środa, 20 listopada 2019.
Strona główna > Blogi > Artur D. Liskowacki > Ostatnie dzwonki Kopciuszka

Ostatnie dzwonki Kopciuszka

Wywietleń: 2262
Bronisław Komorowski podczas konferencji prasowej w Chicago, z okazji ogłoszenia firm Cinkciarz.pl i Conotoxia sponsorami koszykarskiego klubu Chicago Bulls: „Mam nadzieję, że rozwiną się [one] w potężną platformę”. Tym razem nie chodziło jednak o Platformę Obywatelską, ale - cytuję dalej - „platformę łączącą usługi płatności przelewów i przekazów z wymiany walut”.

Tak oto były prezydent Polski podżyrował swym autorytetem marketing elektronicznego kantoru wymiany walut. Rozumiem, promuje to co polskie, ale niezbyt ładnie wyszło, nawet jeśli jego usługa ma w tle logo słynnego koszykarskiego klubu NBA. Zwłaszcza że nazwa kantoru, sławnego - o czym już pisałem - w roli sponsora piłkarskiej reprezentacji niesie ze sobą skojarzenia nielicujące z rangą prezydentury. Nawet, jeśli byłej.
Tylko patrzeć, a sypną się memy: „Komorowski - największy cinkciarz PL”.
*
Szczepan Twardoch, pisarz (dwie nominacje do Nagrody Nike), „twarz Mercedesa” w Polsce i Ślązak nieuważający się za Polaka („Nie jestem Polakiem, to po pierwsze”), w ciekawym skądinąd wywiadzie na łamach „Newsweeka”, kontestującym rodzimą klasę polityczną: „To cudowne uczucie, że w ogóle mnie nie obchodzi, kto wygra wybory”.
Może to uczucie i jest cudowne, ale jest też takie stare powiedzenie: zainteresuj się polityką, zanim ona zainteresuje się tobą.
*
Twardoch tłumaczy: nie jest mu dziś blisko ani do prawicy (z którą się rozstał), ani do lewicy (z którą nie chce się spotkać), więc może sobie pozwolić na polityczną obojętność: „Dzięki Bogu i czytelnikom moje książki sprzedają się w Polsce i w Niemczech w takich nakładach, że politycy wszelkiej maści i autoramentu mogą mi skoczyć”.
Gdzie oni mogą mu skoczyć? Pewnie tam, gdzie i majstrowi ze znanego skeczu kabaretu Dudek o hydrauliku („Pan może panu majstrowi skoczyć tam, gdzie pan może pana majstra w dupę pocałować”).
Rzecz w tym, że - po pierwsze - „takie nakłady” nie są chyba - przynajmniej dla Twardocha - wystarczające, bo inaczej nie reklamowałby Mercedesa. A po drugie - Twardoch - nawet jako nie-Polak - nie jest chyba wyłącznie pisarzem. I na przykład - niechby jako Ślązak - bywa obywatelem kraju, w którym żyje. W związku z czym powinien wziąć pod uwagę, że politycy, którzy mogą mu, jako pisarzowi, skoczyć, wiadomo gdzie, mogą mu także skoczyć - tyle, że do gardła - jako tegoż kraju obywatelowi.
*
Zwyczaj śpiewania polskiego hymnu podczas meczów drużyny narodowej - już nie tylko przed nimi, ale i w trakcie - staje się irytujący. Kiedyś tak zaśpiewany hymn - w chwilach przełomowych albo pod meczu koniec - zagrzewać miał piłkarzy w walce do ostatka. Dziś się spospolitował od śpiewania z byle okazji i w byle momencie.
Nie trzeba już nawet meczu reprezentacji. Ostatnio usłyszała go Legia w europejskich pucharach, biorąca baty od Napoli. Włosi akurat nam drugą bramkę strzelali, gdy kibice ryknęli: „z ziemi włoskiej do Polski!”. Może coś chcieli przez to powiedzieć? Sam gol ich też nie zraził. I dokończyli narodową pieśń, szczególnie wysoko wyśpiewując: „pod przewodem” i „z narodem”.
*
„Mazurek Dąbrowskiego” to nie jest stadionowa przyśpiewka. I żaden tam „Przewód” (bo tak zwę ową „pieśń stadionową”). Nadużywamy naszego pięknego hymnu. Rozmieniamy jego moc na drobne.
Co będziemy śpiewać, gdy przyjdzie coś zaśpiewać naprawdę od serca, i - nie daj Boże - naprawdę do boju? „Szła dzieweczka”? A może - po nowemu: „Ona tańczy dla mnie”?
*
Już mi się zdawało, że nasza narodowa duma poczuła się dobrze, gdy padł jeden z polskich - i europejskich! - mitów, o niemieckiej solidności i uczciwości.
Ale taksówkarz, z którym jechałem, komentując aferę z wpadką Volkswagena oszukującego klientów fałszywym testem na emisję spalin, rzekł mi: - Wie pan, może i Volkswagen oszukiwał, ale jakich miał do tego świetnych fachowców inżynierów, jakich komputerowców! Mistrzostwo świata!
Słuchałem z niedowierzaniem. Pomyślałem, że może żartuje. I przypomniałem mu anegdotę o facecie, który w Warszawie, tuż po wojnie, sprzedał naiwniakowi z zagranicy kolumnę Zygmunta. Anegdota ta miała zawsze świadczyć o przypisanym nam, Polakom, cwaniactwie. Taksówkarz widać jej nie znał, bo mnie wysłuchał, ale machnął tylko ręką: - I widzi pan. Gdzie nam do Niemców?!
*
Dzwonko ryby swą nazwę zawdzięcza - prawdopodobnie - podobieństwu do dzwonka. Ale to w dalszym ciągu dzwonko, nie dzwonek. Tak przynajmniej było przez parę wieków polszczyzny.
Kto dziś kupuje w sklepach rybę - zwłaszcza łososia - często krojonego w dzwonka - wie, że oferuje się tam coraz częściej „dzwonki łososia”.
O ile można jeszcze zrozumieć, że mniej lub bardziej wykształceni sprzedawcy nagminnie popełniają, więc powielają błąd, o tyle dziwi jego upowszechnianie publiczne. Przez tak zacne i podobno zakorzenione w tradycji firmy, jak na przykład Pudliszki. Na jednym z jej produktów - etykietka z bonusem: przepisem na „kremową zupę rybną”. A tam - wśród składników - „dzwonki z morszczuka”.
Czy ktoś wreszcie usłyszy te nieszczęsne „dzwonki” w polszczyźnie? To już ani chybi ostatnie dzwonki. Na trwogę.
*
Komentator Polsatu Sport podczas meczu rugby w Pucharze Narodów: „Namibia jest po prostu takim Kopciuszkiem do bicia”. Kopciuszek „do bicia”? Może naczyń w kuchni macochy? Nie, to miał być Kopciuszek, który w znanym (widać: nie dość) powiedzonku, zastąpił chłopca do bicia.
Dzielny Kopciuszek! Kobiety - w ramach emancypacji - powinny częściej wchodzić w męskie role. W tę akurat polskie kobiety wchodzą już od dość dawna.
*
W trzeciej lidze piłki nożnej naszego kraju gra zespół o wdzięcznej nazwie Foto-Higiena Gać. Już sama higiena gać - choć wskazana w życiu - jako nazwa budzi pewien opór. A tu jeszcze: higiena foto! Czyżby dokumentująca brak owej higieny? Lepiej sobie nie wyobrażać. Co krzyczą kibice Foto Gać? Bo są dla tej nazwy różne rymy do skandowania. Na przykład: „Grać, nie…  stać!”.
ADL

 

Komentarze

D.
Wypowiedz pisarza Szymona Twardoch jest rewolucyjna! Społeczeństwo musi nareszcie przyjąć do wiadomości, że twórca wychwala to, co zapewnia mu byt . I musi to być niezły byt , bo kto dziś słuchałby jakiegoś zabiedzonego a nawiedzonego jakimiś miłościami twórcę?
2015-10-14 11:53:21

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu