wtorek, 12 listopada 2019.
Strona główna > Na Luzie > Rower i wino

Rower i wino [GALERIA]

Rower i wino
Data publikacji: 2018-10-28 08:27
Ostatnia aktualizacja: 2018-10-29 00:09
Wywietleń: 1376 358244

Chianti. Miłośnikom win kojarzy się tylko w jeden sposób. Region we Włoszech, w Toskanii, słynący ze wspaniałych winnic produkujących jeszcze wspanialsze wina. Oznacza się je mianem Chianti Classico i tylko tutejsze winnice mogą umieszczać na butelce charakterystyczny symbol regionu – Gallo Nero, czyli czarny kogut. To gwarancja wysokiej jakości wina i procedur produkcji przestrzeganych od wieków. I to właściwie tyle o Chianti – związanym z winem…

Na początku października region Chianti zaczyna się wielu kojarzyć z rowerami. Bo tu odbywa się L’Eroica (po włosku: bohaterstwo, heroizm). Oto wyścig rowerowy wyjątkowy, inny niż wyścigi profesjonalne, inny niż większość wyścigów amatorskich. Wyścig (a może wcale nie wyścig?) na starych klasycznych rowerach kolarzy z całego świata, ubranych w retro stroje kolarskie, którzy w pierwszą niedzielę października przyjeżdżają tu od 22 lat (aby się ścigać? – niekoniecznie), żeby się spotkać, poświętować i ostatniego dnia przejechać wspólnie przepiękne, ale i trudne trasy. To święto kolarstwa tradycyjnego, klasycznego, może nawet historycznego. Kilkudniowa impreza połączona z pokazami sprzętu, filmów, konferencjami, targami ulicznymi, gdzie znajdziesz każdą część do roweru… To styl życia i bycia kolarzem retro. L’Eroica jest najważniejsza, ale przecież imprezy kolarskie w stylu retro odbywają się na świecie przez cały rok.

Od lat marzyłem, żeby przejechać Eroicę. Wjechać na toskańskie pagórki po szutrowych drogach, które w słoneczne dni kurzą się niemiłosiernie, a po lekkim deszczu oblepiają rower lepkim białym błotem. Taki jest urok „strade bianchi”, czyli białych dróg. Zmęczą nawet wytrawnego kolarza, a Eroica to przecież wyścig amatorski dla miłośników starych rowerów, Włoch i również dobrego wina. Tu nikt nie patrzy na wynik, nie ma pomiaru czasu, a jedynie punkty kontrolne, gdzie każdy z uczestników otrzymuje pieczątkę wbitą w książeczkę wyścigu. Punkty kontrolne to także czas na postój i regenerację. Po włosku. Chleb z oliwą, salami, sery, owoce i… wino. Bez ograniczeń. Jeśli masz słabą wolę albo głowę, to z pierwszego punktu kontrolnego możesz już nie odjechać… A potem już podjazdy, zjazdy, kawałek asfaltu, potem znów szutry, piaski i górki. W połowie trasy coraz częstsze wpychanie roweru pod górkę, coraz więcej złapanych gum i liczne awarie. Niektóre rowery są z początku minionego wieku – więc mają prawo, ba – nawet obowiązek popsuć się. Ale bez obaw, ktoś z rowerzystów się zatrzyma, ktoś ma zapasowe dętki, oponę, nawet inne części. Wszyscy dojadą. Nikt nikogo nie zostawi – taka jest Eroica. I jej uczestnicy – bohaterowie.

A potem meta. Jeszcze sprawdzenie książeczki, ilości pieczątek – w zależności od długości trasy i medal. Huczne powitanie, brawa i chwała: „Sono un eroe” – jestem bohaterem. Trasa,którą jechałem, miała 78 km. To nie dużo jak na wyścig. Jednak stary ciężki rower i przewyższenia powyżej 3800 metrów (sic!) ostudziły moje zapędy na 209 km. Na najdłuższą trasę wyjeżdża się rano o szóstej, jeszcze po ciemku, i przyjeżdża też po zmroku. Następnym razem. Tak, bo kto raz spróbował, to na Eroicę przyjeżdża co roku. W tym wzięło udział ponad 7500 uczestników. Rekordowo dużo, bo 2700 z zagranicy. Oprócz Włochów najliczniejsi byli Niemcy, ponad 700, a następnie 350 kolarzy z Wielkiej Brytanii, 340 ze Szwajcarii, 150 z USA, 140 z Francji i 105 z Polski (w tym, o ile mi wiadomo, 6 ze Szczecina). Ale byli też kolarze z Japonii, Meksyku, Afganistanu.

Giancarlo Brocci – który wymyślił tę imprezę – powiedział, że czerpał inspiracje z klasycznego kolarstwa, od czarno-białych obrazów publikowanych w gazetach z początku XX wieku, przez czasy pojedynku Bartali i Coppiego, wspaniałych włoskich kolarzy, aż do niedawnych czasów, kiedy były jeszcze noski na pedałach i manetki przerzutek w dolnej rurze ramy. Kto chce zobaczyć ten zatrzymany czas… niech jedzie na L’Eroica. ©℗

Tekst i fot. Adrian BEDNARSKI

Rower i wino Rower i wino Rower i wino Rower i wino Rower i wino Rower i wino Rower i wino Rower i wino Rower i wino Rower i wino Rower i wino Rower i wino Rower i wino Rower i wino Rower i wino Rower i wino Rower i wino

Komentarze

Ajj...
To Ci dawaj na powyzszym zdjeciu maja "pecha" - gdyz w poblizu Nich "kreca sie juz az 4 pedaly"...
2018-10-28 23:48:30

Dodaj komentarz

Akceptuję regulamin. Link do regulaminu
Pogoda
5
na godz. 09:00
Zobacz prognozę na trzy dni

Przez granice

Dodatek specjalny do „Kuriera Szczecińskiego”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
CZYTAJ WIĘCEJ

Über die Grenzen

Sonderbeilage der Zeitung „Kurier Szczeciński”
wienbe logo Oderpartnerschaft logo
LESEN SIE MEHR

Filmy

Z wielką flagą przez Szczecin

Nekrologi

kondolencje

Sonda

Czy ścieżki wydeptane przez pieszych na trawnikach, poboczach i skwerach powinny być uwzględniane przez projektantów miejskich przestrzeni?

 

W Kurierze Szczecińskim
Pierwsza strona
Kup najnowsze lub archiwalne wydanie Kuriera Szczecińskiego w wersji elektronicznej.
Przejdź do eKuriera
Zamieść ogłoszenie w Kurierze Szczecińskim oraz w wersji elektronicznej.
Daj Ogłoszenie