poniedziałek, 23 września 2019.
Strona główna > Sport > Kolarstwo. Jak maj, to matury i Wyścig Pokoju

Kolarstwo. Jak maj, to matury i Wyścig Pokoju

Kolarstwo. Jak maj, to matury i Wyścig Pokoju
Data publikacji: 2019-05-25 08:11
Ostatnia aktualizacja: 2019-05-25 08:11
Wywietleń: 893 393278

W czasach komunizmu nie było w kraju imprezy sportowej, która wzbudzałaby większe zainteresowanie, emocje, jak kolarski Wyścig Pokoju. Rozgrywany był zawsze w maju w latach 1948-2006, ale praktycznie po roku 1989 przestał pełnić rangę znaną z lat wcześniejszych.

To był wyścig rozgrywany zawsze w maju, nierozłącznie kojarzony z maturami, w którym ważne role odgrywali kolarze ze Szczecina, Nowogardu czy Stargardu. Bernard Pruski, Rajmund Zieliński, Czesław Polewiak, Wojciech Matusiak, Józef Mikołajczyk, Stanisław Labocha, Bernard Kręczyński, Zbigniew Szczepkowski, Sławomir Krawczyk i Artur Krasiński godnie reprezentowali nasz region w najważniejszej amatorskiej kolarskiej imprezie na świecie.

Jako pierwszy w roku 1957 zaprezentował się trenujący na co dzień w Stargardzie Bernard Pruski. To był świetny start naszego debiutanta, który ukończył zmagania w klasyfikacji indywidualnej na wysokim piątym miejscu. Wypadł najlepiej ze wszystkich Polaków. Później już nigdy żaden kolarz z regionu nie powtórzył tak znakomitego osiągnięcia.

Wyścig Pokoju w roku 1957 przechodził swoje apogeum. Rok wcześniej zwyciężył w nim Stanisław Królak, czym wprawił miliony Polaków w stan niespotykanej wcześniej sportowej euforii. Wyścig Pokoju nigdy wcześniej ani później nie był tak popularny, a sportowcy w nim uczestniczący tak bohaterscy.

Gomułka w loży honorowej

Wystarczy wspomnieć, że finisz ostatniego etapu w roku 1957 zaplanowano na Stadionie X-lecia w Warszawie, gdzie na sześć godzin przed walką o zwycięstwo obecnych było już ponad 100 tys. ludzi z I sekretarzem partii Władysławem Gomułką na czele.

Pochodzący z Nowogardu Rajmund Zieliński uczestniczył w Wyścigu Pokoju aż pięć razy. Wygrał trzy etapy, pięć razy był trzeci. Najlepiej poszło mu w jego czwartym starcie w roku 1965. Zajął wtedy miejsce w pierwszej dziesiątce, konkretnie dziewiąte. Jako pierwszy Polak wygrał jazdę indywidualną na czas. Nie ma w naszym regionie drugiego kolarza, który tak często rywalizował w najważniejszej wówczas kolarskiej imprezie w naszym kraju. Było to w latach 1962-66.

Wyścig Pokoju z roku 1965 na trwałe przejdzie do historii polskiego kolarstwa z tego powodu, że po raz pierwszy jazdę indywidualną na czas wygrał właśnie Polak. Był nim Rajmund Zieliński, który triumfował na trasie z Clumeca do Pardubic. Nasz kolarz nie znalazł litości dla faworytów czasówki. Za nim przyjechali na metę świetni Rosjanie: Lebiediew, Melichow, Pietrow, a także legendarny Klaus Ampler.

– Miałem ogromną satysfakcję – mówi Zieliński. – Czułem się kolarzem spełnionym. Wygrywałem już etapy na stadionie, na polskiej ziemi, ale czasówki wcześniej nie wygrał żaden Polak – nawet Stanisław Królak.

Po raz ostatni Rajmund Zieliński wystartował w Wyścigu Pokoju w roku 1966. To był wyścig szczególny, bo finisz jednego z etapów zaplanowano na stadionie Pogoni Szczecin.

– To był ostatni etap na polskiej ziemi – mówi R. Zieliński. – Chyba za bardzo chciałem wygrać. Przez całą trasę przytrafiały mi się różne przygody.

Wizyta w zakładzie odzieżowym

Po etapie z metą na stadionie Pogoni nastąpił dzień przerwy. Polscy kolarze zapraszani byli do zakładów pracy na towarzyskie spotkania.

– My byliśmy między innymi w zakładzie odzieżowym „Odra” – wspomina R. Zieliński. – Otrzymaliśmy między innymi najnowsze kurtki dżinsowe, opowiadaliśmy pracownikom załogi o wyścigu, życiu prywatnym, każdy chciał wiedzieć o nas wszystko. Co ciekawe, niektórzy moi koledzy w kieszeni darowanych kurtek znajdowali listy miłosne z adresami szczecińskich dziewcząt, które chętnie bliżej poznałyby naszych kolarzy. Ja oczywiście żadnego liściku nie dostałem, byłem już żonaty.

Czesław Polewiak z Nowogardu brał udział w Wyścigu Pokoju trzy razy. Dwa razy udało mu się stanąć na podium w wyścigu etapowym. Był godnym kontynuatorem nowogardzkich kolarskich tradycji. W roku 1966 debiutował w wielkiej kolarskiej imprezie, a jego starszy kolega z Nowogardu – Rajmund Zieliński zaliczał swój ostatni występ.

– Nasza znajomość nie miała żadnego wpływu na to, że znalazłem się w drużynie na Wyścig Pokoju – mówi Czesław Polewiak. – Każdy z nasz miał swoje zadania i musiał się z nich wywiązywać.

Premie w Goleniowie i Nowogardzie

Dla Czesława Polewiaka najważniejszy etap rozgrywany był na ziemiach polskich, a konkretnie z Koszalina do Szczecina. Było to w roku 1972.

– Nie dość, że finisz zaplanowano w Szczecinie, to jeszcze dwie lotne premie w Nowogardzie i Goleniowie, czyli w moich rodzinnych stronach – mówi Czesław Polewiak. – Oczywiście chciałem się pokazać na wszystkich ważnych dla mnie finiszach.

Polewiak wygrał lotną premię w Nowogardzie, a w Goleniowie był trzeci. Blisko czołówki jechał też ulicami Szczecina. Gdy peleton znajdował się już przy ul. Twardowskiego, nastąpiła kraksa, w której uczestniczył również Polewiak.

Wojciech Matusiak brał udział w Wyścigu Pokoju trzy razy. W roku 1970 zajął wysokie dziewiąte miejsce w klasyfikacji generalnej. Wygrał ostatni etap na ulicach Berlina w 25. rocznicę zakończenia II wojny światowej, co miało wydźwięk mocno symboliczny. W roku 1976 był już kolarzem doświadczonym i wybrano go na kapitana zespołu, którego liderem i zwycięzcą okazał się Ryszard Szurkowski.

Matusiak zdobył Berlin

Wyścig Pokoju z roku 1970 przeszedł do historii jako jeden z największych sukcesów w dziejach polskiego kolarstwa, a jego współtwórcą był między innymi kolarz Arkonii Szczecin Wojciech Matusiak. Wyścig stał pod znakiem niespotykanej wcześniej dominacji jednego zespołu.

Peletonem rządzili Polacy, którzy wygrywali jak chcieli. Triumfowali drużynowo z ogromną przewagą, a indywidualnie najlepszym okazał się Ryszard Szurkowski. Nigdy później szczeciński kolarz nie wygrywał już etapu w Wyścigu Pokoju.

– Pamiętam, że każdego dnia w każdym mieście kolarze i oficjele odwiedzali pamiątkowe miejsca, pomniki, groby i składali wiązanki kwiatów – mówi W. Matusiak. – Tak było nie tylko w tamtym roku, ale zawsze podczas każdego wyścigu.

Józef Mikołajczyk, Stanisław Labocha i Bernard Kręczyński to byli kolarze, którzy tylko raz pokazali się w Wyścigu Pokoju. Dostać się do polskiej reprezentacji w pierwszej połowie lat 70. ubiegłego wieku było bardzo ciężko, a im się to udało. Spektakularnych wyczynów nie odnotowali, ale zaznaczyli swoją obecność i ścigali się z najlepszymi amatorskimi kolarzami na świecie.

Kapitan Kręczyński

Postawa polskiej reprezentacji podczas Wyścigu Pokoju w roku 1974 przeszła do legend jako jedna z bardziej brawurowych i efektownych w całej historii polskiego kolarstwa szosowego. Polskie kolarstwo szosowe było w okresie rozkwitu. Rok wcześniej Szurkowski został mistrzem świata, a Szozda wicemistrzem, a w roku 1974 tytuł przypadł w udziale Januszowi Kowalskiemu.

Bernard Kręczyński wywodził się ze sportowej rodziny. Jego mama była siostrą Bernarda Pruskiego – pierwszego w dziejach zachodniopomorskiego kolarstwa uczestnika Wyścigu Pokoju. Wyścig Pokoju z roku 1974 przeszedł do historii z jeszcze jednego powodu. Pięciu na sześciu reprezentantów wywodziło się z klubów LZS. To był ewidentny dowód na to, że utworzenie LZS wiele lat wcześniej było znakomitym pomysłem i przynosiło spodziewane efekty.

Debiutujący w Wyścigu Pokoju Bernard Kręczyński, mając zaledwie 24 lata, został kapitanem zespołu, w którym jechali tacy kolarze, jak: Tadeusz Mytnik, Stanisław Szozda czy Józef Kaczmarek. Zwycięzcą całego wyścigu został Szozda, który jeden z etapów wygrał w Szczecinie, natomiast reprezentacja Polski wygrała klasyfikację drużynową, która przez wszystkie drużyny traktowana była bardzo prestiżowo.

W roku 1980 wystartował wychowanek LZS Nowogard Zbigniew Szczepkowski, który wyścig ukończył na 21. miejscu. Był jednym z aktywniejszych kolarzy wyścigu. W klasyfikacji na najaktywniejszego kolarza niemal do końca walczył o fioletową koszulkę z Olafem Ludwigiem z NRD. Urodzony w Nowogardzie kolarz pokazał się jeszcze podczas 40-kilometrowej jazdy na czas, w której uplasował się na 8. miejscu.

W roku 1986 wystąpił Sławomir Krawczyk, który zakończył zmagania na 23. miejscu. To był szczególny występ z tego powodu, że został zbojkotowany przez wiele zachodnich krajów z uwagi na katastrofę jądrową w Czernobylu. Nikt rozsądny i odpowiedzialny nie dopuściłby dziś do rozpoczęcia imprezy, ale w tamtym czasie żyliśmy w zupełnie innej rzeczywistości.

Informacja, która obiegła całą Europę, stała się tematem tabu w ówczesnym ZSRR i krajach bloku socjalistycznego. Zawodnicy wystartowali kilkanaście dni po katastrofie w Czernobylu. Mieli udowodnić światu, że była to drobna awaria.

Artur Krasiński zaprezentował się w dwóch wyścigach – w roku 1998 i 2002. Dwa razy stanął na podium wyścigu etapowego, wygrał klasyfikację górską i zajął trzecie miejsce w klasyfikacji aktywnych. ©℗

Wojciech PARADA

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
12
na godz. 03:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
LESEN SIE MEHR

Filmy

Wokalne popisy na pl. Grunwaldzkim

Nekrologi

Sonda

Czy popierasz Marsz Równości?

W Kurierze Szczecińskim
Pierwsza strona
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do eKuriera
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie