piątek, 15 listopada 2019.
Strona główna > Sport > Piłkarze, którzy odeszli - Jarosław Biernat

Piłkarze, którzy odeszli - Jarosław Biernat

Piłkarze, którzy odeszli - Jarosław Biernat
Data publikacji: 2019-11-01 10:45
Ostatnia aktualizacja: 2019-11-01 12:50
Wywietleń: 568 425556

1 listopada wspominamy tych, którzy odeszli. W ciągu ostatniego roku pożegnaliśmy miedzy innymi piłkarzy grających na wysokim poziomie w Pogoni Szczecin. 

W wielkanocną sobotę, kiedy piłkarze Pogoni odnosili efektowne zwycięstwo nad Zagłębiem w Lubinie, odszedł od nas na zawsze 58-letni Jarosław Biernat. Był wychowankiem Pioniera Szczecin, ale bardzo szybko stał się graczem Pogoni.

Wypatrzył go Joachim Gacka – w latach 60. ubiegłego wieku znakomity rozgrywający w Pogoni Szczecin, natomiast w latach 70. trener drużyny juniorów. Też już nie ma go wśród nas. Biernat trafił do dużej grupy piłkarzy, którzy terminowali później w zespole rezerw prowadzonym przez Eugeniusza Różańskiego.

Byli tam tacy piłkarze, jak: Marek Włoch, Krzysztof Urbanowicz (obu również nie ma wśród nas), Jerzy Kruszczyński, Marek Anioła, Krzysztof Jędrzejewski, Janusz Turowski, Dariusz Krupa, Krzysztof Zięcik czy Marek Siwa. Każdy z nich grał później w ekstraklasie.

Jarosław Biernat zadebiutował w ekstraklasie, nie mając jeszcze skończonych 18 lat. W inauguracyjnym spotkaniu nowego sezonu z ŁKS w Łodzi Hubert Fiałkowski (nie żyje od kilku lat) wystawił nastolatka obok takich piłkarzy, jak: Marek Szczech, Zbigniew Czepan (obaj odeszli kilka lat temu), Adam Kensy, Jerzy Stańczak. W sezonie 1978/79 debiutowali jeszcze inni nastolatkowie: Turowski, Zięcik, Krupa, Anioła.

Degradacja po 13 latach

Napływ młodzieży do pierwszego składu był zbyt duży, zbyt gwałtowny. Pogoń po 13 latach nieprzerwanej gry w ekstraklasie spadła o szczebel niżej. 18-letni Biernat nawet nie pamiętał jak to jest, gdy Pogoń gra w drugiej lidze. Po raz ostatni było to przecież w sezonie 1965/66, kiedy Biernat miał zaledwie pięć lat, chodził do przedszkola i nie mógł się jeszcze interesować piłką nożną.

Jego przygoda z dorosłym futbolem zaczęła się zatem od dużego rozczarowania, od degradacji, ale to jeszcze nie wszystko. Latem 1979 r. wraz z Januszem Turowskim i Dariuszem Krupą wyjechał na finałowy turniej mistrzostw Europy juniorów do Austrii.

Biernat miał za sobą już 19 meczów w ekstraklasie, zdobył dwa gole, Turowski osiem meczów i dwa gole, a Krupa pięć spotkań. Polski zespół miał być jednym z faworytów, dla trójki młodych portowców miała to być rekompensata za degradację, jaka ich spotkała w ich pierwszym sezonie gry w seniorach. W rywalizacji juniorów też przyszło niepowodzenie. Polski zespół nie wyszedł z grupy, rozczarował i pozostawił po sobie złe wrażenie.

1 października 1979 roku drużynę Pogoni przejął Jerzy Kopa i wtedy wszystko się zmieniło. Biernat, podobnie jak jego reprezentacyjni rówieśnicy, musiał stawiać czoła lokalnym rywalom Stali Stocznia i Arkonii zamiast gigantom polskiego futbolu Legii czy Widzewowi. To była trudna nauka, ale dwa lata spędzone na zapleczu ekstraklasy tych piłkarzy mocno ukształtowały.

Tyczkowaty chudzielec

W roku 1981 Pogoń powróciła do ekstraklasy, a Biernat był jej kluczowym graczem. Co ciekawe, nigdy do końca nie został sprofilowany. Był piłkarzem ofensywnym, ale trudno było o nim powiedzieć, że to napastnik. Na pewno nie. Na pewno nie był też klasycznym rozgrywającym ani skrzydłowym. Był piłkarzem wysokim, trochę tyczkowatym, chudym, stąd jego przezwisko „Suchy”, ale świetnie umiał zdobywać przestrzeń.

Bardzo często pełnił rolę tzw. wolnego elektrona, umiał znaleźć się w miejscu, gdzie rywalowi groziło największe niebezpieczeństwo. Dobrze grał głową, umiał ustawić się w polu karnym przy stałych fragmentach gry, kilka bramek w takich sytuacjach zdobył.

Rundę jesienną roku 1981 Pogoń zakończyła na pierwszym miejscu w tabeli, natomiast wiosnę Biernat wraz z Turowskim i Krupą rozpoczęli od ćwierćfinałowych meczów młodzieżowych mistrzostw Europy z Anglią. Faworytem byli rywale, którzy w pierwszym meczu rozgrywanym w Warszawie wygrali 2:1 i rewanż wydawał się być formalnością. Tak jednak nie było.

W Londynie Polacy odrobili straty, prowadzili 2:1 i wykonywali rzut karny, którego nie strzelił Dariusz Wdowczyk. Polacy mieli awans na wyciągnięcie ręki, ale po zmarnowanym karnym oddali inicjatywę, stracili drugiego gola i skończyło się wynikiem 2:2 premiującym przeciwnika. Od tamtej pory żadna młodzieżowa reprezentacja Polski nie miała tak dużych szans na awans do strefy medalowej. Jednym z piłkarzy tej drużyny był Biernat i nie był to koniec jego reprezentacyjnej przygody.

Upomniał się Piechniczek

W sezonie 1982/83 regularnie był powoływany do reprezentacji olimpijskiej, natomiast wiosną 1983 roku upomniał się o niego trener pierwszej reprezentacji Antoni Piechniczek. Przed polską reprezentacją był mecz ostatniej szansy na awans do finałowego turnieju mistrzostw Europy przeciwko drużynie ZSRR.

Piechniczek powołał dwóch debiutantów z Pogoni Adama Kensego i Jarosława Biernata. Ten pierwszy zagrał od pierwszej minuty, był jednym z najlepszych piłkarzy na boisku, Biernat miał wejść na boisko w drugiej połowie. Ostatecznie w roli zmienników wystąpili Andrzej Iwan i Dariusz Dziekanowski.

Biernat już nigdy później powołania do pierwszej reprezentacji Polski nie otrzymał, to był jego ostatni kontakt z drużyną narodową, a nie miał jeszcze nawet 23 lat. Niektórzy mówią, że dlatego że przeszedł do Legii, których piłkarzy Piechniczek tolerował z dużą rezerwą.

Wiosna 1983 roku była najlepszym okresem w karierze Jarosława Biernata. Powołanie na mecz z ZSRR otrzymał po dziewięciu kolejkach rundy wiosennej, w których zdobył dziewięć goli. Popisał się hat trickiem w spotkaniu z GKS Katowice, strzelał gole jak na zawołanie niemal w każdym spotkaniu. Przeciwko kroczącemu po mistrzowski tytuł Lechowi i w ostatnim do obecnego roku wyjazdowym, zwycięskim meczu w Warszawie przeciwko Legii.

Wiosną 1983 roku był prócz grającego w Gwardii Warszawa Dariusza Dziekanowskiego najbardziej gorącym piłkarskim towarem. Latem 1983 roku Dziekanowski trafił do Widzewa Łódź, a Biernat do Legii Warszawa, gdzie ponownie spotkał się ze swoim kompanem z Pogoni Januszem Turowskim.

Najskuteczniejszy gracz Legii

W Legii była plejada piłkarskich znakomitości włącznie z medalistami mistrzostw świata, ale Biernat nie miał żadnych problemów z miejscem w składzie. Był absolutnie pierwszym wyborem, zagrał w największej liczbie spotkań (29), był drugim najlepszym strzelcem (7 goli) za Andrzejem Buncolem. W kolejnym sezonie było podobnie. Biernat zagrał w 28 meczach i tym razem był najskuteczniejszym piłkarzem w zespole. Zdobył 8 goli.

Przez trzy sezony utrzymywał równą, wysoką, reprezentacyjną formę. Wrócił do Pogoni, ale tylko na pół roku. Nie był już graczem, jakim go pamiętaliśmy. Cała Pogoń grała słabo, a Biernat nie pomagał. W przerwie zimowej sezonu 1985/86 wyjechał z Januszem Turowskim nielegalnie do RFN.

Obaj otrzymali angaż w Eintrachcie Frankfurt, ale musieli odbyć roczną karencję spowodowaną dyskwalifikacją. Turowski zrobił w Bundeslidze karierę, ale Biernat już nie. Na poziomie Bundesligi zagrał w 12 meczach i zdobył jednego gola, w II Bundeslidze wystąpił w 39 spotkaniach i zdobył 7 goli, dwa razy zagrał w rozgrywkach o Puchar Zdobywców Pucharów.

Los tak chciał, że w latach 80., najlepszych w dziejach Pogoni, Biernata nie było w drużynie odnoszącej swoje największe sukcesy. W roku 1984, kiedy Pogoń zajęła trzecie miejsce, Biernat był piłkarzem Legii, natomiast w roku 1987, kiedy Pogoń zostawała wicemistrzem Polski, Biernat był już piłkarzem Eintrachtu. W pamięci pozostanie jako piłkarz niezwykle utalentowany, ale jednak niespełniony. ©℗

Wojciech PARADA

Komentarze

Tak było.
W Legii była plejada piłkarskich znakomitości włącznie z medalistami mistrzostw świata.... Wiemy dlaczego. LWP.
2019-11-01 12:47:22

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
9
na godz. 12:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
LESEN SIE MEHR

Filmy

Z wielką flagą przez Szczecin

Nekrologi

Sonda

Czy ścieżki wydeptane przez pieszych na trawnikach, poboczach i skwerach powinny być uwzględniane przez projektantów miejskich przestrzeni?

 

W Kurierze Szczecińskim
Pierwsza strona
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do eKuriera
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie