środa, 16 października 2019.
Strona główna > Blogi > Artur D. Liskowacki > Wyspa jadalnych dzieci

Wyspa jadalnych dzieci

Wywietleń: 1973

"Będziesz długo pamiętał mój list! W tym liście powiem Ci sekret sukcesu! Chcesz kupić willę na wyspach? Chcesz taki dom jak mój? Zysk bez wysiłku! Przestań ciężko pracować"

Tymi słowami zwracają się do mnie tzw. drogą e-mailową - powyżej: tytuły niektórych z owych e-maili - rozmaici anonimowy nadawcy, nadając owym e-mailom formę bardzo osobistą  - „od Pawła", „od Basi", „Marek",„Karolina Zielińska", „Katarzyna Kamiński" „Anna Szymański", „Teresa Kowalski" - i kuszą cudownym programem do gry na giełdzie, który sprawi, że zaraz po zarejestrowaniu się na stronie (do której link podają) zarabiać zacznę, że hej, a całą pracę wykona za mnie „robot".

Jakiś robot, owszem, już pracę wykonał, zasypując mnie tym e-mailowym śmieciem.

*

Ale autorzy ofert, którzy w dziwnie egalitarnym nastroju wymarzyli sobie mój dobrobyt i chcą mnie doń doprowadzić („wysokość otrzymanego zysku zwalnia użytkownika od zależności od innych źródeł dochodu"), popełniający skądinąd tyle błędów językowych (brak odmiany w nazwiskach kobiet, kulawa gramatyka samych listów, którą widać choćby w zdanku: „w liście powiem Ci skret"), że wygląda to na celowy zabieg (może sądzą, że pisząc z błędami, będą bardziej wiarygodni, bo mogą się wydać nadawcą z zagranicy), mają chyba za idiotów tych, którzy ich anonse wezmą serio.

Tyle że podobno nie ma takiego głupstwa, na które nie dałby się nabrać człowiek teoretycznie inteligentny, czyli korzystający z internetu. Kogo nie skusi banalne kliknięcie na jakąś stronę, prawda? No i się zaczyna. A czy nie powinno się aby skończyć ukaraniem złodziejskiego spamu? Ba, marzenia.

*

Tak jak te o „willi na wyspach", którą sobie kupimy, klikając w odpowiedni link. Swoją drogą, z e-maila, który ma być wstępem do kupienia tejże willi, nie wynika, na jakich „wyspach" ma być ona do nabycia. Na Wyspach Bahama? Brytyjskich? Raczej na Wyspach Bergamutach. Gdzie - jak wiadomo od Brzechwy - „mieszkają koty w butach" i „gdzie widziano także osła, którego mrówka niosła".

W tym wypadku chodziłoby chyba o osła, który dał się osiodłać cwaniakom jakiegoś innego gatunku i do spóły z mrówką niesie ich na swoim (finansowym) grzbiecie.

*

Podczas wieczoru wyborczego Pawła Kukiza (wiem, że to już dawno, ale wróci) kandydat zaprezentował na scenie swą rodzinę. Żonę i córki. Jedna z nich miała na sobie białą koszulkę z nadrukowanym na niej wielkim orłem. Czerwonym.

Zważywszy, że tegoż wieczoru Kukiz opowiadał wyborcom o roli rodzinnego domu w swojej patriotycznej edukacji - mówił: wychowałem się wśród książek i narodowych symboli - pojawienie się czerwonego orła na koszulce córki jest zaskakujące. Czyżby symbole, na których wychował się Kukiz - twierdzący, że za Polskę jest gotów umrzeć - były symbolami jakiegoś innego narodu?

*

O tych czerwonych orłach, pojawiających się nagminnie na strojach fanów reprezentacji Polski w różnych dyscyplinach sportu, piszę z uporem od lat. I będę pisał, póki ostatni czerwonopióry od nas nie odleci. Widzę jednak coraz wyraźniej, że nec Hercules contra plures. Polacy przyzwyczaili się traktować odwrotne strony swoich szalików i innych akcesoriów kibica, na których pojawia się orzeł biały, jako naturalny i niewinny rewers.

Dziwne, że my, tak niby wyczuleni na punkcie swoich narodowych symboli, traktujemy je zupełnie bez refleksji, jakby były nie symbolem z godła, ale łatwo wymiennym elementem jakiegoś gadżetu.

A przecież kolor godła to rzecz równie święta jak ojczyste barwy. Czy ktoś sobie wyobraża, że niemiecki czarny orzeł staje się nagle (to też rewers) biały? Albo że czerwone słońce z flagi Japonii - na której ma białe tło - staje się słońcem białym na tle czerwonym?

*

Sprostowanie petitem, u dołu strony „Gazety Wyborczej": „Nie jest prawdą - jak napisałem w relacji z niedzieli wyborczej - że przy stole w sztabie siedział Grzegorz Braun z żoną i kilkuletnim synem. Grzegorz Braun przysłał mi następującą informację: +Moje małżeństwo nie zostało dotychczas pobłogosławione potomstwem+. Przepraszam. Daniel Flis".

To i tak Flis nie za wielki grzech musiał przepraszać. Znacznie gorzej by było, gdyby przy jakiejś okazji napisał, że z kilkuletnim synem siedział przy stole Jarosław Kaczyński.

*

- Ale zawodnik nie zamierza w związku z tym kruszyć kopii - rzekł dziennikarz Radiowej „Trójki", komentując fakt, że jeden z piłkarzy naszej reprezentacji zasiądzie w meczu na ławce rezerwowych.

Być może uznał, że „kruszyć kopię" znaczy mniej więcej tyle, co „załamywać ręce".

Tyle że idiom powyższy, odwołujący się do tradycji rycerskich pojedynków - konno i z kopią - która często się w walce kruszyła - odnosi się do przyczyn jakiegoś starcia, czyli kontrowersji, różnic. Tak więc kruszyć kopię znaczy dziś: spierać się o coś, kłócić.

Wiem, mógłbym już przestać kruszyć kopie w walce o język nasz piękny, ale wolę je kruszyć - i nawet z konia spadać - niż ręce załamywać z bezsiły.

*

Etykietka parówek o nazwie Morlinki ze smacznym pytaniem: „Czy wiesz, że Morlinki to wędliny opracowane specjalnie z myślą o dzieciach z surowca wysokiej jakości?".

Nie wiem. Ale jestem pełen uznania. Dzieci z surowca wysokiej jakości (pewnie 100 procent mięsa w mięsie, nie licząc pieluch) to apetyczny dowód na to, że w naszym kraju nie tylko stawiamy na jakość dziecięcej produkcji, ale i bardzo lubimy dzieci.

*

Wiem za to, że składnia w polskim bywa - jak wyżej - pułapką. Bo jako pozornie dowolna, gdy jest zbyt dowolna, staje się przyczyną bredni i zakłóceń sensu.

Jeśli już o dzieciach mowa. Zawsze mnie rozczula napis na tubkach: „Pasta dla dzieci o smaku truskawkowym". Powinno być, rzecz jasna (widać nie dla wszystkich): pasta o smaku truskawkowym - dla dzieci. Choć prawda, że truskawkowy smak dzieci to perspektywa słodka. Dla pedofilów kanibali.

*

Cóż to jednak za pomyłka wobec szyldu, jaki widziałem niedawno w jednym ze sklepów: „Bielizna dziecinna". Hm. Dziecinna to znaczy zdziecinniała, niepoważna, niedorosła. Dziecinne mogą być pytania, problemy, sprawy. Bielizna przeznaczona dla dzieci jest tylko dziecięca. Tak jak choroba. Chociaż skutkiem niektórych chorób - ale i zaniku kultury - jest właśnie zdziecinnienie. Jak widać - językowe też.

ADL

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu