piątek, 21 września 2018.
Strona główna > Blogi > Ewa Kołodziejek > Babeczki i pieniążki

Babeczki i pieniążki

Wywietleń: 882

Mój ostatni felieton poświęcony zdrobnieniom wywołał ciekawą dyskusję. Zgodnie z przewidywaniami, dyskutanci byli raczej niechętni zdrobniałym formom słowotwórczym, choć nie obyło się bez zabawnej wpadki. Oto jeden z przeciwników zdrobnień napisał tak: „Należę właśnie do tych, których drażnią wszelkie zdrobnienia. Akurat dzisiaj była u mnie babeczka z jakiegoś tam ośrodka socjalnego, młoda i całkiem fajna, ale jak nie zacznie nawijać o „pieniążkach”, które mojej mamie zostaną przyznane i które trzeba odebrać tam i siam, to myślałem, że ją pogonię gdzie pieprz rośnie”.

Babeczka? Czy to przypadkiem nie zdrobnienie? Czy pan Wojciech chciał właśnie powiedzieć, że choć denerwują go pieniążki, to spodobała mu się „młoda i całkiem fajna” urzędniczka, o której ciepło mówi babeczka? I nawet tego nie czuje, bo na zadane mu przez innego dyskutanta trochę uszczypliwe pytanie: „A czy babeczka to mała baba była?”, odpowiada: „No fakt, niespecjalnie mi to wyszło. Mogłem napisać paniusia”. Tyle tylko, że paniusia to też zdrobnienie…

No właśnie, nawet jeśli nie lubimy pieniążków, to bez zdrobnień i bez spieszczeń w codziennej komunikacji ani rusz! Co by to na przykład było, gdybyśmy nie mogli imion zdrabniać, gdyby nie było Kasi, Kasieńki, Kachny, Kasiulki, Kasika, Kasiątka, Kaśki, Kasiuni itp., itd.? Gdyby nie było Janka, Jasia, Jaśka, Jasieńka, Jasiulka, Jasiunia, Jasiątka? Gdybyśmy nie mieli tych spieszczeń i zdrobnień, tylko bylibyśmy zmuszeni zwracać się do siebie jedynie pełnymi imionami: Katarzyno, Janie? No, smutno by było! I zbyt poważnie!

Ale nie wszystkie zdrobnienia muszą być „irytujące”. Wszak szczoteczka do zębów, szyjka butelki czy stolik w kawiarni oznaczają jedynie małość przedmiotu. Podobnie jest z wyrazami kwiatek, ptaszek, krzaczek, pączek (kwiatowy) itp. Jeszcze inną funkcję pełnią zdrobnienia, które nie są nacechowane uczuciowo, mimo że zawierają cząstki słowotwórcze –ka, -ek, -ik. W zdaniach: To potrwa tylko chwilkę, Jeszcze godzinka i skończymy pracę, Jeszcze kawałeczek i już będziemy w domu albo: Janku, pozwól na słówko, wyrazy: chwilka, godzinka, słówko, kawałeczek nie zdrabniają, tylko określają coś w przybliżeniu.

Zupełnie inaczej jest w sformułowaniu: chipsy z młodych ziemniaczków z zieloną cebulką. Tutaj zdrobniałe formy mają za zadanie zachęcić konsumenta do kupienia owych chipsów, przekonać go, że są tak dobre jak u mamy. Bo to u mamy jedliśmy – pamiętacie? – pyszne młode ziemniaczki polane tłuszczykiem z cebulką, młodą duszoną kapustkę i sadzone jajeczka. A do tego świeżuteńkie zsiadłe mleczko. To zupełnie jasne, że smaku tamtych pyszności nigdy nie oddadzą formy neutralne: ziemniaki, cebula, kapusta czy mleko.

I jakże tu się złościć na te nasze kochane zdrobnienia…

Ewa Kołodziejek

Komentarze

Quistorp
P.S. post scriptum. Czyli po naszemu po polsku. Post skriptum. W moim poprzedzającym "poście" szybciej pisałem , niż pisałem . Powinno być [pod/sry- szczy- kpi- pij- Wania] .
2018-05-09 17:11:15
Quistorp
Ha! Ha!, Ha! I o to chodzi! I o to biega! Wielce Szanowany "Przecinek"-ku. Wasza Miłości, Miłościwa Pani raczy spojrzeć na blok obok "Niech się babcia cieszy". Bez komentarza! Oboje wiemy,że to nie przytyk redaktora do "Przecinek"-a. Sukces. Tam nikt nawet nie zaglądnie! Bo mdłe jak mamałyga! ś.p. Melchior ten spod Monte Cassino przewraca się w grobie. A teraz studencka brać , zabierze się do [pod/sry- szczy- pij- wania] To dla mnie zaszczyt podkurzyć dziubonosa.
2018-05-09 14:00:58
Przecinek
Przed laty znajoma powiedziała mi: „Lubię to u ciebie, że choć wiesz jak się mówi poprawnie, nie wytykasz tego innym”. To prawda, w języku mówionym nie poprawiam. Poprawiam natomiast w języku pisanym, zwłaszcza kiedy się ktoś „wymandrza”. I tak było w wypadku Pańskiego pierwszego komentarza, W.B.Szanowny Quistorpie, połączonego z oceną osobowości pana Wojciecha ze Szczecina, którego zapewne Pan nie zna i ja też nie znam. Wytykam także błędy językowe tym, którzy tylko siebie uważają za prawdziwych Polaków, twierdzą, że mają monopol na patriotyzm, chociaż nie potrafią sklecić jednego przyzwoitego zdania, a o słowniku ortograficznym nie słyszeli zapewne nigdy. Ja też byłem w wojsku i też spotykałem kolegów z różnych stron Polski, głównie z Poznańskiego, Krakowskiego i Kaszub. Był też jeden Torunianin ze swoim charakterystycznym „ni”. Bogactwo gwar polskich jest piękną i interesującą sprawą. Szczególnie podoba mi się ślōnskŏ gŏdka, może dlatego, że w Opolskiem mam rodzinę. Jednak trzeba odróżnić język potoczny od języka literackiego (Co ja się tu wymądrzam, Pani Profesor prowadząca ten blog najlepiej to zrobi!). Trzeba wiedzieć, kiedy jakiego języka użyć. Mówi W.Szan. Pan, że wobec osób używających języka „potoczystego” ludzie się otwierają, że Wałęsa swoim nieporadnym językiem trafiał do zwykłych ludzi. To sprawdzona metoda. Wspomniał W.Szan. Pan o PZPR. Otóż działacze PZPR na spotkaniach z klasą robotniczą celowo używali prostego i niewyszukanego języka (wicie, rozumicie itp.) obficie okraszanego przekleństwami. Godny uszan. Panie Quistorpie, nikt nie zamierza Pana naśladować, gdyż nie jest to łatwe. Nawiązując do określenia mnie „giermkiem” Wojciecha ze Szczecina, pozwalam sobie, zostając w konwencji wojskowo-rubasznej, nazwać Pana Szwejkiem piśmiennictwa komentatorskiego.
2018-05-08 20:24:17
Quistorp
A podwójne znaczenie słów blisko brzmiących, jak u kabareciarzy, to już W. Sz. i godnego Czci [Wojciech ze Szczecina], nie bierze pod uwagę? Jak zabawa, to zabawa. Nawet konie potrafią się śmiać. W przeciwnym razie takie obrażanie się zdradza, że interlokutor [Wojciech ze Szczecina] pisze sam do siebie,a "przecinek" jak gdyby jego giermek, przytakuje! To właśnie ta napuszona naukowość, jest powodem, że nikt nie zagląda do tej rubryki.Ja w wojsku, pozwalałem wyrażać, się żołnierzom, tak jak tego ich matki i ojcowie nauczyli. W ten sposób zyskiwałem u nich mir. Zabawa , była przednia. Poznańskie ruchajcie się, czy śląskie biera (Biorę), i "warśiawskie Obalylyly my komune". Resztę, nauczy ich życie.Ta niepoprawność gramatyczna jest zaletą, tak jak akcent czy melodyka. Moi rozmówcy, dlatego się otwierają przede mną. A po takim "besztaniu" ex katedra (już widzę oczami duszy jak zacny "przecinek" czycha na potknięcia jezykowe, by pokazać swoje pazurki na poprawianie w wersji "ex cathedra"), zamykają! Wtedy mamy rubrykę wypełnioną, ale czyta się ją jak przysłowiowe flaki z olejem. Za wzorowy przykład zawsze podaję , najoryginalniejszą mowę byłego prezydenta Lecha Wałesę. (Ja nie frajer pompka) Ta jego niepoprawność językowa, związana z nieporadnością, była jego siłą. Szczerością. Bez żadnego napuszonego języka profesora ś.p. Geremka. Ten był z automatu odbierany, jako ten fałszywy!Podstawiony. Jak profesor Kubiak, z PZPR, od wyjaśniania konfliktów społecznych. Język potoczysty, to nie uniwersytet i traktaty lingwistyczne. To żywioł. Ja za celowe, przyjąłem formę, wstawiania archaizmów z wyrafinowaną i z przesadyzmem grzecznością, co jest moim "Nickiem". To metoda!To mój patent. I proszę mnie nie naśladować, ani nie poprawiać!To jest mój imidź, image, imaż(odpowiednie wybierz) To forma, zabezpieczania się, przed podróbkami, i trolami! Jeśli Wasze Miłościwości kupią ten tok myślenia, to dopiero może wyjść, całkiem zgrabny kabaret. Jak w warzywniaku u Laskowika i Smolenia. Nie sztuka śmiać się z kogoś. Najtrudniej śmiać się z samego siebie!
2018-05-07 22:16:02
Wojciech ze Szczecina
I Adaś z „Dnia Świra” był Miauczyński, a nie Miałczyński. ;)
2018-05-07 20:10:40
Przecinek
Do W.Szanownego Quistorpa: Komentarz Waćpana o cechach pana Wojciecha ze Szczecina jest niesprawiedliwy i niczym nie uzasadniony. To Pański tok myślenia każe martwić się o Pańskie cechy "osobościowe". Chcesz Waćpan uchodzić za erudytę i omnibusa, ale wykazujesz Waćpan pewne niedoskonałości. Pan Wojciech ze Szczecina posługuje się w swoich komentarzach doskonałą polszczyzną, czego nie można powiedzieć o W.Szan. Quistorpie. W Waćpana komentarzu roi się od błędów: TE staliwo - powinno być TO staliwo, POKLNĄĆ - zamiast POKLĄĆ, URAWNIAŁOWKA - jest słowo rosyjskiego pochodzenia URAWNIŁOWKA. CECHY to można POSIADAĆ, natomiast SPEŁNIAĆ można WYMAGANIA. "Wykonany JAK ze stali..."? W jednym z Waćpanem się zgadzam: im więcej zdrobnień i zgrubień, tym język bogatszy; są słowa "eleganckie" i są przekleństwa. Trzeba tylko wiedzieć w jakich okolicznościach jakich słów użyć. Niektórzy naukowcy nazywają to inteligencją językową.
2018-05-07 11:44:58
Quistorp
Do W. Sz. godnego Czci [Wojciech ze Szczecina=] Waszmość wg mnie spełniasz wszystkie cechy socjo-psycho-osobowościowe Adasia Miałczyńskiego z filmu "Dzień Świra" w tej szerokości geograficznej, jakie wytworzyła nasza historia. Tak obrazowo powiem. Wylanie jednolitego płynnego staliwa do formy wytworzy miecz łamliwy, kruchy, i kiepskiej jakości. Natomiast , te odlane staliwo , przekujesz , kilka razy w tę i nazad, dobrze okładając ciężkim młotem otrzymasz miecz , o którym się mówi ,że wykonany jak ze stali damasceńskiej. Takich mieli kowali mieszkańcy w Damaszku. Dwa i pół tysiąca lat temu.Tak jest z językiem i mową! Będzie niezniszczalna , ostra, niełamliwa. Im więcej zdrobnień, i im więcej stwardnień, tym lepsza materia! A spróbuj sobie poklnąć. Bez zdrobnień, i bez zgrubień. Nie da się wszystkiego wyrazić urawniałowką.
2018-05-06 21:19:23
Wojciech ze Szczecina
I tak oto mimowolnie podsunąłem temat na kolejny felieton. :) Uściślę zatem jeszcze: pisząc, że należę do tych, których drażnią wszelkie zdrobnienia, miałem na myśli, iż nie znoszę tej niezrozumiałej infantylizacji języka, której przejawem jest właśnie zdrabnianie wielu słów. „Babeczka” może rzeczywiście nie, ale „paniusia” czy „panienka” (o, właśnie, to najodpowiedniejsze określenie, którego powinienem był użyć) to wyrazy, które znajdują się w słownikach i mają nieco szersze definicje niż tylko zdrobnienia od „pani”, dlatego uważam, że wspomnianą panią miałem prawo tak określić. Natomiast wiele innych zdrobnień rzeczywiście mnie drażni, jak np. „troszeczkę”, które bez umiaru słychać choćby w wypowiedziach ludzi w telewizji. Naprawdę zwykłe „trochę” poszło już w zapomnienie? Pan policjant z drogówki mówi, że będzie mandacik i prosi o dowodzik i składeczkę OC, z kolei pani dentystka każe mi odchylić główkę do tyłu i szeroko otworzyć buźkę, a jak mnie zaboli ząbek, to mam dać znać rączką. A niedoczekanie! Moim zdaniem są to słowa bezzasadnie nacechowane uczuciowo. Nawet profesor Bańko dostał kiedyś w Poradni PWN buziaczki, na co zrewanżował się całusami... :)
2018-05-04 10:17:36

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Ewa Kołodziejek

Prof. dr hab. Ewa Kołodziejek jest wykładowcą na Uniwersytecie Szczecińskim,  członkiem prezydium Rady Języka Polskiego i autorką wielu książek o poprawnej polszczyźnie.  W „Kurierze Szczecińskim” od lat publikuje felietony z cyklu „Językowa corrida”

Ostatnie wpisy

Archiwum