszą mi latające ryby
Data publikacji: 2017-02-16 14:00
Ostatnia aktualizacja: 2017-02-16 14:25
Wywietleń: 3810 215219

W naszej szkole miało miejsce niezwykłe wydarzenie. Odwiedził nas Aleksander Doba, nietypowy podróżnik, który mówi o sobie, że jest odkrywcą, kajakarzem, szybownikiem, posiadaczem złotej odznaki turystyki kolarskiej i patentu sternika jachtowego z rozszerzonymi uprawnieniami na rejsy morskie. Otrzymał dwie prestiżowe nagrody: pierwsza to „Podróżnik roku 2015”, przyznawana przez „National Geographic”, druga – to „Super Kolos 2013”. Wydał trzy książki: „Na oceanie nie ma ciszy”, „Na fali i pod prąd”, „Olo na Atlantyku”.

– Czy jest pan typem samotnika? W końcu pływa pan sam.

– Wbrew pozorom nie jestem typem samotnika. Lubię swój dom, rodzinę – przecież cały czas, gdy płynę, mam kontakt z żoną. Wiem, że w czasie rejsu wielu trzyma za mnie kciuki. To sprawia, że nie czuję się sam.

– Jakie cechy musi mieć człowiek, aby mu się chciało dokonać czegoś, wydawałoby się, niemożliwego?

– To, czego dokonałem, wymaga przede wszystkim silnej psychiki, umiejętności i doświadczenia marynarskiego. Jak widać po mnie, wiek nie gra roli.

– Czy podczas swoich wypraw spotkał pan piratów?

– Ale, jakich? Takich z Karaibów?

– Nowoczesnych, którzy są zagrożeniem, choćby dlatego że wymuszają okup.

– Jeśli chodzi o okup, to jedynie w Brazylii był incydent, kiedy spływałem Amazonką. Ale to byli tubylcy. Ograbili mnie do reszty, przetrzymując trzy dni. Parę dni wcześniej moi znajomi z Gdańska zginęli z rąk tubylców, o czym dowiedziałem się dopiero w Polsce. W ogóle w Brazylii nie czułem się zbyt komfortowo od samego początku. Za każdym razem coś mi ginęło. Bez wyjątku czy to było w dużym, czy małym mieście. W Fortalezie, mieście ponadmilionowym, po którym przechadzałem się porządnie ubrany i z aparatem fotograficznym na wierzchu, pewna Brazylijka zapytała mnie, czy się nie boję. Odpowiedziałem, że czego mam się bać, skoro wokół mnie jest tłum ludzi. Wtedy ona wytłumaczyła mi, że w mieście są gangi, które podchodzą w biały dzień, przykładają nóż i już nic nie mam. Tłum nie reaguje. Dało mi to do myślenia i od następnego dnia chodziłem po Fortalezie jak obdartus.

– Czy jest pan człowiekiem spełnionym?

– Jestem zdrowy, młody duchem. Mam rodzinę, żonę, dzieci, wnuczki. Nie mam wnuka, dlatego wszyscy mi mówią, że nie jestem dziadkiem, a tylko mężem babci.

– A człowiekiem spełnionym medialnie? W końcu zyskał pan popularność, i to nie tylko w Polsce, przepływając samotnie kajakiem Atlantyk.

– Dodam, że jako pierwszy przepłynąłem kajakiem Atlantyk od kontynentu do kontynentu. Poprzednicy przepływali ten ocean z wyspy na wyspę. Byli to Niemcy: Roemer w 1929 roku i Lindemann w 1961 roku oraz pewien Brytyjczyk w roku 2001.

– Czy płynąc, spotyka pan na oceanie jakieś istoty?

– Bywał rekin, żółwie, spotykam ludzi na statkach. Ale zawsze towarzyszą mi latające ryby.

– Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Ryszard MROCZKO

(nauczyciel geografii, Zespół Szkół Publicznych w Radowie Małym)

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
17
na godz. 15:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
Przez granice
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
Uber die grenzen
LESEN SIE MEHR

Filmy

Strefa kibicowała naszym
Odsłonięcie pomnika Lecha Kaczyńskiego
Finalistki Gryfii na plenerze cz.2
Poprzedni Następny

Nekrologi

W Kurierze Szczecińskim
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do sklepu
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie
Cyfrowy