wtorek, 21 sierpnia 2018.
Strona główna > Blogi > Ewa Kołodziejek > Pytanko

Pytanko

Wywietleń: 797

Takim filuternym słówkiem zatytułowała swój e-mail skierowany do poradni językowej pani Julita. Pytanie korespondentki nie dotyczyło bynajmniej zdrobnień wyrazów, tylko całkiem innego poważnego problemu stylistycznego. Tymczasem tytułowe „pytanko” sugerowałoby, że rzecz jest błaha, a pytanie zadane przy okazji.

Zapewne nasza korespondentka nie zdawała sobie sprawy z niefortunności tej formy słowotwórczej w korespondencji bądź co bądź oficjalnej. Zdrobnienia są bowiem słowami ekspresywnymi, więc ich użycie jest ograniczone. Wiele osób irytują zdrobniałe wyrazy używane przez sprzedawców, o czym świadczą dyskusje prowadzone w Internecie. „Ludzie potrafią zdrobnić wszystko, jednak pytanie na stacji: benzynka czy dizelek, zgwałciło moje polonistyczne uszy” – pisze pani Anna. „We mnie coś pęka jak słyszę pieniążki... Najlepiej na lokatce” – odpowiada jej pani Natalia.

Gdybyśmy się jednak głębiej przyjrzeli tym dwóm wypowiedziom, to stwierdzilibyśmy, że zdrobnienia zostały użyte w sytuacji bezpośredniego kontaktu, że mówiący chcieli zbudować pozytywną atmosferę, zyskać sympatię rozmówcy. Ileż to razy sami prosimy w sklepie o chlebek i masełko, a w restauracji o ciasteczko i kawusię z mleczkiem, licząc na to, że sprzedawca czy kelner potraktuje nas życzliwie!

Wiem, wiem, Drodzy Czytelnicy, wiem, że Pani tego nie robi, a Pan tego nie cierpi! Że dla wielu z nas irytująca jest fryzurka z grzyweczką albo taksóweczka wysyłana na adresik, denerwujące są bileciki do kontroli czy dowodzik poproszę. Mnie samą zaskakuje, gdy pan optyk mówi do mnie, że mam słabsze lewe oczko, a pani dentystka, że wyleczy mi chory ząbek. Bo oczko i ząbek mają dzieci i to do nich zwykle mówimy czułymi zdrobnieniami. Zdrobnienia użyte w sytuacji, gdy jesteśmy na pan i pani są nieuprawnionym wkraczaniem w sferę prywatną. Lekarz, który pyta młoda kobietę, czy bada piersiątka (autentyczne!), przekracza granicę stosowności, nie jest grzeczny, tylko - mówiąc bardzo delikatnie – niegrzeczny!

Nadmiar zdrobnień w komunikacji publicznej jest manierą trudną do zaakceptowania. Najbardziej irytujące są, oczywiście, pieniążki. Ta forma słowotwórcza jest bowiem stosowna tylko wtedy, gdy mówimy do dziecka, że „nie mamy pieniążków na lizaczka”. Pieniążki nie powinny się pojawić w żadnej wypowiedzi oficjalnej, o pieniążkach nie może mówić ani urzędnik, ani dziennikarz, ani nikt, kto się nie wypowiada prywatnie.

Warto też pamiętać, że emocjonalność zdrobnień umożliwia wyrażanie innych uczyć niż życzliwość czy czułość. Zdrobnienia mogą też być „zjadliwe”, sygnalizować niechęć, zazdrość, zawiść: „I co, sąsiedzie, taki drogi samochodzik, leksusik, a już się popsuł, haha!”. Są to jednak sytuacje znacznie rzadsze.

Język polski jest emocjonalny, jest po prostu czuły, zdrabniajmy więc do woli, tylko nie przekraczamy granic stosowności.
Ewa Kołodziejek

Komentarze

Wojciech ze Szczecina
Aa, o to chodzi. No fakt, niespecjalnie mi to wyszło. Mogłem napisać "paniusia". :)
2018-04-28 16:10:43
Przecinek
Do Pana Stefana: Pan Wojciech ze Szczecina, odpowiadając na Pańskie pytanie, widocznie nie zaskoczył z tą "babeczką". Tak przy okazji, w Poznańskiem zdrobnienie od Wojciecha to Wojcieszek. Zdrobnienia od imion to miła rzecz, jednakże nie należy z tym przesadzać, zwłaszcza w oficjalnym języku. Drażniła mnie kiedyś "Gośka" Szumowska, dobrze, że teraz już przedstawia się jako Małgorzata Szumowska. Do tej pory nie wiem, czy imię reżysera Drabińskiego "Adek" to zdrobnienie czy neutralna forma. Jest takie imię Zbyszko i nie jest to zdrobnienie. Ciekawe, jak się zdrabnia. W jęz. polskim jest wiele form zdrobnień tego samego wyrazu i to świadczy o bogactwie naszego języka, ale jednocześnie stwarza problemy. Są języki, które nie mają kłopotów w tej materii, jak norweski, w którym nie ma zdrobnień. Ułatwioną sprawę mają Hiszpanie. którzy zdrobnienia tworzą przez dodanie końcówki "-ito" (rodzaj męski) i "- ita" (rodzaj żeński) do zdrabnianego wyrazu. I każde zdrobnienie potrafią zdrobnić jeszcze bardziej. Na przykład "mama" (mama), "mamita" (mamusia), "mamitita" (mamusieńka) itd.
2018-04-28 13:25:32
Quistorp
Ad [ Język polski jest emocjonalny, jest po prostu czuły, zdrabniajmy więc do woli, tylko nie przekraczamy granic stosowności. ] Przekraczajmy. Przekraczajmy. Weszliśmy w proces dotychczas nie nazwany ale zauważalny.To jest rodzaj przechodzenia komunikowania się werbalnego w niewerbalny. Znamy określenie język/mowę ciała. A tu mamy mowę sytuacji materialnego statusu. Jeśli ubożuchna emerytka kupuje za ubożuchną emeryturkę coś dla siebie i musi to podzielić na dzienny wydatek, to wie ile z tego "EMERYTURZYSKA" pozostało. Tylko pieniążki, grosiki! Jest to rodzaj psychologicznej protezy. Rodzaj samopocieszenia się. Wiem ,że mam niewiele, ale jednak poszaleje! Własnie chociażby tym "Zajefajnym Groszem". Kupi tego jedynego "Korniszona", To jedne "kartoflisko", tę jedyną "Bułę","jedno "cebulisko". W domu pokroję to jeszcze na trzy, i będę ucztowała. Przynajmniej będę miała pyszne "Śniadanisko", "obiedzisko", i "Kolacyjsko". A co! A jak. Emeryt biedny, ale chwat. Dodam , autentyczny obrazek z "Netto". Drobniutka, licho ubrana, przygarbiona babinka, zabrała z parkingu, największy wózek koszykowy, obleciała cały sklep, I po tym spacerze, już wyprostowana, omijając kolejki przy kasie , dziarsko wykrzyczała. Ale w tym sklepie "k,,,a" nic nie ma. Nawet nie wyjęła swojego jedynego piniążunia, którego tuliła za pazuchą.
2018-04-28 09:39:22
Wojciech ze Szczecina
Czy urzędniczka, to nie wiem, po prostu pracownica z pękiem dokumentów do podpisania.
2018-04-27 20:19:20
Stefan
A ta "babeczka" to mała baba była? Czy może to była urzędniczka?
2018-04-27 15:52:41
Wojciech ze Szczecina
Święte słowa! Należę właśnie do tych, których drażnią wszelkie zdrobnienia. Akurat dzisiaj była u mnie babeczka z jakiegoś tam ośrodka socjalnego, młoda i całkiem fajna, ale jak nie zacznie nawijać o „pieniążkach”, które mojej mamie zostaną przyznane i które trzeba odebrać tam i siam, to myślałem, że ją pogonię gdzie pieprz rośnie (tę babeczkę, nie mamę). Ponadto niedobrze mi się robi, kiedy widzę reklamy frykasów o smaku wiosennej cebulki czy świeżych ziemniaczków, nie mówiąc już o wiejskim masełku (a to wszystko wydrukowane na opakowaniach!). Konia z rzędem temu, kto mi wyjaśni, czym to się różni od „zwykłej” cebuli, ziemniaków i masła.
2018-04-27 15:45:38

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu