środa, 18 września 2019.
Strona główna > Blogi > Ewa Kołodziejek > Strasznie irytujące!

Strasznie irytujące!

Wywietleń: 1257

„Panią to musi irytować, że ludzie popełniają tyle błędów” – mówią mi czasem osoby, które wiedzą, że zajmuję się poprawnością polszczyzny. Nie, nie irytuje mnie to, bo po pierwsze, ludzie nie popełniają aż tak dużo błędów, a po drugie, niektóre odstępstwa od normy tłumaczę sobie zmianami języka, jego rozwojem i dostosowaniem do potrzeb użytkowników.

Weźmy choćby tytuł felietonu. Takie „wzmacniacze komunikacyjne”, jak strasznie, totalnie, masakrycznie, super, mega, które często oceniamy jako zbędne czy wręcz niepoprawne, są mówiącym z jakichś względów potrzebne. Niektórzy krytycy owych mocnych słów twierdzą, że nie można mówić strasznie się cieszę, bo strasznie ma związek ze strachem i straszeniem, a uciecha czy radość straszne przecież nie są. Tyle że słowa strasznie używamy także wtedy, gdy chcemy podkreślić natężenie lub rozmiary jakichś zjawisk i negatywnych, i pozytywnych. Nie jest błędem wyrażenie: straszny mróz, nie jest też błędem powiedzenie strasznie się cieszę. Doskonale wiemy, że w potocznej polszczyźnie przysłówki bardzo, mocno, ogromnie już nam nie wystarczają, więc wzmacniamy wypowiedź nowymi określeniami. Kilkanaście lat temu nie przyszłoby nam do głowy, że tak się spopularyzuje cząstka mega- i że stanie się samodzielnym wyrazem, a tu, proszę bardzo, słownik miejski.pl podaje taki dialog: – Załatwiłem nam wyjazd. –No to MEGA!!! Na razie mega jest domeną języka młodzieży, ale przecież wiadomo, że lubimy te młodzieżowe słówka…

Zatem ani strasznie, ani mega, ani inne „wzmacniacze” mnie nie irytują. Traktuję je jako przejaw językowej kreatywności, a tę sobie zawsze cenię. Naprawdę denerwujące jest „językowe małpiarstwo”, by użyć określenia Witolda Doroszewskiego, który krytykował fascynację Polaków kulturą francuską: „…językowe małpiarstwo nie jest hołdem składanym tej kulturze, tylko wyrazem skłonności do kulturalnego fagasowania i bezsensownego snobizmu”. Dziś można mówić o bezmyślności w przyswajaniu angielskich znaczeń i w tworzeniu takich dziwolągów, jak „premiera” samochodu, „festiwal” golonki, „epickie” wakacje, „budżetowe” wczasy czy papier toaletowy „dedykowany” do podajnika. Te niby-nowe słowa są dla wielu użytkowników atrakcyjne, pojawiają się w reklamach, w publicystyce, w języku polityki, a nawet w tekstach urzędowych.

Jednak to nie jest żadna językowa kreatywność! Słowa ujęte w cudzysłów, niegdyś obce, ale już dawno przyswojone, należą do książkowej warstwy polszczyzny, która jest bardziej niż język potoczny ustabilizowana, zmienia się znacznie wolniej, stanowi trzon polszczyzny wzorcowej, kulturalnej. Powinniśmy dbać o ich słownikowe znaczenia i właściwe użycie, nie eksperymentować, nie kombinować. Bo to jest dopiero strasznie irytujące!

Ewa Kołodziejek

 

 

Komentarze

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu