wtorek, 15 października 2019.
Strona główna > Blogi > Artur D. Liskowacki > Aronia losu nietoperza

Aronia losu nietoperza

Wywietleń: 1636
Bartłomiej Misiewicz znów błysnął jako gwiazda mediów. Tym razem – jak się wydaje – był to błysk pożegnalny, jako że kawaler medalu „Za Zasługi dla Obronności Kraju”, były rzecznik MON i członek różnych rad nadzorczych przeczołgany został przez specjalną partyjną komisję PiS (złożoną z tych, co jeszcze parę dni wcześniej go bronili i zbywali żartem zarzuty opozycji wobec niego) i uznany za niemającego kwalifikacji do niczego spośród tego, do czego jeszcze niedawno je miał.

Na odchodne (także z PiS) użalił się przed kamerami nad swoim losem, pytając dramatycznie: „Gdzie młodzi ludzie mają się uczyć warsztatu?!”.

Jeśli byliby to tacy młodzi jak pan Bartłomiej, to odpowiem krótko: najlepiej w warsztacie.

* * *

O Misiewiczu i o jego „sprawie” napisano już i powiedziano bardzo wiele. Chyba nawet za wiele. To wstyd, że tyle czasu przyszło się nam zajmować losami młodego człowieka bez wykształcenia – przed polityczną karierą mającego w CV jedynie pracę pomocnika w aptece „Aronia” w Łomiankach – który przez dziwne meandry polityki i niezbadane wiry psychiki swego protektora-ministra pływał w głównym nurcie narodowych spraw jak niezatapialna boja.

Która nie ma boja (przed nikim).

* * *

Co smutne i zabawne zarazem – czepiały się tej boi obie strony politycznej sceny. Opozycja chwytała się Misiewicza, by wykazać na jego przykładzie jaką złą i głupią władzą jest władza. A obóz rządzący bujał się przy Misiewiczu, by pokazać jaką złą i głupią opozycją jest opozycja, która czepia się spraw błahych i nie zajmuje się naprawdę ważnymi dla państwa.

Jednak najradośniej się przy tej boi pławił Macierewicz, dowodząc jej niezatapialnością swojej własnej tratwy.

Ale i Prezes miał z Misiewicza korzyść, bo wyrażając, co jakiś czas, swoje niezadowolenie, że boja wciąż chybocze na fali, dawał suwerenowi do zrozumienia, że co złego (i głupiego), to nie ja.

Pod koniec i Prezydent dołączył do Prezesa w tej mierze, i też zyskał okazję do wykazania się dezaprobatą wobec ulubieńca nielubianego ministra, a co za tym idzie, do zamanifestowania tego, co manifestuje stosunkowo rzadko.

Ba, Misiewicz cieszył też media! Ileż to razy w nich gościł, zapewniając atrakcyjność informacjom, reportażom i felietonom.

Można by więc rzec, iż Misiewicz przydał się wszystkim.

Prawdziwa ironia, przepraszam: aronia losu.

* * *

Ale że stał się Misiewicz symbolem zjawisk, które dość powszechne dziś w rodzimej polityce, warto jednak choć krótko spuentować jego los. Odwołując się do politycznego konkretu, o uniwersalnym jednak wymiarze.

Mówi się przecież, że Jarosław Kaczyński nie tyle Misiewicza chciał ukarać, ile Antoniego Macierewicza. Tyle że chcieć, nie zawsze znaczy móc.

Wiedzieli już o tym starożytni Sumerowie, którzy swą wspaniałą kulturę w dwurzeczu Tygrysu i Eufratu stworzyli dwa tysiące lat przed naszą erą. Jedno z moich ulubionych przysłów sumeryjskich brzmi: „Pies kowala nie mógł przewrócić kowadła, przewrócił więc wiadro z wodą”.

Ot, i co.

* * *

Przemysław Wipler, polityk partii różnych i stowarzyszeń, ostatnio prezes Fundacji Wolność i Nadzieja, znalazł się pod lupą CBA. Powód? Z kasy fundacji korzystał obficie w celach prywatnych.

Ale czego tu się czepiać? Chyba tylko nazwy Fundacji. Która sugerowała przecież, że wolność polega na tym, że z kasy brać wolno, bo jest nadzieja, że nikt nie zauważy.

* * *

Z partii Nowoczesna odchodzą (do PO) kolejni posłowie. Jest wśród nich poseł Grzegorz Furgo. Z zawodu menedżer branży kulturalnej. Sprawdzony jako organizator koncertów, wystaw, spektakli, ale i targów rynkowych.

W związku z czym pozwolę sobie nawiązać do znanej niegdyś reklamy pewnego napoju owocowego, zachęcającej do zakupu hasłem: „No to Frugo!”. Jako że exodus z Nowoczesnej może teraz przebiegać pod energetyzującym hasłem: No to Furgo!

* * *

Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie”, od jakiegoś czasu działa w Fundacji Niezależne Media. I właśnie ta fundacja, niemająca nic wspólnego z ekologią, za to wiele z „Gazetą Polską” otrzyma od państwa sześć milionów złotych na portal ekologiczny, propagujący w narodzie wycinkę Puszczy Białowieskiej.

Abstrahując od faktu, iż taka kwota na portal jest co najmniej intrygująca, nie sposób się nie zadumać nad innym faktem. Otóż pieniądze te pochodzą z przekazanych państwu funduszy unijnych. A Sakiewicz znany jest ze swoich głębokich uczuć do UE. Był np. uprzejmy wyrazić się o niej, że Unia to „alfons i diler”.

Hmm. Trudno w tych okolicznościach określić rodzaj relacji między UE a Sakiewiczem. Zwłaszcza że szef „GPC” wyraził się trochę nieprecyzyjnie i mocno przez to niezręcznie. Bo wiemy przecież, na kim zarabia alfons, i na kim wzbogaca się diler. Tak że redaktor Sakiewicz stając w obronie wykorzystywanych przez UE państw (w tym Polski) sugeruje zdaje się, iż prowadzą się one – w tym Polska – niezbyt porządnie.

* * *

Przy okazji pojawia się pytanie nie mniej kłopotliwe do samego redaktora Sakiewicza. Brzmi zaś ono tak: No dobrze, a jeśli ktoś bierze pieniądze od alfonsa (lub dilera), to kim ten ktoś jest?

* * *

Jest jednak i coś, co trochę red. Sakiewicza usprawiedliwia. To znaczy daje podstawę do traktowania go jako doświadczonego i zaangażowanego ekologa. Otóż jakiś czas temu był współautorem książki „Flaki nietoperza”.

No chyba że była to książka kucharska.

Artur Daniel Liskowacki

Komentarze

ho
Krytyczny artykuł, krytyczne wypowiedzi. Wyższość formy nad treścią.
2017-04-27 17:15:28
mun
lepiej rzucić się na pojedynczy egzemplarz , bo gdyby np. próbowało się zaatakować te wszystkie lokalne pętaki, łachudry ,łachmyty, gałgany itd.,to mogliby się skrzyknąć, postraszyć, a nawet np. puknąć mocno.
2017-04-27 16:50:56
Zdenek Smetana
Misiewicz, Misiewicz, kiedy to było... Panie Arturze, trzeba z żywymi iść. Tymczasem Pan ciągle grzebie się w nieistotnych dla Polski tematach, i to jak obszernie. Misiewicz, o którym już nikt nie pamięta, zajmuje u Pana połowę wynurzeń. Nie zauważa Pan groteskowości A w ogóle skąd ta fobia i niechęć do PiS-u. Czyżby się Pan obawiał, że prezes tej partii patrzy zbyt wizjonersko i w końcu poukłada sprawy w kraju, tak aby wreszcie zniknęła "kamieni kupa"?
2017-04-27 15:35:16
lann
Jak łatwo, przyjemnie i bezpiecznie walić w pojedynczego osobnika ze stada, szczególnie w momencie skazania go na przejście w niebyt.
2017-04-27 13:27:52
rysiek
Przy felietonach p. Liskowackiego coraz częściej przypomina się przypadłość, na którą cierpiał Jasiu ze starego kawału - ten co to wszędzie widział d... U pana L. jest co prawda bardziej różnorodnie, bo d... występuje w trzech postaciach (PiS, Kaczyński, Misiewicz).
2017-04-27 13:03:01
......
Ja bym tam wykształcenia trzeciego żołnierza Rzeczypospolitej nie krytyczył - wykształcenie można uzupełnić, ale aparycji salcesona zmienić się nie da nawet za pomocą operacji plastycznej.
2017-04-27 12:25:25
Jarun
Widzisz Artur, jak chcesz to możesz. To tak mówię po koleżeńsku, po starej przyjaźni.Wyjaśnię ci co niektóre zawiłości. Ten kto bierze pieniądze od alfonsa (lepiej sutenera, stręczyciela- bo Alfons to imię) lub dilera to musi być urzędnik podatkowy (fiskus). Co tam w Warszawie szukać "misiewiczów", lepiej rozejrzeć się po "własnym podwórku". Przecież aż się roi od wszelkiej maści: pętaków, gałganów, hultajów, chmyzów, knotów, łachmyt, nygusów, snobów, fircyków. Wystarczy posłuchać ich wypowiedzi w regionalnej telewizji. Mówia jak saperzy-tak ostrożnie, że nie wiadomo o kim i o czym mówią. Jakaś hiper-poprawość i asekuranctwo, jednym słowem: pierdolamento - jak mawia Kiepski.
2017-04-27 11:43:42

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu