czwartek, 27 czerwca 2019.
Strona główna > Blogi > Janusz Ławrynowicz > Medycy na eksport

Medycy na eksport

Wywietleń: 664

Mimo wyraźnego wzrostu nakładów na lecznictwo, w tym zapowiadanej przez rząd podwyżki dla lekarzy i pielęgniarek, pacjenci nie dostrzegają poprawy w funkcjonowaniu służby zdrowia. Odwrotnie – kolejki do wielu specjalistów jeszcze się wydłużyły, a z powodu limitów NFZ niektórzy są wręcz niedostępni.

Jak wyjaśnia resort, jest to w pewnej mierze skutek wprowadzenia zasady zakazującej lekarzom zatrudnionym na etacie podejmowania prac w innych placówkach. Skoro jednak mamy w kraju za mało lekarzy, ministerstwo czyni coraz więcej wyjątków od tej reguły. Warto przypomnieć, że w nie całkiem prehistorycznych czasach PRL sposobem na to był elastyczny system zatrudnienia lekarzy w ramach ZOZ (zespołów opieki zdrowotnej).

Od tamtych siermiężnych czasów jednak dużo się zmieniło. Przybyło wszelakiego sprzętu medycznego, rozbudowano szpitale, ale zarazem ubyło… fachowego personelu. Dziś zamyka się całe szpitalne oddziały z braku specjalistów (przykładem są Gryfice!).

Za komuny nasi lekarze, chcąc nie chcąc, pracowali w kraju. Dziś studia medyczne, najdroższe w budżecie wyższych uczelni – około miliona zł na absolwenta, są – jak w socjalizmie – bezpłatne(!). A że padła żelazna kurtyna, a przystąpienie do Unii otwarło granice, od blisko 30 lat trwa w najlepsze exodus medyków na Zachód: do Szwecji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, gdzie zarobki są duże wyższe niż w III RP.

Min. nauki i szkolnictwa wyższego J. Gowin zapowiadał, że absolwenci medycyny będą zobowiązani do odpracowania kosztu studiów w kraju. Choćby przez symboliczne 5 lat po uzyskaniu dyplomu. Niestety, nic w tym kierunku nie zrobiono! Czy ktoś z posłów (przedstawicieli pacjentów!) zabrał głos w tej sprawie?

W ubiegłym roku przybyło nam zaledwie 439 adeptów medycyny. Równocześnie Naczelna Izba Lekarska wydała 747 lekarzom zaświadczenie „o etycznej postawie”, niezbędne do ubiegania się o pracę…za granicą. Nie wiadomo, ilu skorzystało z tej szansy.

Ulgowa taryfa dla lekarzy to również efekt fatalnej tradycji stawiania na czele resortu ochrony zdrowia lekarza. Po kadencji rządowej ów lekarz zwykle wraca do swego zawodowego środowiska, więc nie chce uchodzić za „czarną owcę”. Ideałem byłby twardy menedżer stojący na straży zdrowia obywateli i kasy kraju.

W przypadku exodusu lekarzy prestiż państwa wymaga szybkich działań. Jak długo mamy kształcić na własny koszt medyków dla bogatego Zachodu, gdzie notabene studia są płatne!

W informacjach medialnych resortu pojawiło się wynikające zapewne z głębokiego patriotyzmu określenie „znakomicie wykształceni polscy lekarze”… Otóż od czasów uproszczenia studiów medycznych i wprowadzenia ścisłych procedur, czyli ograniczenia adeptom medycyny możliwości samodzielnego prowadzenia kuracji, wedle wiedzy i praktyki, to określenie stało się po prostu puste. Innymi słowy: studia medyczne w Polsce wymagają reformy, która przywróciłaby im rangę, jaką już niegdyś miały. W interesie pacjentów.

Janusz Ławrynowicz

Komentarze

TZ.
Odpracowywanie studiów przez pięć lat jest dalszym ciągiem zdobywania kwalifikacji medycznych. W ciągu tych pięciu lat lekarz dopiero zdobywa pierwsze doświadczenia i umiejętności i dopiero potem staje się wykwalifikowanym medykiem. I właśnie wtedy, gdy staje się najbardziej przydatny, może spokojnie wyjechać z Polski i zacząć zarabiać za granicą. A na jego miejsce przychodzi nowy, zielony jeszcze lekarz po studiach, który po pięciu latach... itd. Jest inny sposób: wyjeżdżasz za granicę - składasz kaucję w wysokości kosztów studiów. Jak wrócisz - kaucję zwracamy. Do szczegółowego opracowania jest kwestia częściowego zwrotu kaucji związana z przepracowaniem określonej liczby lat w kraju i za granicą. Powinno to dotyczyć również absolwentów innych kierunków studiów, nie jest bowiem tajemnicą, że z Polski uciekają także np. informatycy i inżynierowie. Dlaczego polskie społeczeństwo ma finansować kształcenie kadr dla bogatej Europy czy Ameryki?
2019-02-19 13:03:15
Quistorp
Zrobię skrót z tego co powyżej zawarł W. Sz. Miłościwie panujący i stojący na straży czwartej władzy. { Mimo wyraźnego wzrostu nakładów na lecznictwo,kolejki do wielu specjalistów jeszcze się wydłużyły, a z powodu limitów NFZ niektórzy są wręcz niedostępni.Bo..... w pewnej mierze skutek wprowadzenia zasady zakazującej lekarzom zatrudnionym na etacie podejmowania prac w innych placówkach. Niech absolwenci medycyny będą zobowiązani do odpracowania kosztu studiów w kraju. Choćby przez symboliczne 5 lat po uzyskaniu dyplomu. Niestety, nic w tym kierunku nie zrobiono! To efekt fatalnej tradycji stawiania na czele resortu ochrony zdrowia lekarza. Ideałem byłby twardy menedżer stojący na straży zdrowia obywateli i kasy kraju. Kształcić na własny koszt medyków dla bogatego Zachodu, gdzie notabene studia są płatne? Innymi słowy: studia medyczne w Polsce wymagają reformy, która przywróciłaby im rangę, jaką już niegdyś miały.} . Przecież to zwykły zamordyzm. Wszystkie zawody są cenne. Ale zawód , od którego zależy ,życie albo śmierć np. Pana redaktora, on wtedy robi reformę studiów. Na miły Bóg! Asystentce prezesa NPB 65 tysięcy na miesiąc, ok! A jakaś lekarzyna neurohirurg, okulista, chciałby 25 tyś. na miesiąc? Wolne żarty. Anglicy , naród żeglarskic tradycji, dobrze to czują. U nich w języku istnieje takie powiedzenie; „to spoil the ship for a ha’p’orth of tar”. Przez groszową oszczędność narazić się na wielką stratę. (dosłownie; oszczędzając na smole spowodowałeś przebicie kadłuba. Przeciek wody przez szczelinę.) Im do głowy by nie wpadło reformować szkoły budowy okrętów! Ale nad Odrą , pardon (!) za odrą , na wschód jeszcze mentalność azjatycka. Z całym szacunkiem.
2019-02-18 20:49:31

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu