niedziela, 21 lipca 2019.
Strona główna > Blogi > Artur D. Liskowacki > Wysysanie kaczki z palca

Wysysanie kaczki z palca

Wywietleń: 981

Nic w polityce nie jest wieczne. Ba, z reguły jest właśnie sezonowe.

Nieustannie dziwi mnie więc, że ta banalna prawda nie poskramia polityków, którzy po zdobyciu władzy nie potrafią się powstrzymać przed agresywną arogancją, zadufaną pewnością siebie, tak jakby ich władza została im dana raz na zawsze, a miłość wyborców była miłością ponadczasową.

Tymczasem miłość jak to miłość… Nawet ta ślubowana przy ołtarzu („i że nie opuszczę cię aż do śmierci”) pozwala sobie na skoki w bok, a i kończy się – bywa – w sposób przykry. A media doniosły właśnie, że liczba rozwodów w Polsce jest ostatnio rekordowa.

* * *

– Dość z arogancją władzy! – grzmiała z sejmowej mównicy premier Beata Szydło tuż po władzy zdobyciu. Mając oczywiście na myśli władzę swoich poprzedników. Dziś poprzednicy pani premier zapowiadają, że wykorzystają w kampanii wyborczej jej zdjęcie uśmiechniętej, spływającej Dunajcem, gdy w sejmie trwał strajk opiekunów osób niepełnosprawnych.

Trudno się nie zgodzić, że okazja ku temu wyjątkowa. Hasło „Spływaj, Beata!” mogłoby mieć niezłe echo. Jak to w górach.

* * *

Nie powinno mnie jednak to wszystko dziwić, bo większość polityków umie się też znakomicie znaleźć w roli tych, co władzę utracili, i chyżo zmienia się wtedy w opozycjonistów, którzy lud kochają i gotowi mu przychylić nieba.

I gra swą nową rolę bez pamięci i bez wstydu.

A przecież nawet dziecko, któremu rodzic udowodni kłamstwo albo dowiedzie mu, że obiecywało co innego, a zrobiło co innego, spuszcza zwykle głowę, zawstydzone czy choćby tylko świadome swojej winy.

Tymczasem dziś, gdy media (no, niektóre) przypominają czułą empatię polityków PiS, ówcześnie w opozycji, wobec uczestników protestu rodziców niepełnosprawnych dzieci i zderzają ją z dzisiejszym zachowaniem tych samych polityków wobec tych samych osób – a piszę to, gdy trwa wciąż protest w sejmie – u żadnego z owych polityków wstydu czy choćby zażenowania to nie wywołuje.

Było, minęło, sytuacja była inna, a poza tym – wiadomo – PO…

* * *

Zdarza się też, że politycy zmieniają front nie tylko wtedy kiedy zmieni się sytuacja polityczna. W biegu niejako. Przejrzą na oczy, zmienią poglądy albo sami zostaną wyautowani – z tej czy innej przyczyny – przez własną partię…

Bywają to przemiany spektakularne – że wymienię Jarosława Gowina – którego z przywódcą PiS zdawało się kiedyś łączyć tylko imię – czy Jacka Saryusza-Wolskiego – który po swej przemianie z wyjątkową, nawet jak na taką konwersję, zajadłością zaatakował dawnych kolegów – i powroty wielokrotne – że wspomnę Jacka Kurskiego i Zbigniewa Ziobrę (ktoś pamięta jeszcze, co parę lat temu mówili o PiS?) – czy przykłady zgoła kuriozalne – patrz: absolutny rekordzista Ryszard Czarnecki (mający w życiorysie miłość i do Hanny Gronkiewicz-Waltz, i do Leppera) – dziwnym zresztą trafem większość owych politycznych transferów wiąże się z przechodzeniem do obozu zwycięzców.

* * *

Najciekawsze jednak są, oczywiście, zmiany frontu u polityków, którzy potrafią ową zmianę sensownie wytłumaczyć. Ba, zdarza się, że tłumaczyć tak muszą przejście do obozu pokonanych. Tu przykład Michała Ujazdowskiego.

Media, które nie przepadają za rządem i propagandą państwowej telewizji, mają duży pożytek z tego typu przechrztów.

Cokolwiek by jednak rzec na temat Ludwika Dorna, Romana Giertycha czy Kazimierza Marcinkiewicza – i jakkolwiek oceniać by ich polityczną przemianę – przyznać trzeba, że ich dzisiejsze analizy sytuacji, choćby ze względu na znajomość kuchni politycznej obozu, do którego sami kiedyś należeli – są na ogół ciekawe, warte uwagi czy po prostu i zwyczajnie trafne.

Bez względu na to, że wielu wyborcom PO, Nowoczesnej, SLD, PSL trudno się pogodzić z tym, że muszą się teraz zgadzać z Giertychem na przykład.

„Nie chcem, ale muszem”? Ktoś już tak kiedyś mówił…

* * *

Swoją drogą ciekawe, czy w przyszłości – bliższej czy dalszej – będzie nam dane podobne deja vu i dzisiejsi akolici i bliscy współpracownicy Jarosława Kaczyńskiego też pojawią się np. w TVN24
w roli zajadłych i mądrych krytyków Prezesa PiS. Zastanawiam się, co my o tym wtedy sądzić będziemy.

Ale chyba niepotrzebnie głowę trudzę. Bo PiS – stający się coraz bardziej monopartią jednego wodza – zda się nie mieć zbyt wielu kandydatów do takich ról.

Bo czy ktoś na serio może sobie wyobrazić, że w roli ironicznego i uważnego komentatora w typie Ludwika Dorna wystąpi za czas jakiś Marek Kuchciński (też marszałek sejmu przecież), Romana Giertycha przebijać zechce w mediach inteligentną krytyką PiS-u Jacek Sasin, a przenikliwością obserwacji zdystansuje Marcinkiewicza na przykład Marek „Caryca” Suski?

* * *

Polityka społeczna PiS, tworzona z bajkowych obietnic i rzeczywistych podarunków – mniej czy bardziej sensowna, ale też coraz bardziej ryzykowna i coraz jawniej populistyczna – ulubiła sobie słowo Plus.

Każdy gest, mający charakter daru od władzy, otrzymuje zaraz identyfikator słowa lub znaczka „Plus”. 500+, Mieszkanie+, Rodzina+, Mama+, Dostępność+.

Zabawnym rysunkiem skwitował ten ostatni program Marcin Wicha: hasło „Dostępność+” wypisał na wysokim płocie, który wkrótce ogrodzi sejm.

A ja z pewnym niepokojem zerkam na swój telewizor, czy aby mimo woli nie stałem się beneficjentem któregoś z rządowych programów. Oglądam przecież Canal Plus będący częścią oferty Cyfry Plus. Zgroza!

* * *

Błaż Janc, słoweński piłkarz ręczny Vive Kielce, pytany na łamach „Przeglądu Sportowego”, czy to prawda, że wkrótce zmieni klub: „To jakaś dziennikarska kaczka wyssana z palca!”.

Hmm. Wysysanie kaczki, nawet dziennikarskiej, z palca to pewnie nowa magiczna sztuczka. Odnieść można skądinąd wrażenie, że w naszej polityce bywa stosowana często. Choćby ze względu na samą kaczkę.

Chyba że chodzi tu po prostu o oblizywanie palców. Po zjedzeniu kaczki. Z jabłkami.

ADL

Komentarze

Jarun
Panie Arturze...same banały. 3+ postaraj się chłopcze na coś więcej niż dostateczny. Stać cię hultaju :-)
2018-05-14 10:00:30

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu