piątek, 23 sierpnia 2019.
Strona główna > Sport > Piłka nożna. Listkowski czekał ponad 500 dni

Piłka nożna. Listkowski czekał ponad 500 dni

Piłka nożna. Listkowski czekał ponad 500 dni
Data publikacji: 2019-08-13 15:57
Ostatnia aktualizacja: 2019-08-14 05:25
Wywietleń: 918 408229

W wyjściowym składzie sobotniego meczu Pogoni Szczecin z Wisłą Kraków wystąpił 21-letni Marcin Listkowski, który w trzech poprzednich spotkaniach pełnił rolę dublera. Tym razem trener Kosta Runjaic zaufał piłkarzowi od początku i się nie zawiódł.

Listkowski nie zawsze podejmował optymalne decyzje, ponownie nie zdobył gola, nie zaliczył asysty. To był jego 69 występ na poziomie ekstraklasy, a piłkarz wciąż oczekuje na swoją premierową bramkę. W sobotę zagrał w barwach Pogoni na poziomie ekstraklasy w wyjściowym składzie po raz pierwszy od 10 marca ubiegłego roku. Minęło zatem 519 dni. Całkiem sporo.

Listkowski miewał już lepsze mecze w Pogoni, najlepiej czuł się w rundzie wiosennej za kadencji trenera Kazimierza Moskala w roku 2017, kiedy był jeszcze juniorem. Od tamtej pory przestał się rozwijać. Obecnie znajduje się przed olbrzymią szansą. Kontuzji doznał Kamil Drygas, a klub nie zamierza w jego miejsce pozyskiwać kolejnych graczy. Chce w ten sposób ułatwić zadanie młodym zawodnikom, do których Listkowski wciąż się zalicza.

Młodzi gracze szczególnie w Pogoni otrzymują bardzo duży kredyt zaufania. Daje się im szanse, stwarza warunki, ale przeskok z piłki juniorskiej do tej profesjonalnej wydaje się większości z nich nie do przebrnięcia. Szybko zadowalają się pozycją młodych, zdolnych, utalentowanych.

Marzenia młodych piłkarzy

Zamiast myśleć o zawojowaniu polskiej ekstraklasy, szukają mniejszych wyzwań – wypożyczenia do niższych lig, gdzie o miejsce w składzie wcale nie jest tak łatwo. Z drugiej strony, nie potrafiąc wywalczyć sobie miejsca w drużynie ze słabej ligi europejskiej, marzą o wyjeździe zagranicznym, większych pieniądzach, nie skupiając się na najważniejszym – nauce, rozwoju i szkoleniu.

Marcin Listkowski wrócił do Pogoni po rocznym wypożyczeniu z Rakowa Częstochowa, z którym uzyskał awans do ekstraklasy, z którym dotarł do półfinału Pucharu Polski, gdzie uznany został za najlepszego piłkarza sezonu. To rekomendacja absolutnie wystarczająca do tego, by ubiegać się o miejsce w składzie drużyny będącej wciąż na dorobku, stwarzającej szanse na zaistnienie praktycznie każdemu wybijającemu się młodemu piłkarzowi, których w Pogoni jest wbrew obiegowym opiniom bardzo niewielu.

Pierwszy mecz w podstawowym składzie w wykonaniu Listkowskiego wypadł okazale. Absolutnie jednak nie można powiedzieć o tym spotkaniu, że zostało rozegrane perfekcyjnie. Zauważało się brak pewności siebie, nie zawsze najlepsze wybory, kłopot z umiejętną oceną sytuacji.

Listkowski zaimponował jednak ambicją i bardzo okazałymi statystykami. Pokazał, że mu zależy, że jest zdeterminowany, lubi walczyć i umie to robić. To cechy, którymi mógł swojemu trenerowi zaimponować. Umiejętności piłkarskie są na wysokim poziomie, brakuje ogrania, dyscypliny i większej swobody w działaniach ofensywnych. To przyjdzie.

Duża aktywność

Mecz z Wisłą był bardzo dobrym impulsem zarówno dla zawodnika, jak i trenera, który może przekona się do 21-latka na dobre. Listkowski mimo dość sporej aktywności wciąż ma problem z dojściem do pozycji strzeleckiej. W meczu z Wisłą nie oddał ani jednego strzału. Dwie jego próby zostały zablokowane. To na pewno duży problem zawodnika uchodzącego za stricte ofensywnego.

Piłkarz nie wykonał też ani jednego otwierającego podania, zaliczył tylko jedno celne podanie w pole karne przeciwnika. Te liczby muszą być poprawione. Był jednak aktywny w polu karnym, aż trzy razy miał piłkę przy nodze w polu bramkowym. Żaden inny piłkarz Pogoni nie był w tym elemencie lepszy.

Znacznie bardziej efektowne są jego statystyki biegowe. Tym naprawdę zaimponował. Dużo biegał, starał się, wykazywał się ogromną ochotą do gry. Miało się wrażenie, że czasem był nawet mocno przemotywowany. Kilka razy leżał na boisku po bolesnych starciach. Szybko się podnosił i gotowy był do kolejnych pojedynków.

Listkowski cieszył się dużym zaufaniem kolegów. Podczas 87 minut gry, w których przebywał na boisku, adresowanych było w jego stronę aż 36 podań. Tylko Zvonimir kozulj i Tomas Podstawski otrzymali więcej podań, ale zaledwie o trzy. Trzeba jednak pamiętać, że obaj przebywali na boisku kwadrans dłużej. Mecz z uwagi na liczne przerwy w grze trwał aż 102 minuty. Sędzia doliczył dość sporo czasu.

Najwięcej wygranych pojedynków

Listkowski wraz z Podstawskim wygrali najwięcej pojedynków – po 10. Nasz młodzieżowiec przyjął wyzwanie, mocno się postawił i walczył twardo, był nieustępliwy. Wykonał dwa udane dryblingi. Więcej miał na swoim koncie tylko Adam Buksa – trzy.

Nasz młodzieżowiec był natomiast liderem pod względem odbiorów. W całym meczu zaliczył ich cztery. Kolejni w tej klasyfikacji Podstawski i Zech, czyli piłkarze stricte defensywni, mieli ich na koncie po trzy. Ponadto Listkowski zanotował dość sporo strat – aż dziewięć, ale wynikało to z wielu prób w ofensywie, bardzo często nieudanych i w tym elemencie istnieją jeszcze bardzo duże rezerwy.

Piłkarz w całym meczu nie przebiegł zbyt dużego dystansu. Nie przekroczył nawet bariery 10 kilometrów (dokładnie 9,79). Przebiegł mniej więcej dwa kilometry mniej od innych piłkarzy ze środkowej formacji: Kowalczyka (12,08, najwięcej w zespole), Kozulja (11,91) czy Podstawskiego (11,79).

Listkowski jednak wykonał bardzo dużą liczbę sprintów, a to u wielu szkoleniowców jest zdecydowanie bardziej cenne od ogólnej liczby przebiegniętych kilometrów. Listkowski w całym meczu wykonał 14 sprintów, czyli osiągnął prędkość powyżej 25 km/h. Tylko jeden piłkarz w drużynie wykonał więcej sprintów. Jakub Bartkowski miał ich na koncie jeden więcej. Ponadto Listkowski miał drugą w zespole najwyższą prędkość wykonanego sprintu na poziomie 32,5 km/h.

Spore rezerwy

To był w sobotę piłkarz, który zaprezentował się z wciąż sporymi rezerwami piłkarskimi, ale wypadł znakomicie pod względem waleczności, szybkości, cech typowo wolicjonalnych. Jeżeli będzie otrzymywał szanse regularnie, to na pewno w każdym z kolejnych meczów powinno być tylko lepiej.

To może być piłkarz, który z kontuzji Kamila Drygasa zyska najwięcej. Tak bardzo często bywa w sporcie, choć nikt nikomu niczego złego oczywiście nie życzy. Jeżeli w Pogoni jest obecnie młody piłkarz, który realnie może wzmocnić zespół, nieco go zmienić, przetasować nieco hierarchię w szatni, to Listkowski jest piłkarzem idealnym.

To może być podstawowy kandydat do dobrego zagranicznego transferu w przyszłorocznym letnim okienku transferowym, a ten element w Pogoni wciąż spełnia rolę absolutnie priorytetową. Piłkarz ma jeszcze 1,5 roku kontraktu i jest to dla niego, ale też dla klubu ostatni dzwonek, żeby wykorzystać w pełni potencjał, możliwości, żeby grać na miarę talentu.

W Częstochowie nabrał pewności siebie, Raków mocno zabiegał o pozyskanie piłkarza, oferując 300 tys. euro, ale oferta okazała się niesatysfakcjonująca. Beniaminek ekstraklasy wiedział jednocześnie, że Listkowski w myśl nowych przepisów jest jeszcze młodzieżowcem, przez co może rozwiązać wiele problemów klubu z Częstochowy.

I-ligowa korzyść

Listkowski jest jednym z nielicznych młodych piłkarzy Pogoni, który podczas wypożyczenia w klubie z I ligi naprawdę potrafił udowodnić, że jego miejsce jest w ekstraklasie. Przed nim takimi piłkarzami byli jedynie: Jakub Piotrowski, Dawid Kort i Łukasz Zwoliński. Każdy z nich po powrocie do Pogoni umiał odnaleźć się w nowej sytuacji już w wyższej klasie rozgrywkowej.

Piotrowski rok po powrocie z wypożyczenia ze Stomilu został sprzedany za 2 mln euro do belgijskiego Genk, Kort pół roku po powrocie z wypożyczenia do Bytovii stał się liderem środkowej formacji w Pogoni, po kolejnym roku jej kapitanem, kandydatem na lidera i dobry zagraniczny transfer.

Zwoliński rok po powrocie z wypożyczenia z Górnika Łęczna otrzymał propozycje transferu do tureckiego Bursasporu, ale dla klubu kwota 700 tys. euro okazała się zbyt niska. Piłkarz rok po powrocie z Łęcznej miał na koncie 20 zdobytych goli w ekstraklasie.

Oczywiście zarówno Kort, jak i Zwoliński nie umieli utrzymać swojej formy zbyt długo, później raczej zawodzili, ale w krótkim czasie, kilku lub kilkunastu miesięcy od powrotu do Pogoni z wypożyczenia do I ligi, potrafili wejść na wyższy poziom i swoją szansę początkowo wykorzystywali.

Jest duża szansa, że to samo nastąpi z Listkowskim. Ma wszelkie predyspozycje, żeby stać się w Pogoni piłkarzem podstawowym, a nawet wiodącym. W życiu piłkarzy pojawiają się momenty, kiedy muszą umieć złapać swoją szansę, a ta niewątpliwie pojawia się przed Listkowskim, tym bardziej że wciąż jest młodzieżowcem i dzięki temu będzie w nieco uprzywilejowanej sytuacji względem starszych piłkarzy. ©℗ 

Wojciech PARADA

Fot. R. Pakieser

Komentarze

Kibic
Listkowski musi nauczyć się szybciej podawać piłkę bo na razie za długo ją holuje i nic z tego nie wychodzi
2019-08-14 00:41:06

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
26
na godz. 15:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
LESEN SIE MEHR

Filmy

Zawieszanie i zdejmowanie baneru z siedziby PiS

Sonda

Czy trasy alternatywne pozwalają szybciej dojechać nad morze?

 

W Kurierze Szczecińskim
Pierwsza strona
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do eKuriera
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie