niedziela, 21 lipca 2019.
Strona główna > Blogi > Artur D. Liskowacki > Sceny dantejskie poza ustrojem

Sceny dantejskie poza ustrojem

Wywietleń: 1357

Czas w polityce leci szybko, może dlatego niektórzy odwołują się w niej do wieczności? Plakaty wyborcze na murach i ogrodzeniach cmentarzy niewątpliwie ubarwiły październikową kampanię. A że barwą czarną, to już rzecz inna. Dotyczyło to różnych partii i wydarzyło się w wielu regionach kraju - u nas też. Jeden z zachodniopomorskich kandydatów na senatora (PO) wystąpił wprawdzie na cmentarnym plakacie w stroju nie czarnym, a szykownym - zgodnym zresztą z jego image - kolorystycznie nawiązującym do wyobrażeń o bliskim Raju (biel koszuli, błękit marynarki), ale sukcesu mu to nie zapewniło. 

Można zresztą rzec, że dla niektórych partii wybór takiego akurat tła wyborczego (groby i mogiły) okazał się swego rodzaju symbolicznym prognostykiem.
Tylko w jednym przypadku był natomiast wyborem pragmatycznym: burmistrz Chojnic, który się po cmentarnym murze chciał wspiąć wyżej, jest na co dzień przedsiębiorcą pogrzebowym. 
*
Jacek Karnowski („wSieci”) o tym, komu jeszcze - prócz siebie - PiS zawdzięcza zwycięstwo. Według niego te wybory wygrali bowiem „żołnierze wojny obronnej 1920 roku, żołnierze Września 1939 roku, żołnierze AK i NSZ, wywiezieni na Sybir, żołnierze walczący na wszystkich frontach II wojny światowej, Powstańcy Warszawscy, Żołnierze Wyklęci”.
To, że do PiS-u zapisali się tym samym wszyscy bohaterowie przeszłości (swoją drogą ciekawe, że Karnowski - pisząc o „wszystkich frontach II wojny” - po stronie Jarosława Kaczyńskiego stawia też np. generała Berlinga) ma już swoje precedensy. Tyle że w Chinach. To tam, za czasów Mao, zapisywano do Partii nieżyjących, za to godnych tego akcesu Chińczyków.
*
Antoni Macierewicz pytany, co nowy rząd zrobi z badaniem katastrofy smoleńskiej: „Są kompetentni naukowcy”, którzy (…) „będą mogli twórczo i właściwie odnieść się do tej kwestii”. 
Że będą się mogli wreszcie odnieść „właściwie”, to wiadomo. Zastanawia, że będą się też mogli odnieść „twórczo”. Już się wydawało, że twórczość tych kompetentnych naukowców rozwinęła się w związku z powyższą sprawą wystarczająco. A tu, proszę, czekają nas jeszcze niespodzianki. 
*
Dziennikarz telewizyjnej „Superstacji” Tomasz Żelewski: „Okazało się , że to wszystko nie polegało na prawdzie”. 
Abstrahując od meritum zagadnienia („Nasz Dziennik” podał fałszywą wiadomość, że MSW pali dokumenty ze śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej), ciekawy jest język, jakim zaczynamy mówić. 
Kiedyś by się powiedziało: to wszystko było kłamstwo. Dziś można rzec: to wszystko nie polegało na prawdzie. 
Jak miło!
*
Reklama nowego specyfiku dostępnego w aptekach: „Koniec mody na ból”.
Moda na ból!? Tak jak moda na sukces?
Cyniczną bezczelność tego sloganu można by uznać za wyjątkową, gdyby nie to, że reklamy leków (specyfika polska! w innych krajach Unii lekarstw się nie reklamuje) przekroczyły już dawno wszelkie granice. 
Choć, kto wie, można sobie wyobrazić powyższe hasełko - najlepiej na różowym tle - nad wejściem na oddział onkologii na przykład. 
Albo wypisane na czole jego autora, któremu - los bywa złośliwy - zdarzyłoby się cierpieć. 

Owszem, chcąc sprzedać jakiś kolejny przeciwbólowy produkt, trzeba marketingowo zaryzykować. Bo samo dodatnie słówka „max” czy „forte” przed nazwą to trochę mało (swoją drogą, po co robić leki o „podwójnym działaniu”, gdy można zażyć dwa o działaniu pojedynczym). Ale ryzykować też trzeba umieć. 
Tyle że, jak to mówią, głupota nie boli, więc autorzy powyższego reklamowego sloganu bólu nie czują. Dzięki czemu nie muszą się też martwić, czy nadążają za modą. 
*
W związku z nową sytuacją polityczną wrócił na moment - i pewnie będzie jeszcze wracać nieraz - temat in vitro, czyli „ustawy o zapłodnieniu pozaustrojowym”. 
Bo w ramach nowego ustroju zapłodnienia nie przewiduje się poza.
Przeciwnicy tego nowego ustroju insynuują (nie: inseminują) dodatkowo, że poza „obozem biało-czerwonym” też, ale idą tu chyba trochę za daleko. Choć zważywszy, że obóz ów chce tworzyć Prezes kawaler, zagadnienie to zdaje się nieco kłopotliwe.
*
„Dante ma pretensje do głównego arbitra!”.
Zaniepokojonych religijnie i wykształconych klasycznie uspokajam: powyższy cytat nie dotyczy „Boskiej komedii" Dantego, zaś Główny Arbiter nie jest tu - bynajmniej - synonimem Najwyższego Sędziego.
To tylko zdanie wygłoszone w TVP - podczas transmisji meczu Pucharu Niemiec (Bayern Monachium - Wolfsburg) - przez Dariusza Szpakowskiego. 
Tak czy owak ta odrobina mimowolnej metafizyki w ustach „Szpako” to szczypta soli - niezbędnej dla ciała, ale i ducha, kibica futbolu także. 
*
Kibice rugby mają chyba doświadczenia z innej nieco sfery życia. 
Komentator Polsatu Sport podczas jednego z meczów Pucharu Narodów rzekł z przekonaniem: „Jak rugbista widzi dziurę, to po prostu musi w nią wejść”.

Artur Daniel LISKOWACKI

Komentarze

Szczecinianin
Panie Liskowacki, pozwolę sobie zauważyć, że Kurier jest dziennikiem, powinien pisać o bieżących wydarzeniach, interweniować w razie potrzeby, reagować na patologie,której w Szcecinie pelno, od polityków poczynając. A pan i koledzy silicie się na mało istotne komentarze i felietony.
2015-11-13 12:37:16
Alek
A co Pan powie na " bezzwrotną pożyczkę" ? A co na firmę pogrzebową co się martwi że tak dużo ludzi umiera. Toż chyba powinna się cieszyć. Mnie jako wapniakowi wydaje się, że to wymyślają młodzi, b. dobrze wykształceni na bezmózgowców. Jak mówią młodzi- pustostany.
2015-11-11 09:29:55

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu