środa, 19 grudnia 2018.
Strona główna > Blogi > Ewa Kołodziejek > Yoda albo o dziennikarskiej rzetelności

Yoda albo o dziennikarskiej rzetelności

Wywietleń: 356

Opinię społeczną rozpaliła informacja dotycząca zmiany 4-latkowi drugiego imienia z Olgierd na Yoda, jego rodzice są bowiem wielbicielami „Gwiezdnych wojen”. Urzędnik stanu cywilnego miał w tej kwestii wątpliwości, zwrócił się więc do Rady Języka Polskiego z prośbą o opinię, bo opiniowanie imion należy do statutowych zadań Rady. Odpowiedź brzmiała tak:

„Yoda to postać fikcyjna - bohater filmu „Gwiezdne wojny”. Można sądzić, że ma to być współczesna (ponowoczesna) forma imienia życzącego - niewysoka (mierząca ok. 100 cm wzrostu) zielonoskóra istota o imieniu Yoda jest mądra i potężna. Trudno przewidzieć, czy skojarzenie z istotą o zielonej skórze przyniesie krzywdę dziecku, które będzie nosiło jej imię. Jeśli chodzi o formę imienia i jego zgodność z zasadami polszczyzny, to należy odpowiedzieć, że nie jest to imię występujące w języku polskim oraz że jego forma jest nietypowa dla naszego języka, gdyż występuje rozbieżność między wymową a pisownią (litera „y” jest wymawiana jako [j])”. Ostatecznie urząd zmienił dziecku imię na Yoda, co szczęśliwy ojciec skwitował gratulacjami dla kierownika USC „za odwagę i bycie na czasie”.

Prawdopodobnie cała korespondencja przeszłaby bez echa, bo to nie pierwszy przykład wymiany opinii między Radą a urzędem w kwestii kontrowersyjnych imion, które rodzice chcą nadać swoim dzieciom. Wystarczy wymienić propozycje w listach do Rady tylko z ostatniego półrocza: Lina, Bas, Bolebor, Maladeta, Melisa, Aria, Aida itp. Jednak fakt, że Yodą nazwał swego synka znany dziennikarz, okazał się dla wielu autorów tekstów medialnych niezwykle atrakcyjny, więc aż 8 portali podchwyciło temat w tonie – rzecz jasna - sensacji. Padły sformułowania o „walce ojca z urzędnikami”, o „bitwie z językoznawcami”, o „batalii z Radą Języka Polskiego”, o „negatywnie nastawionej Radzie”, o tym, że językoznawcy „nie byli imieniem zachwyceni” i tym podobne wnioski, które ponoć wynikają z odpowiedzi Rady na pytanie zadane przez kierownika Urzędu Stanu Cywilnego.

Rzecz jednak w tym, że żaden, absolutnie żaden autor do opinii Rady się nie odwołał! Źródłem dla pierwszego artykułu był wpis uszczęśliwionego tatusia na Facebooku, ale już następny artykuł był oparty na tekście poprzednim, a każdy kolejny autor podsycał atmosferę konfliktu. Według niektórych „dziennikarzy” (cudzysłów w tym wypadku uzasadniony) w odpowiedzi Rady mowa jest o „konieczności wskazywania imienia na płeć dziecka” i że „imiona mają być wyznacznikiem narodowości i kultury narodowej ich posiadaczy”. Ja tych treści w opinii Rady nie znalazłam, ale pewnie nie umiem czytać (w cudzych myślach).

Problem jest jednak głębszy, bo nie dotyczy tylko niecodziennego pomysłu rodziców chłopczyka. Chodzi o nierzetelność „dziennikarzy” i ich skłonność do podbarwiania i „pompowania” przekazu. Odbiorcy, czyli my, dowiadujemy się o świecie tego, co nam dziennikarze przekażą i oceniamy to tak, jak nam autorzy przekazu narzucą. Rzetelny dziennikarz powinien się oprzeć na źródłach, a nie na „niusach” kolegów z sąsiedztwa. Tymczasem na przykładzie Yody widać, jak można nas zwyczajnie oszukać, a problem sztucznie rozdmuchać.

A jeśli chodzi o Radę Języka Polskiego, to nie prowadzi ona w sprawie imion żadnej „batalii” ani „bitwy”. Po prostu: ludzie pytają, językoznawcy odpowiadają. Prosimy nie przypisywać nam żadnych dodatkowych intencji. Polecam stronę  http://www.rjp.pan.pl.

 Ewa Kołodziejek

 

 

Komentarze

Janusz
Ładniej by brzmiało: Dioda
2018-12-15 16:51:39
leming
"Ostatecznie urząd zmienił dziecku imię na Yoda (...)". Decyzja ze wszech miar słuszna, gdyż nie ma sensu ograniczanie ekspresji wypowiedzi z urzędu, jeśli nie czyni ona szkody innym. A swoją drogą dziecko będzie miało w przyszłości przechlapane.
2018-12-08 12:40:57
BB
A może by tak trochę o rzetelności środowisk akademickich?
2018-12-08 07:57:03
Przecinek
Choroba nierzetelności dosięga nie tylko dziennikarzy, ale także innych zawodów, np. polityków czy kabareciarzy. Następuje jakaś ogólna degrengolada moralna w naszym kraju. Jeżeli "brudną robotę" u polityków można zrozumieć (ale nie akceptować), bo brud przyklejony jest do polityki od wieków, nad chałturzeniem kabareciarzy można pochylić się z litością (cóż, Bozia poskąpiła talentu na miarę Laskowika czy Fedorowicza), to z dziennikarzami problem jest bardziej skomplikowany. Są dziennikarze rzetelni, pracowici, drążący temat aż do bólu, i tacy, którzy ślizgają się po tematach, zżynają od innych (w szkole chyba też tak robili). I tacy "dziennikarze" najbardziej są przydatni do robienia propagandy w imieniu polityków - tu nie ważna jest prawda, istotne jest przekazanie pożądanej interpretacji faktów.
2018-12-07 20:57:56
Przecinek
Dobrze, że u nas nie ma takiego zwyczaju jak w USA, gdzie na imię często daje się czyjeś znane nazwisko. I taki aktor Ford to imię Harrison ma, nie wiadomo, czy od prezydenta Williama Harrisona czy od innego aktora - Rexa Harrisona. Był prezydent Thomas Jefferson, jest aktor Jefferson Brown, Abraham Lincoln i Lincoln Lewis. Przykłady można mnożyć. Jak by to było, gdyby u nas pojawił się pan Piłsudski Nowak, ob. Dmowski Kozłowski czy dyr. Łapicki Kowalski?
2018-12-07 20:36:29
felczer psychiatra
Dla dziewcząt polecam piękne, niestety zapomniane imię Amfilada albo dumne, starożytne Armatura.
2018-12-07 12:43:32
Proste
Można być fanem jakiegoś filmu i jednocześnie można być idiotą, jedno nie wyklucza drugiego.
2018-12-07 07:28:24

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu

Ewa Kołodziejek

Prof. dr hab. Ewa Kołodziejek jest wykładowcą na Uniwersytecie Szczecińskim,  członkiem prezydium Rady Języka Polskiego i autorką wielu książek o poprawnej polszczyźnie.  W „Kurierze Szczecińskim” od lat publikuje felietony z cyklu „Językowa corrida”

Ostatnie wpisy

Archiwum